Majdan – Niepoprawne Radio PL http://niepoprawneradio.pl Tego nie usłyszysz nigdzie indziej Sun, 16 Mar 2014 17:34:42 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=5.8.4 Krym-inał tango http://niepoprawneradio.pl/?p=8028 http://niepoprawneradio.pl/?p=8028#respond Sun, 16 Mar 2014 17:34:42 +0000 http://niepoprawneradio.pl/?p=8028 Skoro na Krymie formalnie harcują jakieś bliżej niezidentyfikowane bandy, to należałoby ogłosić „operację antyterrorystyczną”.Ukraina Tryzub 300px

Nieznany obiekt

I. Lekcja Kosowa

Po raz kolejny potwierdza się, że rację mieli ci, którzy poparcie Zachodu dla secesji Kosowa uznawali za niebezpieczny precedens, którego długofalowe negatywne skutki mogą okazać się większe niż korzyści z dania po nosie popierającej Serbię Rosji. Kosowo funkcjonuje jako bandyckie, mafijne państewko w sercu Bałkanów, zatruwając wokół atmosferę niczym nie czyszczony wychodek, Rosja zaś skwapliwie powołuje się na ten casus ilekroć przyjdzie jej ochota uszczknąć co nieco z terytorium sąsiadów. Tak było z Abchazją i Osetią Płd, tak jest obecnie z Krymem. Otwartą pozostaje kwestia, czy Putin będzie chciał zrobić z Krymu niby-niepodległe państewko (może z Janukowyczem w roli marionetkowego prezydenta?), czy zadowoli się nieuregulowanym statusem tego terytorium z faktyczną dominacją Rosji a la Naddniestrze, czy też może włączy Krym do Federacji i stworzy zmilitaryzowaną enklawę na wzór Kaliningradu.

Tak czy inaczej, Krym pozostanie rozsadnikiem niepokojów i bazą dla dalszej destabilizacji sytuacji na Ukrainie do wykorzystania, gdy Zachodowi znudzi się już popieranie obecnych władz w Kijowie i uzna, że koszty przewyższają korzyści, lepiej więc dogadać się z Putinem. A jak takie dogadywanie się wygląda w praktyce mogliśmy zaobserwować przy okazji wojny w Gruzji, kiedy to dopiero pod wpływem wyprawy Lecha Kaczyńskiego wraz z pozostałymi przywódcami krajów naszego regionu, Sarkozy (Francja sprawowała wówczas europrezydencję) poleciał do Moskwy zawierać lipne porozumienie, którego Kreml od samego początku nie zamierzał respektować. Ot, taka kolejna mała Jałta w wyniku której Gruzja i Saakaszwili pozostali na lodzie. Kwintesencją było słynne „Kim ty k…a jesteś, żeby mnie pouczać?” rzucone do słuchawki przez Siergieja Ławrowa podczas rozmowy z Davidem Milibandem, szefem brytyjskiego MSZ. Nie wiemy wprawdzie, czy Ławrow powiedział coś w tym stylu podczas niedawnej rozmowy do Johna Kerry’ego, ale byłoby to z punktu widzenia Rosji jak najbardziej na miejscu po tym jak Obama dał się ruskiemu czekiście koncertowo „wyresetować” w geopolitycznej rozgrywce.

II. Jeż w gaciach

Swoją drogą, ciekawe czy Nikita Siergiejewicz spodziewał się przekazując Krym Ukraińskiej SRR, że sprzedaje zatruty pocałunek? Raczej nie, przypuszczam, że chodziło tu bardziej o uporządkowanie administracyjne Kijowskiego Okręgu Wojskowego, niemniej po rozpadzie ZSRS okazało się, że Moskwa dostała do ręki darmową, autonomiczną piątą kolumnę w strategicznym regionie – z rosyjskojęzyczną większością i de facto eksterytorialną bazą marynarki wojennej. Słowem, narzędzie do wykorzystania, gdyby poszło coś nie tak i Ukraina zechciała pożegnać się ze statusem „chwilowo odłączonej” części imperium.

