Aleszum – Niepoprawne Radio PL http://niepoprawneradio.pl Tego nie usłyszysz nigdzie indziej Wed, 20 Apr 2016 20:42:26 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=5.8.4 TEKST KTÓRY WSTRZĄŚNIE ELITKĄ http://niepoprawneradio.pl/?p=16952 http://niepoprawneradio.pl/?p=16952#respond Wed, 20 Apr 2016 20:42:26 +0000 http://niepoprawneradio.pl/?p=16952 TEKST KTÓRY WSTRZĄŚNIE ELITKĄ.

MEIN KAMPF NARODU NIEMIECKIEGO.

PARLAMENT EUROPEJSKI W WYKONANIU NIEMCÓW W ZAMACHU NA POLSKĘ.

EUROPEJSKI DZIEŃ DONOSICIELA.

SCHETYNA, TUSK,  BIEŃKOWSKA, SUCHOCKA,  DRZEWIECKI W STYLU „BOLKA” DONOSZĄ NA POLSKĘ.

CHÓR ZDRAJCÓW.

MARTIN SCHULZ  NIEMIECKO – ŻYDOWSKI FASZYSTA.

 

MARIA KONOPNICKA – ROTA

 

Nie rzucim ziemi skąd nasz ród!

Nie damy pogrześć mowy.

Polski my naród, polski lud,

Królewski szczep Piastowy.

 

Nie damy, by nas gnębił wróg!

Tak nam dopomóż Bóg!

Tak nam dopomóż Bóg!

 

Do krwi ostatniej kropli z żył

Bronić będziemy ducha,

Aż się rozpadnie w proch i w pył

Krzyżacka zawierucha.

 

Twierdzą nam będzie każdy próg!

Tak nam dopomóż Bóg!

Tak nam dopomóż Bóg!

 

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz

Ni dzieci nam germanił,

Orężny wstanie hufiec nasz,

Duch będzie nam hetmanił.

 

Pójdziem, gdy zabrzmi złoty róg!

Tak nam dopomóż Bóg!

Tak nam dopomóż Bóg!

 

Nie damy miana Polski zgnieść

Nie pójdziem żywo w trumnę

W Ojczyzny imię, na jej cześć

Podnosi czoła dumne.

 

Odzyska ziemi dziadów wnuk!

Tak nam dopomóż Bóg!

Tak nam dopomóż Bóg!

 

NIEMCY „ODWIECZNYM PRZJACIELEM” POLSKI.

 

Niemcy „odwiecznym przyjacielem” Polski, Polaków i polskości. Pod tym hasłem powstała 13 kwietnia 2016 r. rezolucja rzekomo hadecka, potępiająca polską rację stanu za „łamanie” Konstytucji z prześladowaniem miłośnika Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego prof. Andrzeja Rzeplińskiego. Czarna wrona jaruzelszczyzny i zbrodniarza kiszczaka znowu wisi na naszą Ojczyzną. „Przyjaźń” Niemców z Polską ma swoje symbole – Auschwitz – Birkenau i inne „nazistowskie” obozy śmierci wraz z Holokaustem 3 milionów obywateli polskich pochodzenia żydowskiego pomordowanych przez „nazistów” cyklonem – B w komorach gazowych i spalonych żywcem w krematoriach. Tak jak Putin mści się na Polakach za „Cud nad Wisłą”, za polskie obozy dla sowieckich jeńców z Bitwy Warszawskiej z lat 20, zmarłych z chorób, a nie pomordowanych przez Polaków, jakby sobie życzył, tak „naziści” nie mogą wybaczyć Polsce pogromu Krzyżaków w 1410 r. w Bitwie pod Grunwaldem pod dowództwem króla Polski Władysława II Jagiełły i wielkiego księcia litewskiego Witolda . I właśnie ten polski król, ten książę i Pierwszy Marszałek Polski Józef Piłsudski, to symbole nienawiści do Polski naszych odwiecznych wrogów – niestety sąsiadów – Rosji i Niemiec. To Niemcy w czasie II Wojny Światowej w sercu łódzkiego getta założyli obóz koncentracyjny (Litzmanstadt Getto) dla polskich dzieci (nie Żydów) w wieku 2 – 16 lat, w którym więziono ok. 60 tysięcy polskich dzieci, z których ocalało ok. 10 tysięcy. Okrutnie mordowane umierały śmiercią męczeńską z głodu, z tyfusu plamistego, zamarzając na śmierć, pobite przez morderców – „wychowawców” na śniegu lub w blokach dla dzieci bezwiednie oddających mocz. Umierały polskie dzieci pałowane gumowymi palkami przez żydowskie policjantki – Odmanki – Jüdischer Ordnungsdienst – żydowskie kolaborantki Gestapo.

Przed wybuchem wojny powstał wiersz odzwierciadlający stosunek Niemców do Polaków:

 

MODLITWA DO NIEMIECKIEGO BOGA

 

„Poraź o Panie, bezwładem ręce i nogi Polaków,

Zrób z nich kaleki, poraź ich oczy ślepotą,

Tak męża, jak kobietę ukarz głupotą i głuchotą.

 

Spraw, żeby lud polski gromadami całymi zamieniał się w popiół,

Ażeby z kobietą i dzieckiem został zniszczony,

sprzedany w niewolę.

 

Niech nasza noga rozdepcze ich pola zasiane!

 

Użycz nam nadmiernej rozkoszy mordowania dorosłych, jak też i dzieci.

 

Pozwól zanurzyć nasz miecz w ich ciała

I spraw, że kraj polski w morzu krwi zniszczeje!

 

Niemieckie serce nie da się zmiękczyć!

 

Zamiast pokoju niech wojna zapanuje miedzy oboma państwami.

 

A jeśli kiedyś będę się zbroił do walki na śmierć i życie

 

To będę wołał umierając:

 

„Zamień, o Panie, Polskę w pustynię”!

 

Autorem wiersza jest Hans Lukaschek (ur. 22 maja 1885 r. we Wrocławiu, zm. 26 stycznia 1960 r. we Fryburgu Bryzgowijskim) – niemiecki urzędnik państwowy, działacz polityczny, doktor nauk prawnych, hitlerowiec, niemiecki polakożerca, minister do spraw wypędzonych w pierwszym rządzie Konrada Adenauera.

13 kwietnia 2016 r.w europejskim dniu donosiciela,  PO i PSL poparły rezolucję potępiającą Polskę.

 

MASOŃSKO – NIEMIECKO – ŻYDOWSKI PARLAMENT EUROPEJSKI POTĘPIA DEMOKRATYCZNE ZMIANY W POLSCE.

PRZEWODNICZĄCY PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO MARTIN SCHULZ NIEMIECKI FASZYSTA.

 

Po wielu tygodniach starań, dzisiaj PO i PSL dopięli swego. Parlament Europejski  przyjął, potępiającą polski rząd i większość sejmową, rezolucję. Politycy opozycji pękają z dumy, a politycy PiS mówią wprost o neo – Targowicy. – Mamy do czynienia z sytuacją, gdy niektórzy politycy czepiają się obcych klamek, żeby załatwić swoje partykularne prywatno-partyjne interesy. To niestety kontynuacja niechlubnej tradycji – mówi nam Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.

Rezolucja to wynik ciężkiej pracy europosłanek z Niemiec, w tym m.in. Cornelii Ernst i Moniki Hohlmeier. Szczególnie to pierwsze nazwisko budzi zainteresowanie. Lewicowa polityk aktywnie działała bowiem już w NRD-owskiej Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec. Dziś jednak, była zwolenniczka Ericha Honeckera, poucza i potępia polski rząd. Zdaniem Krzysztofa Łapińskiego z PiS, który pracował w Parlamencie Europejskim, tematu rezolucji by nie było, gdyby nie działania PO i PSL.

– Wiem, że jeżeli w danej grupie istnieje frakcja narodowa, to może ona zablokować taką inicjatywę. Skoro w Europejskiej Partii Ludowej, która zainicjowała to przedsięwzięcie, jest ok. 20 europosłów PO i PSL, to bez ich zgody nie byłoby tej rezolucji – mówi „Gazecie Polskiej Codziennie” Krzysztof Łapiński z PiS. Jego zdaniem takie uchwały PE „nie pomagają”, dzisiaj Unia Europejska ma większe problemy.

To podkreśla również wiceprzewodniczący PE Ryszard Czarnecki. – Mamy do czynienia z totalnym pomieszaniem priorytetów przez liderów czterech frakcji w PE. Zamiast zajmować się dziś wielkimi wyzwaniami Europy – terroryzmem, imigrantami czy możliwym końcem Unii w kształcie, jaki znamy, gdy nastąpi Brexit (wystąpienie Wielkiej Brytanii z UE), woli zajmować się Polską. To świadczy o paranoi i swoistym skretynieniu. W tym swoją rolę odgrywają ci polscy politycy, którzy nie pogodzili się z werdyktem wyborczym, swoją porażką, odspawaniem od władzy – mówi „GP Codziennej” Ryszard Czarnecki. Jego zdaniem PO i PSL kontynuują historyczne tradycje. – Część elit Rzeczypospolitej, gdy przegrywała walkę o władzę, uciekała do Rosji, Austrii czy Prus, by znaleźć pomoc w powrocie do władzy – twierdzi Czarnecki.

Parlament Europejski nie potępia Niemiec za antyeuropejską politykę migracyjną, za bezczelne wypowiedzi Angeli Merkel, za niemieckie pseudo satyryczne ataki na polską rację stanu. To nie Niemcy, lecz „naziści” wymordowali 6 milionów obywateli polskich. to Martina Schulza, przewodniczącego PE, nie interesują również zajścia w Kolonii w noc sylwestrową 2015 , gdy gwałcone były Niemki. Jakoś żaden migrancki gwałciciel nie miał chrapki na Angelę Merkel, chociaż tak nieustannie popiera morderców z dżihadu. Herr Schulz nie zajmuje się również sprawą zagrożeń obywateli polskich przez ponad milion migrantów koczujących na granicy Niemiec z Polską, tak łatwo przygarniętych przez niemieckich faszystów z Frau Merkel na czele.

Natomiast UE interesuje zniszczenie Polski, Polaków i polskości, bo Niemcy mają w tym swój historyczno – patriotyczny interes. Jako narzędzie tego zniszczenia  obrano Trybunał Konstytucyjny w Polsce z bolszewikiem, lektorem PZPR Rzeplińskim w tle. Cele Parlamentu Europejskiego i opozycji parlamentarnej i poza parlamentarnej są zbieżne – obalić rząd Beaty Szydło i odwołać prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudę za „złamanie” Konstytucji.

Martin Schulz przewodniczący Parlamentu Europejskiego nie od dzisiaj zagraża i wygraża Polsce.

Nie wszystkim wiadomo, iż bierze on żywy udział w atakach na Polskę poza UE w tzw. lobby żydowskim w USA żądającym od Polski 65 miliardów dolarów amerykańskich tytułem restytucji (rewindykacji) mienia pożydowskiego w Polsce.