W tych figurach rodem z Krym-inał tango, jakie wytańcowują wokół siebie Niemcy, USA i Rosja, cokolwiek ponad ukraińskimi głowami, zastanawia mnie bierność po-majdanowskich władz w Kijowie. Zwróćmy uwagę – Putin dokonuje inwazji, a Kijów poprzestaje z grubsza rzecz biorąc na apelach, pozostawia swych żołnierzy, ukraińską i tatarską mniejszość na Krymie samym sobie i w całości zdaje się na dyplomatyczne zabiegi Zachodu. Tego samego Zachodu, który nie chce słyszeć o sankcjach wobec Rosji, bo woli z nią robić interesy i którego przywódcami kremlowski czekista szczerze gardzi uznając wzorem Chruszczowa, że można im bezkarnie „wrzucić jeża w gacie”. No więc wrzucił i patrzy z radochą na niezborną miotaninę „zapada”.

Tymczasem, Putina można by zahaczyć jego własną, propagandową bronią. Spójrzmy. Putin twierdzi, że nie ma żadnej interwencji sił rosyjskich, że uzbrojone oddziały to nie żaden Specnaz, tylko miejscowa samoobrona, która ekwipunek kupiła sobie w sklepach survivalowych. No więc trzymajmy Władimira Władimirowicza za słowo. Skoro na Krymie nie harcują siły zbrojne Federacji Rosyjskiej, tylko jakieś bliżej niezidentyfikowane grupy, to należałoby ogłosić rozprawę ze zbrojnymi bandami. Innymi słowy – wszcząć „operację antyterrorystyczną”. Przypominam, że z chwilą ogłoszenia przez USA wojny z terroryzmem, Putin ochoczo skorzystał z tej retoryki i ogłosił, że on na Kaukazie nie prowadzi żadnej wojny, pacyfikacji, tylko „walczy z terrorystami”, których dopadnie „nawet w kiblu”. W ten oto sposób sprawił, że Zachód skwapliwie odwrócił głowę od ludobójstwa w Czeczenii. Ten sam propagandowy oręż Kijów mógłby wykorzystać na Krymie – my nie walczymy z Rosją, Specnazem, tylko ścigamy terrorystów i przywracamy porządek na swym terytorium, oraz bierzemy pod opiekę prześladowane przez władze autonomii mniejszości ukraińską i tatarską… Ciekawe, jak Putin zareagowałby na takie postawienie sprawy… Bo wtedy to on miałby w gaciach jeża.

III. „Wśród serdecznych przyjaciół…”

Z jakichś względów ukraiński rząd tego jednak nie robi. Na miejscu krymskich Tatarów i ukraińskich oddziałów poczułbym się zdradzony. Albo się boją wejść głębiej w konflikt (choć i tak mają ten konflikt na karku), albo nie są pewni dowództwa własnej armii w której jak słyszałem wciąż silne są sowieckie sentymenty. Możliwa jest również inna opcja – taka mianowicie, że Niemcy i Amerykanie wymogli na Kijowie bierność by nie „eskalować napięcia”, a rząd Ukrainy grzecznie się posłuchał, by z kolei nie dać swym patronom pretekstu do wymiksowania się z tej całej awantury. Dziwne to, zważywszy, że już chyba wiadomo na ile można polegać na „gwarancjach” międzynarodowych – czyżby Kijów miał jeszcze jakieś złudzenia? Czy też może padło ultimatum „nie wierzgajcie Putinowi, bo nici z pomocy finansowej”, na wzór pamiętnej pogróżki Radka Sikorskiego „wszyscy zginiecie”? Możliwe też, że rozochoconym majdanowcom „sojusznicy” porządnie zmyli głowę za niedotrzymanie umowy z ludźmi Janukowycza i nie chcą teraz przeciągać struny.