Tymczasem, gdy my w Polsce bronimy państwa prawa i opieramy się atakom opozycji o niekonstytucyjne publikacje wyroków TK, od tyłu zachodzą nas Judejczykowie, próbując wymusić na naszym rządzie zapłatę haraczu, zwanego dla niepoznaki rewindykacjami. Owe działania wspierane są przez media głównego nurtu, głównie amerykańskie i niemieckie. Prym wiedzie tutaj „The Washington Post” na czele z sikorką, żoną „radka”, antypolską – Żydówką, dziennikarką Anne Applebaum. Udział w tej zbrojnej akcji wyłudzania „mienia pożydowskiego” bierze również Martin Schulz, któremu a nóż, a widelec, uda  się zawładnąć jakąś kamienicą pożydowską w Polsce,  wspólnie ze swoją żydowską małżonką, na nasze nieszczęście urodzoną w Polsce. Podobnie uczyniła to już niejaka i nijaka Hajka Grundbaum (HGW) stając się hipoteczną właścicielką dochodowej pożydowskiej kamienicy przy ul. Noakowskiego 16 w Warszawie.

Najlepsze interesy robi się z oszustami; właścicielami wybudowanego w 1910 r. budynku przy ul. Noakowskiego 16 byli Szlama Oppenheim, Pessa Regirerowa, Artur P. Regirer i Hirsz Freudenberg. (…), a teraz Hajka Grundbaum. Na podobną transakcję mają chrapkę Schulzowie via Parlament Europejski. To trzeba umieć! I jeszcze dzierżyć godła przewodniczącego Parlamentu Europejskiego i HGW prezydenta stolicy Polski! Z kim się Schulzowie  podzielą po rabunku polskich kamienic np. w Komisji Weneckiej, a może też z Ryszardem Petru i Grzegorzem Szetyną.

Czy HGW razem z Tuskiem, który znał ten szwindel na pamięć trafią do pierdla? Wątpię. Jeszcze rządzi w Polsce klika sędziowska. Czy tę klikę zdoła za 4 lata rozpędzić Zbigniew Ziobro? Też wątpię. Za mało czasu. Może za 8 lat. Ale trzeba jeszcze przeżyć drugą kadencję. A UE z PO, PSL, Nowoczesną mówią niet, czyli nein, albo odwrotnie.

Owe rewindykacyjne żądania lobby żydowskiego nie są czymś nowym. Pojawiły się już ćwierć wieku temu w latach dziewięćdziesiątych, kiedy Polska ogłosiła, że chce przystąpić do NATO. Środowiska żydowskie w USA zażądały wówczas od Polski łapówki z tego tytułu. I rząd tę łapówkę zapłacił. Przybrała ona postać ustawy o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich przewidującej przekazanie majątku po dawnych gminach żydowskich w Polsce kilku gminom istniejącym oraz – Organizacji Restytucji Mienia Żydowskiego w Nowym Jorku. Mówiąc o łapówce, bo z punktu widzenia prawnego żaden „zwrot” mienia ani gminom, ani tym bardziej nowojorskiej Organizacji się nie należał.  Ale stało się i mówi się trudno.

Zachęcony tymi łatwymi pieniędzmi Światowy Kongres Żydów, główna firma koncernu holokaustowej industrii, ustami swojego ówczesnego sekretarza , Izraela Singera zażądała od Polski kolejnego haraczu. Tym razem chodziło o mienie pozostawione przez Żydów zabitych w czasie wojny przez Niemców, dzisiejszych nazistów, z których wywodzi się m.in. obecny przewodniczący Parlamentu Europejskiego niemiecki Żyd Martin Schulz. Izrael Singer wprawdzie ani ich brat, ani swat, ale z dużym tupetem zagroził Polsce, podobnie jak dzisiaj PE, że jeśli nie zastosuje się do żądań Kongresu i nie przekaże co najmniej 65 miliardów dolarów amerykańskich, to będzie upokarzana na arenie międzynarodowej. Pragnę zapytać, czy dzisiejsza rezolucja PE to nie ta sama żydowska gierka w wykonaniu żydowsko-masońskich parlamentarzystów europejskich, przy ścisłej współpracy tusków, szetynów, pietru, bieńkowskich, suchockich, drzewieckich, etc. bomba? Oni tylko otwarcie nie żądają diengów, ponieważ powrót do świńskiego koryta zapewni dalsze machlojki wyprzedaży Polski z Ciechem zamordowanego Jana Kulczyka w tle. Najpierw trzeba ukraść pierwszy milion, co uczyniono dzisiejszą rezolucją PE. A potem? Potem należy kraść setki miliardów dolarów, podobnie jak ukraiński prezydent Walzman (pseud. Petro Poroszenko – Żyd z czekolady), w raju podatkowym „Panama Papers” i  sprzedażą polskich lasów, hodowli koni, ziemi, stoczni, fabryk, skolko ugodno, jak PO-PSL. Na początek machlojek korupcyjnych Walzman wypirzył Tymoszenkę i Arseniuka ( za dużo chcieli) i powołał na stanowisko premiera Ukrainy nowego Żyda banderowca i anty Polaka Włodymyra Hrojsmana, któremu już bije hołdy Anne Applebaum w „The Washington Post” i pozostałe amerykańskie żydowskie lobby.

Ale wróćmy do tematu. Efektem tego żydowskiego „upokarzania” były awantury urządzane przez Żydów na terenie obozu w Oświęcimiu, co szczegółowo opisał i opowiedział mój przyjaciel Kaziu Świtoń, niestety już nie żyjący. Potem nastąpiła awantura o polskich antysemitach – „mordercach” z Jedwabnego, przepraszanych  na miejscu spalenia jedwabieńskiej stodoły  przez kapusiów SB i WSI Kwaśniewskiego i Komorowskiego, w towarzystwie trzech rabinów i niestety przedstawicieli Konferencji Episkopatu Polski, za zbrodnie Gestapo i Schutzpolizei. Na dokładkę opisano w szczegółach, jak to Polacy „mordowali” Żydów w pogromach kieleckim i krakowskim. Barbara Engelking, Jan Tomasz Gross, opisali to wszystko szczegółowo i precyzyjnie  na zamówienie żydowskich mocodawców w „Sąsiadach”, „Strachu”, „Złotych Żniwach”, „Jest taki piękny słoneczny dzień”, „Malowanym ptaku” Jerzego Kosińskiego”, a Donald Tusk oraz Szetyna, Bieńkowska, Róża Thun, Julia Pitera europosłanki PO wycierają sobie brudne mordy wrzeszczące  na Polaków, z szowinistą i kapusiem niemieckim Januszem Lewandowskim w tle. Donald Tusk nadal brzydzi się tą Polską brudną, zapuszczoną, opisany przez ruski portal www.gazieta.ru jako „Nasz człowiek w Warszawie”. My politycy nie interesujemy się Katyniem – powiedział w Moskwie Tusk Putinowi.

 

PONURO-ŚMIESZNY TEATR Z DONALDEM TUSKIEM W TLE.

 

W ankiecie na temat polskości opublikowanej w miesięczniku ” ZNAK „(nr 11-12 z 1987 roku – str. 190 ) Donald Tusk tak mówi o sobie: ” Jak wyzwolić się od tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od urodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło – ponuro – śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych urojeń? Polskość to nienormalność – takie skojarzenie nasuwa mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze, wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnie ochoty dźwigać. Piękniejsza od Polski jest ucieczka od Polski – tej ziemi konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia, prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem”.

To „upokarzanie” Polski postępuje równolegle do zdejmowania winy za wymordowanie Żydów z Niemców na Polaków. Polacy wymordowali więcej Żydów niż Niemców, twierdzi „historyk” Jan Tomasz Gross.  Kontrolowana przez „Przedsiębiorstwo Holokaust” amerykańska prasa pilnuje się, aby nigdy nie pisać o Niemcach, tylko zawsze o „nazistach”, którzy nawet posługiwali się „nazistowskim” językiem i nie pomagali Polakom budować „polskich obozów koncentracyjnych” w których mordowali Polacy. No, ale Niemcy zapłacili Izraelowi 100 miliardów marek i nadal płacą, m.in. dostarczając okręty podwodne, więc jakiegoś winowajcę trzeba znaleźć, bo w przeciwnym razie świat mógłby sobie pomyśleć, że ci Żydzi poumierali śmiercią naturalną.

Żeby łatwiej rozmiękczyć Polaków i w ten sposób wyciągnąć od Polski co najmniej 60 miliardów dolarów amerykańskich trzeba z jednej strony oczerniać nas przed światem jako naród morderców, a z drugiej – doprowadzić nas do stanu bezbronności wobec żydowskich żądań poprzez systematyczną tresurę w tak zwanej tolerancji i w tak zwanym kompromisie – dialogu. Jedni mówią, iż projektodawcami tej ohydy antypolskiej są Żydzi, inni twierdzą, że cykliści.

 

RASISTOWSKA, ANTYKOŚCIELNA „GAZETA WYBORCZA”.

MARZENIE ADAMA MICHNIKA – POŁĄCZENIE POLSKI Z UKRAINĄ.

 

Owa tolerancja to nic innego, jak przyjęcie żydo – masońskiego punktu widzenia, nie tylko antypolskiego, ale również antykościelnego. Dialog zaś – to nic innego jak potulne spełnianie wszystkich zachcianek „Przedsiębiorstwa Holocaust” precyzyjnie opisanego przez niezależnego amerykańskiego, żydowskiego politologa i historyka Normana G. Finkelsteina piszącego prawdę.

W tej oto tresurze ogromną rolę pełni żydowska gazeta dla Polaków „Gazeta Wyborcza”, będąca zresztą osobliwym przykładem żydowskiej piątej kolumny na terenie Polski. której redaktor naczelny Adam Michnik został opisany przez Ewę Stankiewicz w tytule „Największy faszysta w Polsce” („Warszawska Gazeta” 23-30 grudnia 2015 r.). Marzeniem tow. Adama Michnika jest połączenie Polski z Ukrainą, (jak tego sobie życzył jego tatuś Ozjasz Szechter) w jeden twór pod nazwą Pol-Ukr, lub Ukr-Pol , takie pragnienie wyraził Adam Michnik na konferencji prasowej w Stanisławowie we wrześniu 2009 r.(„Kurier Galicyjski” wrzesień 2009 r.). Ozjasz Szechter członek Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy za usiłowanie przyłączenia Polski do ZSRS otrzymał wyrok 8 lat więzienia.

Dlaczego prokuratura polska nie wszczęła od 2009 roku postępowania przygotowawczego w sprawie Adama Michnika wypowiadającego się publicznie jako polski dziennikarz za granicą na konferencji prasowej, o przyłączeniu Polski do Ukrainy i stworzeniu wspólnego państwa o nazwie Pol-Ukr, lub Ukr-Pol?

Adam Michnik jest zaciekłym wrogiem Polski i Kościoła, co wyraził w swojej opinii w czasie promocji grafomańskiej, antypolskiej książki J.T. Grossa „Strach”- „Polacy są jak Kościół rzymsko-katolicki, uczący obłudy, zakłamania, konformizmu i hipokryzji”. https://www.youtube.com/watch?v=QlSsg7QkjrY

Zastanawia reakcja Adama Michnika, gdyby usłyszał. iż judaizm łączy obłuda, zakłamanie, konformizm i hipokryzja. Zapewne wytoczyłby następny proces o ochronę dóbr osobistych. Ale tego nie usłyszy, bo chrześcijanie odnoszą się z szacunkiem do wszystkich religii i wierzą w jedynego Boga, podobnie jak wyznawcy religii mojżeszowej.

Na łamach „Gazety Wyborczej” ukazał się tekst „Patriotyzm jest jak rasizm” autorstwa Tomasza Żuradzkiego.https://forumemjot.wordpress.com/2013/04/30/gazeta-wyborcza-patriotyzm-jest-jak-rasizm/

„Patriotyzm nie ma żadnego uzasadnienia moralnego – jest zbędnym reliktem przeszłości, pozostałością po czasach, gdy hordy plemienne wiodły wojny o terytorium, żywność i kobiety…”

 

Artykuł 13 Konstytucji RP brzmi:

 

„Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa”.

To podle, iż „Gazeta Wyborcza” żydowska gazeta dla Polaków, pomieszcza rasistowskie teksty piętnujące Polaków za ich patriotyzm. Takie  było również przesłanie rasistowskie Adolfa Hitlera w jego „dziele” „Mein Kampf” skazujące Żydów na zagładę.

Polska stanowiła i stanowi przedmurze chrześcijańskiej Europy, a „Gazeta Wyborcza” pragnie to przedmurze zmienić na azjatyckie, a Polaków oskarża się o antysemityzm, czyli rasizm, jak w tytule podłego tekstu „Gazety Wyborczej” o polskim patriotyźmie – rasiźmie, w obliczu 1050 rocznicy przyjęcia przez Polskę Chrztu Świętego.

Natomiast Polskę odwiedzili przedstawiciele władz izraelskich, żądając od poprzedniego rządu polskiego spacyfikowania Radia Maryja, które nazywając rzeczy po imieniu psuje „Przedsiębiorstwo Holocaust”, znaczący interes (geszeft).

Jednocześnie „Gazeta Wyborcza” przypuściła niezwykle intensywny atak na Radio Maryja, pozyskując w charakterze tzw. „pożytecznych idiotów” również niektórych przedstawicieli duchowieństwa. W jednym zaledwie miesiącu ukazało się w „Gazecie Wyborczej” aż 26 publikacji „poświęconych” Radiu Maryja, a wszystkie utrzymane w tym samym tonie, jakiego arcykapłan Kajfasz używał wobec Pana Jezusa. Ta medialna ofensywa „GW” ma na celu stworzenie atmosfery sprzyjającej ustępliwości rządu wobec żądań przedstawicieli władz izraelskich.

Te żądania izraelskich władz spacyfikowania Radia Maryja stanowią bezprzykładną ingerencję w polskie sprawy wewnętrzne i zamach na wolność słowa i wolność mediów. Wszyscy zresztą dobrze wiemy jak „Gazeta Wyborcza” realizuje zlecone zadania w dziedzinie kneblowania wolnych mediów w Polsce i finansowych żądań swoich żydowskich mocodawców, szczególnie w USA.

W jakim celu „GW” przeprowadziła i przeprowadza taką akcję przeciwko Radiu Maryja?  Ano po to, aby przygotować grunt pod nogami następnemu przedstawicielowi amerykańskich Żydów, wizytujących Polskę dla uzyskania przyrzeczonych przez rząd Tuska ze Sławomirem Nowakiem 65 miliardów dolarów amerykańskich tytułem rewindykacji mienia pożydowskiego.

Ze stanowiska prawnego żadne pieniądze światowemu żydostwu od Polski się nie należą. Zgodnie z polskim prawem, a konkretnie  – z przepisami dekretu z 8 października 1946 roku – prawo spadkowe – jeśli do 1 stycznia 1949 roku nie zostało przed polskim sądem wydane postanowienie  o stwierdzeniu nabycia spadku – to taki spadek, jako tzw. utracony, przypada skarbowi państwa. Oznacza to, iż menedżerowie „Przedsiębiorstw Holocaust” chcą od państwa polskiego te pieniądze wyłudzić.

Wyłudziła więc kamienicę przy ul. Noakowskiego 16 prezydent Warszawy Hajka Grundbaum, zwana HGW i rozpoczyna podobne próby Martin Schulz z diabolo, gadem pospolitym, Guyem Verhofstadtem, b. premierem Belgii, polakożercą.

 

MARTIN SCHULZ – NIEMIECKI FASZYSTA.

 

Historia zatoczyła niepokojące koło. Oto po 76 latach od ataku na Polskę, w celu wprowadzenia w naszym kraju ładu i porządku oraz zapobieganiu dyskryminacji i prześladowaniom mniejszości niemieckiej, Niemcy znów grzmią na alarm wzywając rezolucją do zaprowadzenia w Polsce porządku. Głos zabrał przewodniczący Parlamentu Europejskiego, żydowski działacz UE, feldfebel Martin Schulz mówiąc:

„To, co rozgrywa się w Polsce, ma charakter zamachu stanu i jest dramatyczne. Wychodzę z założenia, że w tym tygodniu, a najdalej podczas posiedzenia w kwietniu będziemy o tym w Parlamencie Europejskim szeroko dyskutować, przed wydaniem odpowiedniej rezolucji w sprawie Polski”.

Martin Schulz, który już we wrześniu wprost groził Polsce użyciem siły, jeśli nie zgodzi się przyjąć kwot migrantów narzucanych poszczególnym państwom Europy przez Angelę Merkel, znowu się uaktywnił. Herr Martin Schulz przewodniczący Parlamentu Europejskiego stwierdził, że to co się dzieje w Polsce ma charakter zamachu stanu  i jest dramatyczne. Rząd, który objął władzę w wyniku demokratycznych wyborów określił mianem „prawicowych populistów” i zapowiedział „debatę” na forum Parlamentu Europejskiego na temat Polski. Schulzowi, pomimo, iż zachowuje się niczym  współczesny Hitler, najwyraźniej bliska jest  komunistyczna definicja demokracji – jest dla tych, co myślą tak jak on. Wbrew pozorom on nie jest idiotą, chociaż mówi jak idiota – on po prostu jest kontynuatorem retoryki Adolfa Hitlera. Schulzowi, tak jak Hitlerowi, suwerenne państwo polskie pod bokiem przeszkadza tak bardzo, że nie zawaha się przed żadnym krokiem, aby usprawiedliwić przed światem próby jego zniszczenia. W imię interesów niemieckich banków, a i własnych partykularnych, supermarketów, czy firm jest gotów pozbawić Polaków prawa do samodzielnego podejmowania decyzji. Jego spektakularne zachowanie obliczone jest na poparcie żydowskich roszczeń rewindykacyjnych w stosunku do Polski. Warto przypomnieć, iż analogiczne wypowiedzi Hitlera  zaniepokojonego sytuacją w Polsce doprowadziły do największej wojny w historii ludzkości, do wojny za którą Niemcy do dzisiaj Polsce nie zapłacili, niszcząc polskie miasta, zamieniając Warszawę w gruzy, zabijając polskich patriotów – bohaterów broniących Westerplatte i Poczty Gdańskiej    i mordując w sposób okrutny ponad 6 milionów polskich obywateli, w tym w niemieckich gettach 3 miliony obywateli polskich, Żydów.

Szokujące i przerażające  jest to, że Europa toleruje tego brunatno – czerwonego politycznego opryszka. Jeżeli ktokolwiek miał jeszcze złudzenia czym jest Unia Europejska – Schulz właśnie je rozwiał – to po prosu niemiecka Mitteleuropa, której nie podoba się, że jej kolonie zaczynają wybijać się na niepodległość. A Niemcy, to Niemcy – nie pozwolą, żeby ktoś się od nich tak łatwo uniezależniał. Za dużo zapłacili swoim platfomerskim cynglom.

 

GOEBBELS WIECZNIE ŻYWY.

 

Dokładnie z tego samego powodu, za grożenie Polsce zabrały się też niemieckie media. Szmatławy dziennik „Sueddeutsche Zeitung” zarzuca rządowi Beaty Szydło „konsekwentne łamanie prawa” i grzmi o „dramatycznych wydarzeniach w Polsce”. Niemiecki komentator albo jest idiotą, albo świadomym medialnym kłamcą, celowo wprowadzającym w błąd czytelników, na temat istoty sporu o Trybunał Konstytucyjny. Jest to trzecia opcja – to zwyczajny cyngiel, pospolity funk skierowany na odcinek mediów , który protestuje przeciwko odrzucaniu przez Polskę rządów Angeli Merkel, posłusznie akceptowanych przez 8 lat. Rząd Beaty Szydło, tak samo jak rząd Victora Orbana, czyni wyrwę w samym środku Mitteleuropy. Nienawiść do rządu Prawa i Sprawiedliwości i narodowej, niezależnej Polski, bucha z tego tekstu rynsztoku w równym stopniu jak kłamstwo. W sumie niczym nie różni się on od wymysłów niemieckiej prasy z 1939 roku. Dowodzi jednego – w niemieckich mediach wspieranych ze wszystkich sił przez cyngli z Czerskiej, Goebbels jest wiecznie żywy. Przerażające jest natomiast to, że niemiecki komentator wzywa Europę i Polskę do „przebudzenia”. Lada chwilę zaapelują o zbrojną interwencję w „Warschau”. Niemcy są ostatnim krajem na świecie, który miałby prawo do wypowiadania choćby słowa na temat Polski. Tak samo jak nie mają takiego prawa tamtejsze cyngle dziennikarskie, te wiecznie żywe pachołki Goebbelsa, tym bardziej, że jeżeli chodzi o demokrację, to najbardziej zagrożona jest nie w Polsce, tylko w ich kraju.

Sytuacja jest tam dramatyczna – od początku tego roku do Niemiec legalnie przybyło prawie milion „imigarntów”. Ilu przybyło i przebywa tam nielegalnie, nie wie nikt.

 

NIEMIECKA III RZESZA BIS.

 

Niemieckie miasta, które szczyciły się swoją schludnością, czystością i bezpieczeństwem, nie są już bezpieczne, wzrasta przestępczość. W ośrodkach dla imigrantów dochodzi do prawdziwych bitew pomiędzy ich pensjonariuszami, a gwałty, podobne jak w noc sylwestrową w Kolonii, są na porządku dziennym. I miejsc już brakuje. Doszło do tego, iż w Berlinie tamtejszy senat zadecydował o odbieraniu właścicielom własnościowych mieszkań aby umieszczać w nich imigrantów. Taka granda zagarnięcia prywatnego mienia w postaci mieszkań hipotecznych, własnościowych, nie istniała nawet w PRL. Niemiecki współczesny bolszewizm z hitleryzmem w tle. Budżety poszczególnych landów nie wytrzymują obciążenia finansowego, więc muszą ciąć wydatki na własnych obywateli. Angela Merkel tymczasem brnie w kolejne błędy i jawnie zapowiada, że nie wycofa się ze swojej polityki.

Niemcy zawsze byli rodem wodzowskim, ale jeśli w dalszym ciągu będą wykonywać rozkazy, zgubią swój kraj, podobnie jak Hitler zniszczył III Rzeszę i część świata.