I tak już na zakończenie. Ciekawe, jak silny jest w USA kac po resecie. Przecież gdyby nie upojenie Obamy Putinem, to dziś zapewne trwałyby już prace nad instalowaniem w Polsce elementów tarczy antyrakietowej, co dawałoby Obamie zdecydowanie silniejszą pozycję w konfrontacji z Rosją. A tak, to może sobie co najwyżej pogadać i w Waszyngtonie muszą sobie z tego zdawać sprawę. No i jeszcze jedno – czy w Polsce wreszcie ktoś ochłonie i dojdzie do wniosku, że NATO i Unia swoją drogą, lecz jeśli chcemy się skutecznie bronić, to powinniśmy w pierwszej kolejności zacząć polegać na sobie, a nie na „serdecznych przyjaciołach” pośród których „psy zająca zjadły”?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

]]>
http://niepoprawneradio.pl/?feed=rss2&p=8028 0
Krajobraz po Majdanie http://niepoprawneradio.pl/?p=7853 http://niepoprawneradio.pl/?p=7853#respond Thu, 27 Feb 2014 20:38:34 +0000 http://niepoprawneradio.pl/?p=7853

Rozwój wydarzeń u naszego sąsiada oznacza, że ciężar kondominijnej rozgrywki Rosja-Niemcy przenosi się poza polską granicę.

Ukraina Tryzub 300px

I. Krach „łukaszenkizacji”

Po etapie obowiązkowych starć ulicznych i równie obowiązkowych ofiar w ludziach, by cała rewolucja wyglądała w miarę wiarygodnie, sponsorzy Majdanu dogadali się ze sponsorami Janukowycza, poświęcając tego ostatniego w imię „jedności narodowej” i najprawdopodobniej jakiejś spodziewanej pomocy ze strony Zachodu. Tym samym Rosja przegrała wariant „łukaszenkizacji” Ukrainy polegający na wciągnięciu jej do montowanej Unii Eurazjatyckiej pod wodzą skompromitowanego i pozbawionego możliwości manewru Janukowycza. Tu warto przypomnieć, że samemu Janukowyczowi, jak i oligarchom, których był eksponentem, do pogłębienia więzów z Rosją wcale się nie śpieszyło – choćby dlatego, że oznaczałoby to dopuszczenie putinowskich mafiozów do ukraińskiego żerowiska. Ideałem był dla nich balans między wschodem a zachodem – z jednej strony wydłużenie dzierżawy Sewastopola dla rosyjskiej Floty Czarnomorskiej do 2042 roku w zamian za obniżenie cen gazu, z drugiej podpisanie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, z trzeciej w końcu, skłonienie Rosji do sfinansowania ukraińskiego długu publicznego poprzez wykup obligacji…

No i w tym miejscu Putin postanowił jednak przypomnieć Janukowyczowi skąd mu wyrastają nogi, w ekspresowym tempie torpedując stowarzyszeniowe zakusy. Publicznie wiadomo o ultimatum – albo pójdziesz z nami do Unii Celnej (następnie zaś Eurazjatyckiej), albo zatoniesz wraz z bankrutującym państwem. Czy do głosu doszły ponadto jakieś poważne „kompromaty” możemy się tylko domyślać. Tak czy owak, okazało się, że Putin trzyma Janukowycza za jaja mocnym czekistowskim chwytem i lawiranckie kalkulacje ukraińskiego prezydenta poszły w czortu.

Do pewnego momentu wszystko zdawało się przebiegać po myśli Putina. Unia Europejska ani myślała umierać za Majdan i specjalizowała się w kolejnych „chińskich ostrzeżeniach”, polski rząd nie miał pomysłu na cały ten wschodni ambaras, zaś poparcie dla protestów ze strony PiS-owskiej opozycji można było traktować jedynie w kategoriach symbolicznych. Nawet Watykan nabrał wody w usta i nie dało się słyszeć papieskich apeli, jakie zazwyczaj przy tego typu kryzysach płyną z placu św. Piotra. Janukowycz planowo kompromitował się z każdym dniem kijowskiego klinczu i bandyckich ekscesów „tituszek”, tudzież pacyfikacyjnych prób Berkutu… prób zresztą tyleż spektakularnych, co nieudolnych, bo chyba nikt nie wątpi, że odpowiednio zdeterminowana władza byłaby w stanie rozpędzić Majdan w ciągu jednego dnia i to wyłącznie siłami policyjnymi, bez konieczności angażowania wojska. W międzyczasie Ławrow i różne prokremlowskie siły obecne na międzynarodowym „rynku opinii” grzmiały o „faszyzacji” i mieszaniu się Zachodu w sprawy wewnętrzne suwerennego państwa… Natomiast Putin ze spokojem odgrywał olimpijskiego gołąbka pokoju podczas igrzysk w Soczi.