Niech Niemcy przestaną brnąć w lewacką paranoję, prześladować w dalszym ciągu Polskę i Polaków i niech przestaną głosić, iż Deutschland, Deutschland über alles.

To nie w Polsce jest zagrożona demokracja jak głoszą b. hitlerjugend, to właśnie upadają demokratycznie Niemcy, a Parlament Europejski zajmuje się bolszewickim Trybunałem Konstytucyjnym utworzonym przez Wojskową Radę Ocalenia Narodowego (WRON) w czasie stanu wojennego w Polsce, chcąc w ten sposób powtórzyć neobolszewię i hitleryzm Martina Schulza. Niemcy „nie mają wiedzy” kim jest lektor KC PZPR, prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński, posiadający dogłębną wiedzę o zleceniodawcach mordu popełnionego przez SB na bł. ks. Jerzym Popiłuszcze.

Dzisiaj Niemcy mają jeszcze niemiecki rząd, niedługo będą mieli rząd islamski.

Dzisiaj na Polskę szczują nas lewackie cyngle, jutro poszczują na nas „uchodźców”.

Berlin czuje się poważnie zaniepokojony, iż Polska wybija się na niepodległość i wreszcie zdobywa polityczną podmiotowość.

Nie było to na rękę  hitlerowskiej III Rzeszy, nie jest to na rękę niemieckim i unijnym bandziorom z polską opozycją parlamentarną PO-PSL i poza parlamentarną, do której ostatnio dołączył Paweł Kukiz, nazywając wielkiego Polaka Kornela Morawieckiego „ty pierdolony”. Ego te absolvo – odpowiedział po chrześcijańsku twórca Solidarności Walczącej.

Opracował: Aleksander Szumański „Głos Polski” Toronto

 

Źródła:

 

-„Jacek Lizinkiewicz „Gazeta Polska Codziennie” 13.04.2016

– Aldona Zaorska „Warszawska Gazeta” 18-22. 12. 2015

– Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas” 09.2006

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

]]>
http://niepoprawneradio.pl/?feed=rss2&p=16952 0
MARSZAŁEK SEJMU KORNEL MORAWIECKI, POSEŁ MAŁGORZATA ZWIERCAN OŚWIADCZENIE http://niepoprawneradio.pl/?p=16901 http://niepoprawneradio.pl/?p=16901#respond Mon, 18 Apr 2016 15:34:57 +0000 http://niepoprawneradio.pl/?p=16901                                                                               Warszawa, dnia 18 kwietnia 2016 roku

 

 

 

Sz. P. Marek Kuchciński

 

Marszałek Sejmu RP

 

OŚWIADCZENIE

 

Stanowczo sprzeciwiamy się nagonce rozpętanej przez media i część naszych kolegów posłów w związku z wydarzeniem przy wyborze sędziego Trybunału Konstytucyjnego – prof. Zbigniewa Jędrzejewskiego. Nagonce niesłusznej i bezpodstawnej, mającej podłoże wyłącznie polityczne.

14 kwietnia 2016 roku, podczas posiedzenia Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej VIII Kadencji ja, Kornel Morawiecki, wychodząc na chwilę z sali posiedzeń na korytarz nie wyjąłem karty z czytnika. Przecież nie ma takiego obowiązku, ani zwyczaju. Wcześniej rozmawiałem z poseł Małgorzatą Zwiercan o sytuacji związanej z nadchodzącym głosowaniem, o moim sprzeciwie do udawania nieobecności w Sejmie, o zamiarze wstrzymania się od głosu. Precyzyjnie wyjawiłem swoją wolę koleżance. Małgorzata  podzielała moje wątpliwości i zamiary, zrobiła dokładnie to, co ja sam bym zrobił. Wcisnęła przycisk wstrzymania się od głosu na rejestratorze z moją kartą. Tym samym dała świadectwo prawdzie, spowodowała że mój głos nie został zmarnowany. Działała w moim imieniu, a zatem była wyłącznie doręczycielem mojego oświadczenia woli.

Nie naruszyliśmy Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, żadnej Ustawy, Regulaminu Sejmu. Nie uchybiliśmy etyce poselskiej. Zagłosowaliśmy zgodnie z sumieniem, według którego ocenialiśmy interes Polski. Nie poddaliśmy się żadnym naciskom. Każdego, kto sądzi inaczej prosimy o podanie konkretnego przepisu prawa, który został naruszony, złamany, błędnie zinterpretowany, nadużyty lub nagięty.

Zarzuty wobec nas opierają się na stwierdzeniu, że głosowanie za posła, którego nie ma na sali jest potwierdzeniem nieprawdy (art. 271 § 1 Kodeksu Karnego). Odbijamy piłeczkę.

Czym było wyjęcie kart do głosowania przez posłów PO, Kukiz’15, Nowoczesnej i PSL którzy byli na sali? Czy nie było to potwierdzeniem nieprawdy i na dodatek złamaniem regulaminu (art. 7 p. 4, „do podstawowych obowiązków posła należy w szczególności: udział w głosowaniach podczas posiedzeń Sejmu…”). Czy nie było to zmową będących na sali a udających nieobecnych?  Postępowanie tych co wyjęli karty było świadomym naruszaniem prawa.

Nasze postępowanie wynikało z emocji i zamieszania panującego na sali. Przepraszamy wszystkich, którzy poczuli się urażeni.

 

Do wiadomości: Polska Agencja Prasowa, Telewizja Polska

 

Poseł Małgorzata Zwiercan                         Poseł Kornel Morawiecki

 

 

 

 

 

 

 

 

 

]]>
http://niepoprawneradio.pl/?feed=rss2&p=16901 0
Strażnicy komunistycznej konstytucji http://niepoprawneradio.pl/?p=16492 http://niepoprawneradio.pl/?p=16492#respond Mon, 21 Mar 2016 12:49:14 +0000 http://niepoprawneradio.pl/?p=16492 STRAŻNICY KOMUNISTYCZNEJ KONSTYTUCJI.

KOMUNISTYCZNY RELIKT TRYBUNAŁU KONSTYTUCYJNEGO STANOWI TŁO WALKI O ODZYSKANIE WŁADZY  PRZEZ  ZBÓJECKI POST KOMUNISTYCZNY TANDEM PO – PSL (ZSL).

 

Trybunał Konstytucyjny został utworzony w czasie stanu wojennego przez Wojskową Radę Ocalenia Narodowego (WRON). Jego zadaniem było legalizowanie przestępczych działań Jaruzelskiego, Kiszczaka i całej komunistycznej ekipy. Trybunał  Konstytucyjny miał przekonywać społeczeństwo, że wypowiedziana mu przez Jaruzelskiego wojna jest zgodna z Konstytucją. Stan wojenny niewątpliwie był tragedią . Natomiast sposób w jaki TK służy obecnie obronie swoich mocodawców jest już tylko farsą. Przede wszystkim, jak ujawnili na polecenie Naczelnego Sądu Administracyjnego sędziowie TK, to oni właśnie pod przewodnictwem aktualnego prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego opracowali ustawę zgłoszoną potem jako projekt prezydenta Bronisława Komorowskiego i przegłosowaną głosami koalicji  PO – PSL.

Poza tym prezes Andrzej Rzepliński publicznie oświadczył, iż jest stronnikiem PO, a ustawę napisaną przez PiS określił jako niezgodną z Konstytucją niejako a priori.

3 grudnia  sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, którzy pisali tę ustawę, sami oceniali jej konstytucyjność. Czyli jak przysłowiowy Cygan, byli sędziami we własnej sprawie.(Cyganie masz świadki? Mam żonę i dziatki).

Prof. Andrzej Rzepliński też ma sporo jeszcze do wyjaśnienia. Przede wszystkim swoją przynależność do PZPR  oraz udział w przesłuchiwaniu Pietruszki,  mordercy ks. Jerzego Popiełuszki, udziału potwierdzonego zresztą własnym podpisem.

Rzepliński posiada wiedzę o mocodawcach zlecenia mordu SB na bł. księdzu Jerzym Popiełuszce.

Członkini Rady Legislacyjnej przy gen. Czesławie Kiszczaku, znajomy Romana Giertycha, senator i radny PO oraz prawniczy spec od komunistycznych rad narodowych – to niektórzy nominaci Platformy Obywatelskiej w rzekomo „zawłaszczonym przez PiS”, a wcześniej „apolitycznym” Trybunale Konstytucyjnym.

Od kilkunastu tygodni przez media przetacza się nawałnica oskarżeń pod adresem polityków Prawa i Sprawiedliwości. Z dziennikarskich relacji w kraju i za granicą wynika, że PiS będzie teraz „kontrolował” Trybunał Konstytucyjny (stwierdził tak centrolewicowy brytyjski „Guardian”), który wcześniej składać się miał z samych „apolitycznych” fachowców. Zresztą nie tylko „Guardian” prowadzi kampanię antypolską. Górują tu media niemieckie i amerykańskie, przy wydatnej pomocy Parlamentu Europejskiego, niemieckiego Żyda Martina Schulza, różnych tusków, bieńkowskich, piterów, szetynów  i innych anty Polaków, amerykańskich lobby  żydowskich –  antypolskich kół z Komisją Wenecką w tle. Oliwy do ognia na forum międzynarodowym dolewa pozbawiona władzy opozycja – Szetyna, Petru, KOD i inni przedstawiciele neo Konfederacji Targowickiej.

Mało kto wskazuje oczywiście, że gdyby nie ostatnie zmiany, to w 15-osobowym składzie Trybunału zasiadałoby 14 sędziów wyznaczonych przez PO, SLD lub PSL. Jeszcze mniej mówi się o przeszłości i powiązaniach platformerskich nominatów, którzy obecnie z wielkim oburzeniem wypowiadają się na temat „gwałtu” i „zamachu” na niezawisłość oraz niezależność TK.

 

SĘDZIA TRYBUNAŁU KONSTYTUCYJNEGO SŁAWOMIRA WRONKOWSKA – JAŚKIEWICZ

 

W 2010 r. posłowie Platformy Obywatelskiej zgłosili na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego prof. Sławomirę Wronkowską-Jaśkiewicz związaną z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. To prawnik, której  wiedzy i dorobku naukowego nie sposób kwestionować. Trudno jednak spokojnie przejść do porządku dziennego nad faktem, że nominatka PO była w drugiej połowie lat 80. członkiem Rady Legislacyjnej przy Prezesie Rady Ministrów. W biogramie zamieszczonym w druku sejmowym z 8 kwietnia 2010 r. czytamy, że Wronkowska-Jaśkiewicz zasiadała w tym organie opiniodawczo-doradczym od końca 1988 r. Doradzała więc komunistycznym premierom Mieczysławowi Rakowskiemu i gen. Czesławowi Kiszczakowi, szefowi zbrodniczej bezpieki.

Sędzia Trybunału Konstytucyjnego Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz w PRL-u działała w PZPR, a od 1988 r. była w radzie legislacyjnej komunistycznego rządu i doradzała komunistycznym ekipom Mieczysława Rakowskiego oraz Czesława Kiszczaka. W stanie wojennym pisała o tworzeniu prawa w zgodzie z konstytucją.