II. Błędy Putina

I tu dochodzimy do kwestii: co z punktu widzenia Putina poszło nie tak? Wydaje się, że zagrało przeciw niemu kilka czynników.

Po pierwsze, nie docenił determinacji ukraińskich oligarchów, którym nie uśmiecha się los Chodorkowskiego czy Bieriezowskiego – a tego mogliby się spodziewać po trafieniu Ukrainy pod „kryszę” Putina. Oligarchowie tacy jak Rinat Achmetow, Serhij Tihipko, Wiktor Pinczuk, czy Ihor Kołomojski od początku naciskali na Janukowycza, by ten nie stosował przemocy wobec protestujących na Majdanie, co tłumaczy niezdecydowane i incydentalne akcje Berkutu. Dodatkowo Achmetow (a najprawdopodobniej również i inni) sponsorowali Majdan sumami po co najmniej kilkaset tysięcy hrywien dziennie, była to zatem z ich strony dość poważna inwestycja, która ma się zwrócić. Jeśli dopowiemy, że owi potentaci mają w kieszeni co najmniej 80 deputowanych Partii Regionów i osamotniona „familia” Janukowycza w konfrontacji z nimi wypada w sumie dość blado, to nagle okazuje się, że prorosyjskie siły miały mniej atutów, niż się na pierwszy rzut oka mogło wydawać. Achmetow, najbogatszy z oligarchów z majątkiem szacowanym na ok 15 mld dolarów chce robić interesy na Zachodzie, inni również, a do tego potrzebna jest im Ukraina w nieco innym miejscu, niż obecnie. Oni już się na ukraińskim majątku nachapali i chcą w spokoju konsumować oraz rozwijać swe biznesy – mogą je nawet na potrzeby Unii jakoś „ucywilizować”, stać ich na to. Ideałem dla nich byłaby jakaś forma nieśpiesznej integracji ze strukturami zachodnimi, przy gwarancji zachowania stanu posiadania – coś jak, uczciwszy proporcje, „uwłaszczony” postkomunistyczny biznes w III RP.

Po drugie, czynnik ludzki. To nie jest bowiem tak, że ludzie się buntują gdy dusi się ich obcęgami terroru. Nie, ludzie buntują się wtedy, gdy już coś tam mają i da się im nadzieję na więcej. A taką nadzieję roztoczono przed Ukraińcami w perspektywie akcesu do Unii Europejskiej. Ukraińcom nie imponuje poziom życia w Rosji i tamtejszy system społeczno-polityczno-gospodarczy. Imponuje im europejski dobrobyt i blichtr, tak jak imponował Polakom i innym demoludom. O kosztach zaś w prounijnej propagandzie wspomina się półgębkiem. Poza tym, posmakowali już względnej wolności i „samostijności” – mogli pogonić Janukowycza i wybrać „pomarańczowych”, potem pognać „pomarańczowych” i wybrać Janukowycza… no to teraz popędzą Janukowycza. Same pieniądze oligarchów bez powszechnej determinacji i wściekłości nic by nie dały. Trzeba było tylko te masowe odruchy i emocje odpowiednio wspomóc i ukierunkować. Szkoda tylko tych, którzy polegli, by rewolucja nabrała cech odpowiedniej powagi i dramatyzmu. Stali się bowiem – niezależnie od ich przekonań i aspiracji – mięsem armatnim, dzięki któremu Majdan pojawił się wreszcie w obiektywach zachodnich mediów, co z kolei pozwoliło wkroczyć do akcji unijnym politykom w glorii orędowników pokoju i pojednania. Unia (czyli Niemcy) bowiem mogłaby się od biedy pogodzić z Ukrainą w rosyjskiej orbicie, ale czterdziestopięciomilionowego „upadłego państwa” u swych granic sobie stanowczo nie życzy.