Dziś sędzia Trybunału Konstytucyjnego Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz przedstawiana jest jako jedna z sędziów będących ostoją i broniących Trybunału i państwa prawa przed zakusami partii rządzącej. Wronkowska-Jaśkiewicz do TK trafiła w 2010 r. z nominacji Platformy. Wówczas wyznała wprost w jednym z wywiadów, że ma lewicowe poglądy.

Zaistniała medialnie w styczniu na konferencji zorganizowanej przez TK przy okazji sporu Trybunału ze stroną rządową. Była jedynym sędzią, który wystąpił na konferencji prasowej u boku prezesa Andrzeja Rzeplińskiego.

Sprawdziliśmy, co myślała o stanie polskiego prawa i przestrzeganiu konstytucji w czasie stanu wojennego, w 1982 r. Wydała wówczas książkę „O problemach tworzenia racjonalnego prawa”. Wronkowska, pisząc o praworządności, opierała się m.in. na „dorobku” sowieckiego prawodawstwa, cytując moskiewskie autorytety.

Jak sprawdziła „GP”, w 1974 r. Sławomira Wronkowska (wtedy jeszcze bez tytułu profesorskiego i drugiego nazwiska) była współautorką książki „Zasady prawa: zagadnienia podstawowe”, gdzie mowa jest m.in. o „ethosie” i obowiązującej w PRL moralności socjalistycznej.

W publikacji czytamy m.in.: „To zaś, że treść norm prawnych i norm wchodzących w skład moralności panującej w znacznej części się pokrywa, jest sprawą oczywistą, a także: W rozważanym przez nas przypadku dotyczy to stanowienia prawa w sposób zgodny z oficjalnie zakładanymi „interesami ludu pracującego miast i wsi”, a następnie – stosowania tego prawa w sposób zgodny z tymi interesami”.

W stanie wojennym, w 1982 r., prof. Wronkowska-Jaśkiewicz za swoją rozprawę „Problem racjonalnego tworzenia prawa” – osadzoną oczywiście w realiach ustroju socjalistycznego – dostała I nagrodę w konkursie redakcji „Państwa i Prawa”. Pismem tym kierował wówczas prof. Leszek Kubicki, członek PZPR od 1956 do 1990 r., w III RP minister sprawiedliwości w rządzie postkomunistów.

Należy wspomnieć, że prof. Wronkowska-Jaśkiewicz jest jednym z członków Komitetu Nauk Prawnych PAN, który przed kilkoma dniami podjął uchwałę o „naruszeniach konstytucji”, odnoszącą się do rzekomego zamachu PiS na wartości konstytucyjne i państwo prawa.

W uchwale można było przeczytać: „Komitet Nauk Prawnych PAN przeciwstawia się wszelkim formom nihilizmu konstytucyjnego i prawnego, pogardy dla zasady demokratycznego państwa prawnego, obejścia i nadużycia prawa, wykorzystywania i nadużywania mechanizmów demokratycznych dla ograniczenia demokracji i rządów prawa”.

Prof. Wronkowska-Jaśkiewicz, specjalistka od „interesów ludu pracującego”, głosowała za przyjęciem tej wymierzonej w nowy rząd uchwały.

Wronkowska, pisząc o praworządności, opierała się m. in. na „dorobku” sowieckiego prawodawstwa, cytując moskiewskie autorytety.

Prawo w jej mniemaniu było dobre, wystarczyło je tylko udoskonalić. Stalinistka Wronkowska pisała po bezprawnym wprowadzeniu dekretu o stanie wojennym:

„W ostatnim dziesięcioleciu podjęto w Polsce szczególnie wiele wysiłków zmierzających do udoskonalenia systemu obowiązujących aktów prawnych i wyeliminowania co najmniej niektórych wadliwości dostrzeganych w procesie przygotowywania aktów prawnych” .

Dalej było o konieczności wyrugowania z życia pozostałości z prawa II RP.

Ustalić to miała ocena stanu prawnego dokonana przez najwyższe organa państwa.

I dalej Wronkowska:

” Stwierdzono, że w systemie obowiązujących aktów prawnych nadal jeszcze występują akty z okresu międzywojennego i pierwszych lat istnienia socjalistycznego państwa, nieprzystosowane do regulowania współczesnych stosunków socjalistycznych w PRL”.

Deptanie podstawowych praw człowieka w PRL-u, szczególnie w stanie wojennym, nie przeszkadzało sędzi, która nie wspominała o tym w swojej pracy.

„GP” próbowała się   skontaktować z sędzią za pośrednictwem Andrzeja Rzeplińskiego.

Jednak prezes TK zablokował tę korespondencję. Stwierdził, że jego urząd nie udzieli dziennikarzowi  żadnych informacji o przynależności do PZPR-u zarówno Wronkowskiej, jak i innych sędziów Trybunału.

 

TRYBUNAŁ KONSTYTUCYJNY POZA PRAWEM

 

Prawnicy w opinii dla resortu sprawiedliwości krytykują argumentację prawną jaką przyjął Trybunał  w swoim ostatnim wyroku unieważniającym przepisy wprowadzone w grudniu ubiegłego roku, dotyczące funkcjonowania TK. Uniemożliwiały one bowiem rozpatrzenie skarg wniesionych przez opozycję m.in. ze względu na brak 13 sędziów „dopuszczonych do orzekania” czy nie zachowanie przepisu rozpatrywania spraw według kolejności ich wpływu. Dlatego Trybunał zastosował wybieg i zwyczajnie uznał, że nie może ich w pełni stosować. Sędzia Stanisław Biernat argumentował, że TK przyjął za podstawę bezpośrednie stosowanie Konstytucji , a pełny skład jest taki, jaki jest, czyli 12 sędziów.

Trybunał  zakwestionował  w ten sposób uznaną zasadę tzw. domniemania zgodności z Konstytucją ustaw, dopóki nie uzna się ich za sprzeczne z Ustawą Zasadniczą. Prawnicy uważają takie decyzje za złamanie Konstytucji

„Zasada domniemania zgodności ustaw z Konstytucją nakazuje stosowanie przepisów znowelizowanej ustawy o TK i zakazuje orzekania w sprawie tej ustawy tylko na podstawie przepisów Konstytucji z pominięciem obowiązującej procedury ustanowionej w tej ustawie” – podkreśla w swojej opinii prof. Bogusław Banaszak (Uniwersytet Zielonogórski).

 

Resort sprawiedliwości uważa, że Trybunał złamał zasadę legalizmu trójpodziału władzy, zaufania obywatela do państwa i prawa oraz zasadę domniemania konstytucyjności ustawy.

 

Prof. Bogusław Banaszak podkreśla, że jest to zasada „utrwalona” w „nauce prawa państw demokratycznych  i  w orzecznictwie polskiego TK oraz innych sądów konstytucyjnych.

Domniemanie to może być obalone jedynie przez wyrok Trybunału Konstytucyjnego”.

„Domniemanie konstytucyjności  oznacza, że każdy organ państwowy – w tym Trybunał Konstytucyjny – jest obowiązany stosować obowiązujące prawo.

W związku z tym nie ma jakichkolwiek podstaw prawnych stanowisko prezesa Trybunału Konstytucyjnego, który odmawia stosowania ustawy o Trybunale Konstytucyjnym z dnia 25 czerwca 2015 r. w brzmieniu nadanym jej nowelizacją z 22 grudnia 2015 r.” – wskazuje konstytucjonalista prof. Bogumił Szmulik (UKSW).

 

WYROK ZE SKAZĄ

 

Konstytucjonalistka  Anna Łabno (Uniwersytet Śląski) uznaje z kolei , że „brak jest możliwości wykonywania funkcji orzeczniczej bezpośrednio na podstawie Konstytucji i to zarówno w tzw. czystej postaci bezpośredniego stosowania (podstawę prawną stanowi tylko i wyłącznie norma konstytucyjna), jak też na zasadzie współstosowania ( podstawę prawną stanowią normy konstytucyjne i normy ustawowe)”.

 

Szmulik dodaje. że wyrok zapadły w takiej formule będzie „wyrokiem wydanym z rażącym naruszeniem obowiązujących norm proceduralnych przewidzianych przez ustawę z dnia 25 czerwca 2015 r. o Trybunale Konstytucyjnym. Będzie także oczywistym naruszeniem Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej poprzez rozszerzenie swojej właściwości o rozpatrywanie de facto  spraw z urzędu i naruszenie wyłącznego uprawnienia prezydenta RP do inicjowana prewencyjnej kontroli konstytucyjności prawa” – ocenia Szmulik.

 

 

TYLKO 15

 

Banaszak zaznacza, że nie można opierać się w tym przypadku tylko na Konstytucji, ponieważ nie reguluje ona procedury rozpatrywania spraw przed Trybunałem i odsyła do szczegółowych przepisów, które ma określać ustawa. Stwierdza on, że „podległość sędziów TK Konstytucji w sprawowaniu ich urzędu nie zwalnia ich od podległości ustawom w sprawach proceduralnych”.

Konstytucjonalista zaznacza, że dalsze niedopuszczenie do orzekania 3  spośród 15 sędziów TK oznacza naruszenie Konstytucji i „determinuje  niewłaściwą obsadę składu orzekającego w sprawach , które TK ma rozpatrzyć w pełnym składzie”.

Szmulik i Banaszak podkreślają, że wydany z naruszeniem tych norm i zasad wyrok TK nie może być opublikowany przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. „Orzeczenie naruszające  tę zasadę ( domniemania konstytucyjności – red.) lub wydane w niewłaściwym składzie nie podlega publikacji” – stwierdza Banaszak.

„Prezes Rady Ministrów jako organ wydający – przy pomocy Rządowego Centrum Legislacji – nie będzie mógł tego uczynić bez złamania Konstytucji, za co może zostać pociągnięty do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu” – podkreśla Szmulik.  

Dodaje, że wyrok ten lub wyrok w cudzysłowie, jak pisze, wydany w tej sprawie „nie będzie orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego, o którym mówi Konstytucja RP czy ustawa o TK”, ze względu na niezachowanie procedury przewidzianej w odpowiednich przepisach. „Nie będzie więc orzeczeniem TK, którego obowiązek niezwłocznego ogłoszenia w organie urzędowym, w którym akt normatywny był ogłoszony, nakłada Konstytucja RP” – puentuje prof. Szmulik.

 

PUBLIKACJI NIE BĘDZIE

 

Powołując się na osiem prawniczych opinii, Ministerstwo Sprawiedliwości tłumaczy, że Trybunał w swoim wyroku, „złamał cztery fundamentalne zasady: zasadę legalizmu, zasadę trójpodziału władzy, zasadę zaufania obywatela do państwa i prawa, a przede wszystkim zasadę domniemania konstytucyjności ustawy”.

– Nasze stanowisko oparte jest na opiniach wybitnych prawników, takich jak prof. Bałaban, prof. Banaszak, prof. Szmulik, prof. Jastrzębski, prof. Karpiuk – zaznacza szef resortu sprawiedliwości Marcin Warchoł. – Działania sędziów Trybunału Konstytucyjnego są bezprawne i w związku z tym nie wywołują żadnych skutków prawnych – mówi minister Zbigniew Ziobro.

– Sędziowie orzekając na podstawie wygasłej ustawy, postawili się ponad Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej.

Artykuł 197  Konstytucji jasno wskazuje, że tryb postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym określ ustawa – dodaje minister.

Szefowa kancelarii premiera Beata Kempa wskazała w Sejmie, że Trybunał Konstytucyjny rozpatrywał sprawę z pominięciem trzech sędziów i w niepełnym składzie. – Pominięcie tych sędziów spowodowało, że sprawa nie była rozpatrywana przez  TK jako organ powołany do orzekania o zgodności aktów normatywnych z Konstytucją – mówiła Kempa.

– A więc takie stanowisko nie może istnieć w obrocie prawnym jako wyrok – dodała.

 

ROLA TRYBUNAŁU KONSTYTUCYJNEGO

 

Trybunał Konstytucyjny w obecnej formie szkodzi polskiej demokracji. TK w obecnej formie sprawia. że partia opozycyjna może w pełni blokować wszelkie ustawy sejmowe. W wielu krajach demokratycznych nie ma TK i demokracja świetnie funkcjonuje. Czas skończyć z hipokryzją i mitem, że Trybunał Konstytucyjny jest apolitycznym bytem składającym się z pozbawionych poglądów osób mających w głowie same paragrafy. To twór jak najbardziej polityczny. Oczekiwanie, że Trybunał Konstytucyjny będzie tworem niezależnym od polityki, jest naiwne i nierealistyczne. To tak samo, jakby od człowieka będącego sędzią oczekiwać, że przez samo mianowanie stanie się istotą nieskazitelnego charakteru. Jak zauważa Irena Kamińska, sędzia NSA i prezes Stowarzyszenia Sędziów „Themis”, to są normy, które mają charakter życzeniowy. – Ale prawy, myślący człowiek będzie się starał wyjść poza swoje uwarunkowania, także polityczne – uważa i zapewnia, że często tak właśnie się dzieje. Choć przecież nie sposób odciąć orzekających w TK sędziów od mediów, Facebooka czy Twittera, nie da się wymazać ich poglądów i doświadczeń. To właśnie poprzez nie dokonują oni interpretacji i osądu prawa, które nie jest matematycznym równaniem. Zwłaszcza że trybunał decyduje o sprawach politycznych – bo większość spraw mających szeroki wymiar, związanych z dobrem wspólnym, jak lustracja czy nawet zgoda na podwójne sankcje (karne i administracyjne) za urządzanie gry bez koncesji na automatach poza kasynem gry, mimo obowiązującej zasady, iż nie można karać człowieka dwa razy za ten sam czyn, ma właśnie taki wymiar. Profesor Lech Morawski, członek Trybunału Stanu, jest przekonany, że jeśli mówić o upolitycznieniu, to TK – jeśli przyjrzeć się orzeczeniom odnoszącym się do lustracji – od 1989 r. bronił postkomunistów przed odpowiedzialnością. – Najważniejszym z orzeczeń był niewątpliwie wyrok z 11 maja 2007 r. Właśnie w efekcie tych orzeczeń w rękach postkomunistycznych elit pozostał aparat gospodarczy, wymiar sprawiedliwości, media i inne ośrodki władzy – uważa. Ale przecież nie brak też opinii, że trybunał, wyrokując w tej kwestii, zachował się zbyt powściągliwie, bo mógł całkiem „utopić” lustrację, a jedynie nieco ją zmiękczył. Kolejna kwestia to sposób powoływania sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Każdego z piętnastki na dziewięcioletnią kadencję zgłasza grupa co najmniej 50 posłów (w praktyce kluby poselskie) lub Prezydium Sejmu. Wybór sędziego następuje bezwzględną większością głosów przy obecności minimum połowy posłów. Faktycznie oznacza to, że partia, która ma większość, może nominować swoich ludzi. Stąd pośpiech i starania ustępującej ekipy, żeby umieścić w gronie sędziów trybunału możliwie jak największą liczbę swoich. – Funkcja sędziego TK stała się zapłatą za lojalną służbę .

 

Opracował Aleksander Szumański „Głos Polski” Toronto

 

 

Źródła:

 

Maciej Marosz „Gazeta Polska Codziennie” 18 – 20. 03. 2016

 

Zenon Baranowski „Nasz Dziennik” 11.03. 2016

 

 

 

]]>
http://niepoprawneradio.pl/?feed=rss2&p=16492 0
LIST PUBLICZNY DO ANGELI MERKEL I MARTINA SCHULZA http://niepoprawneradio.pl/?p=16436 http://niepoprawneradio.pl/?p=16436#respond Tue, 15 Mar 2016 15:08:43 +0000 http://niepoprawneradio.pl/?p=16436 LIST PUBLICZNY ŚWIADKÓW HISTORII DO KANCLERZ NIEMIEC ANGELI MERKEL I PRZEWODNICZĄCEGO PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO MARTINA SCHULZA

 

Angela Merkel – kanclerz Niemiec,

Martin Schulz – przewodniczący Parlamentu Europejskiego.

 

Autorzy listu publicznego – świadkowie historii.

 

– mgr Jerzy Korzeń – wiek 90 lat. Prezes Towarzystwa Pamięci Narodowej im. Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego.

– Aleksander Zbigniew Szumański – wiek 85 lat.  Korespondent światowej prasy polonijnej „Głos Polski” Toronto. Męczennik i więzień Gestapo, który utracił całą rodzinę w zbrodniach niemieckich i bolszewickich, kombatant (legitymacja nr B 18668 KT 3621 Urzędu d/s Kombatantów i Osób Represjonowanych, będących ofiarami represji wojennych), syn zamordowanego przez Niemców doc. med. Maurycego Mariana Szumańskiego, asystenta prof. Adama Sołowija na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza, zamordowanego 4 lipca 1941 roku na Wzgórzach Wuleckich we Lwowie przez ukraińsko-niemiecki batalion Nachtigall (Słowiki).

 

NIEMIECKA AGRESJA MILITARNA NA POLSKĘ, WSPÓŁCZESNE ANTYPOLSKIE WYSTĄPIENIA

Rząd polski milczy, milczy też opozycja parlamentarna, a na ulicach niemieckich miast i w niemieckich mediach obywatele niemieccy wyszydzają  Polskę, Polaków i polskość.

I kto to czyni?

Niemcy, potomkowie największych zbrodniarzy i morderców w dziejach ludzkości, którzy dzisiaj ukrywając się za podwójną gardą wydumanych nazistów stroją niewiniątka i rzucają błotem i ohydą na pamięć bestialsko pomordowanych, zagazowanych cyklonem B i spalonych w krematoriach 6 milionów obywateli polskich w niemieckich obozach zagłady. Niemcy są uczestnikami najczarniejszych w historii świata dziejów zezwierzęcenia ludzkości, popełnienia ohydnego wielomilionowego ludobójstwa. Z rąk niemieckich barbarzyńców wyhodowanych na lekturze zbrodniczej „Mein Kampf” Adolfa Hitlera w ludobójstwie okrutnym najbardziej ucierpieli Polacy, Żydzi i Cyganie. Ów Holocaust – Zagładę – Shoah  Niemcy rozpoczęli po 1933 roku we własnym kraju; barbarzyńcy z NSDAP byli wspierani przez naród niemiecki, współwinny masowych mordów i deportacji swoich obywateli. Górę wzięła nienawiść rasowa. Na terenie okupowanej Polski Niemcy utworzyli sieć żydowskich obozów zagłady – gett, z których tylko nieliczni zdołali się uratować, w większości ginąc w męczarniach pseudo doświadczeń lekarskich i spalonych w krematoriach.

Niemcy stanowią do dzisiaj rasę panów, reszta społeczeństw to podludzie. Hipokryzja owych zbrodniarzy nie miała granic – stworzono „Żydowskich żołnierzy Hitlera”. Wojsko niemieckie – Wehramacht, w czasie II Wojny Światowej było nie mniej dzikie, krwiożercze i niegodziwe, niż okupanci Polski z czerwoną gwiazdą na piersiach. Niemieckie barbarzyństwo najbardziej dotknęło kraje Europy Środkowo – Wschodniej, najbardziej ucierpiała Polska i jej ludność, miliony Polaków i Żydów.

„Drang nach Osten” to symbol germanizacji, Auschwitz – Birkenau – Katyń to symbole śmierci. Ludobójstwo – Katyń 1940 – to wspólny mianownik bolszewicko – niemiecki. Zbrodnia ludobójstwa w Katyniu została zaplanowana na jednej z trzech konferencji Gestapo i NKWD, które odbyły się we Lwowie. Krakowie i Zakopanem w 1939 roku.

Niemcy, napadając  na Polskę we wrześniu 1939 roku zamierzali udowodnić sobie i światu, że podbijany przez nich naród nie dorósł do roli gospodarza państwa, a jego elity są zbyt wąskie, by z pokolenia na pokolenie wytworzyć dzieła mogące konkurować z dokonaniami „prawdziwych” narodów europejskich. Ten stosunek Niemców do Polaków miał swoje konsekwencje. Od początku okupacji rozpoczęto celowe aresztowania i ludobójcze zbrodnie, jak w piaśnickich lasach, gdzie m.in. zamordowano księży uznanych ( nie bez racji ) za nosicieli polskości wśród Kaszubów. na ziemiach włączonych do III Rzeszy zaprojektowano bowiem powtórną germanizację.

W Generalnym Gubernatorstwie z kolei mieliśmy się stać – jako rzekomi „mieszańcy” siłą roboczą zdolną do wykonywania prostych poleceń okupanta. Już w listopadzie 1939 roku w czasie słynnej Sonderaction Krakau aresztowano profesorów krakowskich wyższych uczelni, których wywieziono do niemieckich obozów zagłady, gdzie wielu z nich zmarło śmiercią męczeńską. Jednocześnie okupanci niemieccy pozbawili Polaków możliwości nauczania na poziomie średnim i wyższym.

Dzisiaj sytuacja się powtarza. Istnieje metaforyczny „Drang nach Osten” z siedliskiem w faszystowskiej i zbolszewizowanej Unii Europejskiej, nakazującej nam Polakom jak mamy się zachowywać we własnym kraju definiując przez niemieckiego Żyda Martina Schulza „zamach stanu” w Polsce. Do pomocy zaprzągnięto antypolską,   t. zw. Komisję Wenecką, wspólnego z Unią Europejską wroga Polski.

Dodatkowo, aby poruszyć antypolskie, głównie żydowskie środowiska zagranicznie z amerykańskim lobby żydowskim w tle, urządza się nagonki na Polaków, rzekomych antysemitów,morderców 3 milionów Żydów w Holokauście, w prasie, głównie niemieckiej i amerykańskiej, z harcami ulicznymi w niemieckich miastach, znieważających Polskę, Polaków i polskość, w karykaturalnych postaciach rządzących w Polsce z kukłami kopiącymi leżących, z napisami Polen, kopanych i kopiących.