Po trzecie wreszcie, Putin chyba przekombinował. Liczył na zduszenie Majdanu rękoma Janukowycza w cieniu igrzysk w Soczi – trochę podobnie, jak w cieniu olimpiady w Pekinie rozpętał wojnę w Gruzji. Tymczasem okazało się, że Soczi, gdzie Rosja była gospodarzem, spętało mu ręce i nie mógł pozwolić sobie na wyraźniejszą interwencję, poprzestając na wprowadzeniu na Majdan prowokatorów usiłujących storpedować z radykalnych pozycji próby zakończenia konfliktu. Tymczasem ukraińscy oligarchowie skwapliwie wykorzystali szansę jaką dawało „uwiązanie” Rosji igrzyskami do politycznej eliminacji Janukowycza w drodze parlamentarnego zamachu stanu, przewerbowania jego popleczników w ramach „jedności narodowej” i zaakcentowania prozachodniego kursu Ukrainy. Wielomiesięczna inwestycja w Majdan zaczęła przynosić wreszcie owoce.

III. Chwila pieredyszki

Jakie pole manewru ma teraz Putin? Interwencji zbrojnej nie będzie, bo Rosji na nią póki co nie stać. Armia w trakcie przezbrajania, rubel pikuje, do tego wydatki na igrzyska, a wkrótce na piłkarskie mistrzostwa świata. Pozostaje robić to, co zwykle – destabilizować Ukrainę wszelkimi możliwymi sposobami. Polityka surowcowo-energetyczna, to jedno. Może będzie usiłował uczynić z autonomicznego Krymu coś w rodzaju drugiego Naddniestrza, zapewne zechce szantażować nowo-stary postmajdanowski establishment ruchami radykalnymi na zasadzie „hańba zgniłemu kompromisowi i ugodowcom”. Część opinii publicznej w Polsce obawia się w tym kontekście neo-banderowców ze Swobody, ale to akurat obawy nietrafione, bo „Swoboda” też jedzie na finansowej smyczy oligarchów i będzie szczekała w tę stronę, w którą jej każą – obecnie zaś ciężar resentymentów przechyla się na stronę antyrosyjską. A nam z kolei przecież nikt nie każe uprawiać taniej kokieterii, zapominać o Wołyniu i siedzieć cicho, gdyby znów zaczęły dominować w post-rezuńskich kręgach nastroje antypolskie.

Póki co jednak Ukraina jest bankrutem i jestem wielce ciekaw, co świat z tym pocznie, a pamiętajmy, że struktury takie jak MFW nie dają niczego za darmo, tylko wymagają „bolesnych reform”, których koszta obciążają zawsze ludność, a nie elity. Pytanie za stówkę – kto pobieży z kasą, by ratować młodą kozacką demokrację? Bo do utrzymaniu kraju na powierzchni wypłacalności nie wystarczy tłumne ryczenie w parlamencie tej rezuńskiej przyśpiewki, która biega tam za hymn narodowy. Może się zatem okazać, że Rosji wystarczy cierpliwie poczekać aż paroksyzmy nastrojów zgnębionego reformami społeczeństwa odbiją wahadło w drugą stronę i wtedy ponownie uruchomić na Ukrainie swoje aktywa z jakimś Janukowyczem-bis na czele, tak jak miało to miejsce po kompromitacji ekipy „pomarańczowych”.

Ale, nie będę biadolić nad Ukrainą – jak już napisałem w innej notce, mam głęboko gdzieś dobro Ukrainy. Interesuje mnie dobro Polski. I z polskiego punktu widzenia, oczywiście dobrze się stało, bo rozwój wydarzeń u naszego sąsiada oznacza, że ciężar kondominijnej rozgrywki Rosja-Niemcy przenosi się poza naszą granicę. Może dzięki temu będziemy mogli chwilę odetchnąć – i obyśmy ten moment względnej pieredyszki dobrze wykorzystali.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://niepoprawni.pl/blog/346/ukrainski-klincz

http://niepoprawni.pl/blog/287/ukraina-miedzy-scylla-charybda

http://niepoprawni.pl/blog/287/post-giedroyciowska-dziecinada

http://niepoprawni.pl/blog/287/w-petach-giedroycia

]]>
http://niepoprawneradio.pl/?feed=rss2&p=7853 0