Ta uliczna współczesna ohyda, nie ludzkie przecież postaci, ale krwiożercy w 90 procentach głosowali w  latach 30. na NSDAP i ich bóstwo Adolfa Hitlera, zbrodniarza wszech czasów.

To właśnie naród niemiecki zhańbił ludzkość i jej dzieje. To naród niemiecki w imię „Mein Kampf”, Drang Nach Osten , Lebensraum, Deutschland, Deutschland ueber alles, ueber alles in der Welt – Niemcy, Niemcy ponad wszystko, ponad cały świat, zniszczył doszczętnie stolicę Polski Warszawę i wymordował w utworzonych przez siebie gettach 3 miliony polskich Żydów i w samym sercu łódzkiego getta utworzył obóz koncentracyjny dla polskich dzieci ( nie żydowskich) w wieku od 2 do 16 lat, w którym w okrutnym męczeństwie (genocidum atrox) zginęło 20 tysięcy polskich dzieci, m. in. w bloku dla dzieci bezwiednie oddających mocz.

Obóz prewencyjny (izolacyjny) dla młodych Polaków Policji Bezpieczeństwa w Łodzi

( niem. Polen-Jugendverwahrlager der Sicherheitspolizei in Litzmannstadt) – obóz utworzony na obszarze wydzielonym z łódzkiego getta (graniczący od wschodu z cmentarzem żydowskim przy ul. Brackiej), przeznaczony dla dzieci i młodzieży polskiej od 2 do 16 roku życia. Formalnie utworzony około połowy 1942, praktyczną działalność rozpoczął 11 grudnia 1942 roku. Funkcjonował do końca okupacji niemieckiej w Łodzi, do 19 stycznia 1945 roku.

To naród niemiecki zawarł haniebny pakt Ribbentrop – Mołotow i w jego tajnej części skazał miliony Polaków na śmierć i zniszczył naszą ojczyznę.

To naród niemiecki nienawidzi Polaków od zarania. Dzisiaj wykrzykuje na ulicach niemieckich miast antypolskie bluźnierstwa, a wczoraj mordował i pisał okrutne wiersze, w swojej treści budzące nie tylko odrazę, ale głos nielicznych ocalałych z tych zbrodni, wobec antypolskich bluźnierstw narodu niemieckiego. Laureat literackiej nagrody Nobla Henryk Sienkiewicz opisał wasze niemieckie bestialstwo z roku 1410 w „Krzyżakach”, obrazując pohybel Krzyżaków, a wy odpowiedzieliście na tę historyczną powieść ohydą:

 

Oto  treść owego wiersza w polskim przekładzie:

 

MODLITWA DO NIEMIECKIEGO BOGA

 

„Poraź o Panie, bezwładem ręce i nogi Polaków,

Zrób z nich kaleki, poraź ich oczy ślepotą,

Tak męża, jak kobietę ukarz głupotą i głuchotą.

 

Spraw, żeby lud polski gromadami całymi zamieniał się w popiół,

Ażeby z kobietą i dzieckiem został zniszczony,

sprzedany w niewolę.

 

Niech nasza noga rozdepcze ich pola zasiane!

 

Użycz nam nadmiernej rozkoszy mordowania dorosłych, jak też i dzieci.

 

Pozwól zanurzyć nasz miecz w ich ciała

I spraw, że kraj polski w morzu krwi zniszczeje!

 

Niemieckie serce nie da się zmiękczyć!

 

Zamiast pokoju niech wojna zapanuje miedzy oboma państwami.

 

A jeśli kiedyś będę się zbroił do walki na śmierć i życie,

 

To będę wołał umierając:

 

„Zamień, o Panie, Polskę w pustynię”!

 

Autorem wiersza jest Hans Lukaschek (ur. 22 maja 1885 r. we Wrocławiu, zm. 26 stycznia 1960 r. we Fryburgu Bryzgowijskim) – niemiecki urzędnik państwowy, działacz polityczny, doktor nauk prawnych, hitlerowiec, niemiecki polakożerca, minister do spraw wypędzonych w pierwszym rządzie Konrada Adenauera.

 

Do Martina Schulza napisaliśmy już list otwarty w dniu 12 grudnia 2015 roku, dzisiaj treść tego listu powtarzamy dodając adresata Angelę Merkel.

 

Oto treść listu:

 

mgr Jerzy Korzeń

przewodniczący Towarzystwa Pamięci Narodowej

  1. Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego

 

Aleksander Szumański

Korespondent światowej prasy polonijnej Kraków, 15. 12. 2015 r.

 

Szanowny Pan Martin Schulz

Przewodniczący Parlamentu Europejskiego

 

LIST OTWARTY

Szanowny Panie,

 

ostatnie wydarzenia w Polsce związane ze zmianą rządu Rzeczypospolitej Polskiej i podjęte parlamentarne decyzje nazwał Pan ze znaną od lat Narodowi Polskiemu niemiecką butą „zamachem stanu”. Podobnie do Pana zachowywał się w latach

  1. ub. wieku Adolf Hitler w „Mein Kamfp”, gdzie zawarł podstawy swoich teorii antysemickich i narodowo-socjalistycznych.

Stała się ona czołowym dziełem ideologii i propagandy nazistowskiej III Rzeszy. Powołując się na eugeniczne tezy rasistowskie, dowodził, że „rasą panów” są Aryjczycy, a wśród nich szczególna pozycja należy się Niemcom. Słowianie natomiast byli traktowani jako najniższa z warstw aryjskich, dobra wyłącznie do prac niewolniczych. Według Adolfa Hitlera najniższą rasą są Żydzi, których po przejęciu władzy w Europie za wszelką cenę pragnął zlikwidować.

Pana zachowanie jako przewodniczącego Parlamentu Europejskiego w stosunku do Polski, Polaków i polskości stanowi analogię do „dzieła” Hitlera pisanego w więzieniu, gdzie Pan powinien się znaleźć po przeprowadzeniu ataku zamachu stanu na suwerenną Rzeczpospolitą Polskę.

Gdy Pan się urodził w 1955 roku, współautor niniejszego listu, 84 letni świadek historii, przeżył już dwie okupacje, jedną okrutniejszą od drugiej. To Pana rodak Adolf Hitler napadł na Polskę pamiętnego 1 września 1939 roku i zniszczył ją zupełnie. Czy Pan przeprosił za ów napad jako przewodniczący Parlamentu Europejskiego?

Czym Pan może się więc legitymować poza oczernianiem naszej Ojczyzny, przez niestety pańską wrodzoną wypitą z mlekiem matki wrogość do Polski, Polaków i polskości.

Ponadto jest Pan całkowitym ignorantem współczesnej wiedzy o Polsce, Polakach i polskości. Pana przewodnikiem politycznym w Unii Europejskiej, jest związany z uprzednim wielo aferowym układem społeczno-politycznym w Polsce Donald Tusk, były premier polskiego rządu z ramienia partii rządzącej, Platformy Obywatelskiej, dla którego:

„Piękniejsza od Polski, jest ucieczka od Polski tej ziemi, konkretnej, przegranej, brudnej i biednej”.

Dzisiaj 15. 12. 2015 roku przed kamerami oświadczył Pan, iż nie zamierza przepraszać Polaków.

A więc za co nie zamierza Pan przepraszać Polaków?

– Za to, iż ubliżył Pan w sposób bezczelny, arogancki, ordynarny i chamski właśnie nam Polakom i naszej Ojczyźnie!

– Czy też za to, iż pańscy poprzednicy wymordowali przeszło 6 milionów obywateli polskich w czasie II wojny światowej!

– Czy też za to, iż pod maską niemieckich zbrodniarzy, kryją się dzisiaj jacyś zamaskowani publicznie n a z i ś c i!

– Czy też za to, iż zbrodniarze niemieccy zniszczyli doszczętnie stolicę Polski Warszawę!

– Czy też za to, iż m.in. media niemieckie nazywają niemieckie obozy zagłady utworzone na terenie okupowanej Polski, „polskimi obozami koncentracyjnymi”!

– Czy też za zbrodnie niemieckich najeźdźców w Oświęcimiu symbolu martyrologii narodu polskiego!

Czy też za utworzenie w okupowanej Polsce gett żydowskich, w których zostało wymordowanych przeszło 3 miliony polskich Żydów!

– Czy też za sposoby uśmiercania Polaków i Żydów, obywateli polskich, gazem – cyklonem B, komorami gazowymi i krematoriami.

– Czy też za bestialskie mordy dokonane przez niemieckich okupantów na polskich dzieciach m.in. w obozie koncentracyjnym w łódzkim getcie (Obóz dla dzieci polskich w Litzmannstadt Ghetto ul. Przemysłowa (Gewerbestrasse).

Polskie, nie żydowskie dzieci zostały w tym obozie okrutnie wymordowane i zagłodzone m.in. w bunkrach dla dzieci bezwiednie oddających mocz!

 

– Czy też za Modlitwę do niemieckiego Boga:

 

„Z modlitwy do niemieckiego Boga”:

 

…[…]Spraw Boże, żeby lud polski gromadami zamieniał się w popiół. Użycz nam nieznanej rozkoszy mordowania dorosłych, jak też i dzieci… Będziemy wołać umierając: zmień o Panie, Polskę w pustynię…[…]…

 

Tekst ukazał się na krótko przed 1 września 1939 roku nakładem „Veretinung zum Schutze Oberschlesiens”( Niemiecki Komisariat Plebiscytowy (niem. Plebiszitkomissariat für Deutschland).

 

Autorem tekstu jest Hans Lukaschek (ur. 22 maja 1885 r. we Wrocławiu, zm. 26 stycznia 1960 r. we Fryburgu Bryzgowijskim) – niemiecki urzędnik państwowy, działacz polityczny, doktor nauk prawnych, hitlerowiec, niemiecki polakożerca, minister do spraw wypędzonych w pierwszym rządzie Konrada Adenauera.

 

W pierwszym rzędzie powinien Pan jako przewodniczący Parlamentu Europejskiego przeprosić Polaków za pakt Ribbentrop – Mołotow, szczególnie za jego tajną część, który zgotował nam Polakom taką gehennę II wojny światowej, za współczesne „polskie obozy koncentracyjne”, za napad III Rzeszy Niemieckiej na Polskę 1 września 1939 roku, za bandycki napad na Westerplatte i Pocztę Gdańską.

Jeżeli przyjmiemy przeprosiny, to zastanowimy się, czy przekazać Panu całą prawdę o Trybunale Konstytucyjnym z jego prezesem Andrzejem Rzeplińskim, członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

W imieniu Polski, Polaków i polskości, jako obywatele Rzeczypospolitej Polskiej żądamy od Pana przeprosin.

Aleksander Szumański – jestem uhonorowany Medalem Komisji Edukacji Narodowej i medalem „W Hołdzie Komendantowi”, rocznik 1931, świadek historii, skazany na śmierć przez niemieckich okupantów, więzień okresu okupacji niemieckiej, męczennik, urodzony we Lwowie, który utracił całą rodzinę z Ojcem doc. medycyny Maurycym Marianem Szumańskim, asystentem prof. Adama Sołowija na lwowskim Uniwersytecie im. Jana Kazimierza z rąk niemiecko – ukraińskiego batalionu „Nachtigall”

 

mgr Jerzy Korzeń przewodniczący Towarzystwa Pamięci

Narodowej im. Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego

 

Aleksander Zbigniew Szumański korespondent światowej prasy polonijnej, kombatant, męczennik, ofiara niemieckich represji wojennych w czasie trwania II Wojny Światowej.

]]>
http://niepoprawneradio.pl/?feed=rss2&p=16436 0
Jakie prawo, taki kraj – z prawa na lewo http://niepoprawneradio.pl/?p=16409 http://niepoprawneradio.pl/?p=16409#respond Sat, 12 Mar 2016 20:41:02 +0000 http://niepoprawneradio.pl/?p=16409 JAKIE PRAWO TAKI KRAJ
Z PRAWA NA LEWO

 

Prawo, ze względu na wieloznaczność pojmowania, w tym różnice światopoglądowe wydających o nim opinie, jest pojęciem wyjątkowo trudnym do zdefiniowania. Prawo, a ściślej prawo w ujęciu przedmiotowym – system norm prawnych, czyli ogólnych, abstrakcyjnych i jednoznacznych dyrektyw postępowania, które powstały w związku z istnieniem i funkcjonowaniem państwa lub innego uporządkowanego organizmu społecznego, ustanowione lub uznane przez właściwe organy władzy odpowiednio publicznej lub społecznej i przez te organy stosowane, w tym z użyciem przymusu. W Polsce istnieje upolitycznienie prawa, co uważa się za niedopuszczalne. Przykładem upolitycznienia prawa w Polsce jest poprawność polityczna Trybunału Konstytucyjnego z jego prezesem prof. Andrzejem Rzeplińskim, pragnącym być nad władzą, przy trójpodziale władzy. Oczywistym celem upolitycznionego Trybunału Konstytucyjnego, opozycji parlamentarnej i poza parlamentarnej jest obalenie rządu Beaty Szydło i stwarzanie atmosfery absolutnego niekonstytucyjnego bezprawia rządzących. W tej atmosferze blokowany jest każdy rządowy krok wprowadzenia tak koniecznych reform po ośmioletnich rządach  aferzystów PO – ZSL(PSL), przy pomocy banksterskiej Nowoczesnej, wspieranej przez łżemedia mozolące się by chłoptysia noszącego onegdaj teczkę anty Polaka Leszka Balcerowicza wykreować na głównego opozycjonistę i po zamierzonym obaleniu prezydenta Andrzeja Dudy i rządu Beaty Szydło wykreować na premiera lub prezydenta. Po przeciekach „wyroku” TK i „opinii” Komisji Weneckiej, tzw. Komitet Obrony Demokracji z tow. Mateuszem Kijowskim, Szetyną i przedstawicielami PSL przygotowują krwawy zamach stanu, mający na celu odzyskanie władzy przez pospolitych aferzystów, bandziorów gangsterskich, korupcyjnych i malwersantów społecznego mienia. Szetyna wygraża, iż wyprowadzi miliony na ulice. Władzę ma objąć wojsko – takie są pogróżki przygotowywanej wojny domowej. Ma się też polać krew na polskim majdanie, straszy Jerzy Stępień b. prezes TK.

 

UNIA EUROPEJSKA JAK III RZESZA

 

Przyzwolenia na upolityczniony wymiar sprawiedliwości absolutnie być nie może.

Do ataku na polską rację stanu bezpardonowo włączyła się Unia Europejska, jak uprzednio III Rzesza. W tym ataku brylują polscy parlamentarzyści Donald Tusk, czy Elżbieta Bieńkowska.

Przewodniczący Parlamentu Europejskiego niemiecki Żyd socjaldemokrata Martin Schulz ogłosił „polski zamach stanu”. Wtórują mu media niemieckie, amerykańskie i inne zagraniczne. Zlewicowany do szpiku kości Zachód, nie od dziś rozrywany bombami islamskich terrorystów ( i skażony podobnym duchem zachodni Kościół) największe zagrożenie widzi w chrześcijańskim funadamentaliźmie.

Lewakom zachodnim i lewicującej Unii Europejskiej nie podoba się publiczny chrześcijański mocny głos prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej dr Andrzeja Dudy. Nie ulega wątpliwości, iż 4 marca 2016 roku  nastąpił zamach na głowę państwa polskiego. Po udanym zamachu kodowcom udałoby się odzyskać władzę z Petru lub Szetyną prezydentem RP. Takie były zamierzenia a priori. Podobnie jak zamach stanu przygotował Bronisław Komorowski po oczywiście uprzednio zaplanowanej zbrodni smoleńskiej.

Przyglądając się bardziej szczegółowo polityce prowadzonej przez III Rzeszę, wyraźnie dostrzegamy znaczne podobieństwa do rozwiązań serwowanych przez Unię Europejską i rodzimą lewicę.

 

GRUBA KRESKA TADEUSZA MAZOWIECKIEGO

 

Po 4 czerwca 1989 roku Tadeusz Mazowiecki ogłosił słynną „grubą kreskę”, która praktycznie uniemożliwiła ściganie zbrodniarzy komunistycznych – „ludzi honoru” i ich tajnych współpracowników. Wobec takich decyzji, popartych dodatkowo brakiem dekomunizacji i lustracji elita intelektualna w Polsce przesiąknięta jest agenturą, np. dwudziestu pięciu tajnych współpracowników na UJ odkrytych przez dr Barbarę Nowak. W tym miejscu ze smutkiem potwierdzam, iż dr Barbara Nowak zmarła ( 08 stycznia 2013 roku).Rektor Uniwersytetu Gdańskiego prof. Andrzej Ceynowa i prof. Józef Włodarski – dziekan wydziału filologiczno-historycznego gdańskiej uczelni współpracowali z PRL-owską Służbą Bezpieczeństwa. Obaj profesorowie byli organizatorami antylustracyjnego buntu na polskich uczelniach. Włodarski wraz z Ceynową inicjowali uchwalenie przez Konferencję Rektorów Akademickich Szkół Polskich stanowiska potępiającego lustrację na polskich uniwersytetach. Prof. Ceynowa jest twórcą tzw. ” antylustracyjnego fortelu akademickiego”. Polegał on na tym, że profesorowie objęci lustracją na własną prośbę byli przenoszeni na funkcję asystentów, którzy nie podlegali lustracji. Jeden z najwybitniejszych polskich historyków prof. Andrzej Garlicki TW „Pedagog” pracujący na wydziale historii Uniwersytetu Warszawskiego był tajnym współpracownikiem służb specjalnych PRL , zaś na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu z SB współpracowało co najmniej 25 naukowców. Inną sprawą jest lekceważenie istniejącego prawa wobec obowiązującej rzymskiej zasady prawnej – Dura lex sed lex ( łac. Twarde prawo, ale prawo ) i ignorowanie prawa, niekiedy w sposób wulgarny, np. prof. Jan Turulski napisał na oświadczeniu lustracyjnym „całujcie mnie w dupę pajace” , czy prof. Bronisław Geremek, szkalujący nasz kraj poza jego granicami, który w wywiadzie udzielonym polskiej dziennikarce i pisarce pochodzenia żydowskiego Hannie Krall w „Polityce” powiedział „…Polacy? Ja ich nienawidzę !”.
http://www.rodaknet.com/rp_art_3275_czytelnia_lysiak_tasmy_geremka.htm

Hanna Krall została przez Polaków ocalona w czasie transportu do getta. Dzięki Polakom zdobyła „aryjskie papiery” i ukrywała się do końca wojny u Polaków udzielających jej schronienia. W latach 1969 – 1981 pracowała w „Polityce”, której była korespondentem w ZSRS w latach 1966 – 1969. Na początku lat 90. szkoliła reporterów w „Gazecie Wyborczej”.
Kto pierwszy posłużył się nazwą Gestapo?

Hans Berndt Gisevius, niedoszły szef tego urzędu w Prusach twierdzi, że uczynił to na początku lat trzydziestych urzędnik pocztowy w Berlinie.
W celu ułatwienia sobie pracy nad korespondencją służbową dokonał praktycznego skrótu nazwy Ge / heime / Sta / ats / po / lizei – Tajnej Policji Państwowej.
Nikt wtedy zapewne nie przeczuwał, że formacja ta ogarnie wkrótce Europę i stanie się najostrzejszym narzędziem niemieckiego ludobójstwa, a Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze, osądzający po wojnie niemieckich paladynów, uzna Gestapo za organizację zbrodniczą, rejestr jego zbrodni zaś określi słowami: „wygląda tak, jakby układała go ręka szatana”.
Kiedy Gestapo powstawało, członkowie NSDAP sięgali już po władzę, wkraczali na arenę dziejową Niemiec, swej „tysiącletniej Rzeszy”. Ale historia NSDAP zaczęła się już o wiele wcześniej, wraz z powstaniem partii w 1919 roku, aby poprzez walkę, euforię zwycięstwa, zakończyć się klęską.
I była równocześnie historią działalności jednego człowieka – Adolfa Hitlera. Był on Niemcem austriackim, człowiekiem pozbawionym perspektyw życiowych, jakby z marginesu społecznego – bez wykształcenia, majątku, na dodatek nie w pełni wiadomego pochodzenia.
Jego ojciec Alois urodził się mianowicie jako nieślubne dziecko Marii Schicklgruber, która pracowała wówczas w domu wiedeńskiego Żyda Frankenbergera. Kim zatem naprawdę był dziadek Adolfa Hitlera?
Nazwisko: Hitler pojawiło się później, kiedy Maria Schiclgruber wyszła za mąż za Johanna Hitlera, który usynowił Aloisa. Alois Hitler dorósł, ożenił się i spłodził syna Adolfa. Człowieka, który miał wstrząsnąć światem.
1 września 1939 roku armia Hitlera napadła na Polskę, a 12 października tegoż roku Hitler dokonał ostatecznego unicestwienia państwa polskiego, podpisując dekret o utworzeniu Generalnego Gubernatorstwa, który wszedł w życie 26 tego miesiąca.
Gubernatorem generalnym uczynił Hansa Franka. Frank był towarzyszem partyjnym Hitlera już w latach dwudziestych w Monachium. Szczycił się zawsze tymi swoimi związkami z Führerem. Równocześnie był człowiekiem wykształconym, doktorem praw i w latach poprzedzających zdobycie władzy przez NSDAP bronił wodza i jego Parteigenossen przed trybunałem sprawiedliwości. Potem w nagrodę piastował wiele wysokich stanowisk – ministra sprawiedliwości Bawarii, Reichsleitera NSDAP, ministra Rzeszy i posła do Reichstagu.
W czerwcu 1934 roku założył w Monachium Akademię Prawa Niemieckiego ( Akademie fur deutsches Recht ) – placówkę naukową pracującą nad ukształtowaniem niemieckiego prawa zgodnie ze światopoglądem narodowo-socjalistycznym – i został jej prezydentem. Przyjeżdżał więc do Krakowa człowiek odpowiadający w pewnym sensie naukowej randze miasta, a także ktoś już tu znany.
Zadaniem Akademii Prawa Niemieckiego, której prezesem pozostawał do 1941 roku, było opracowanie podstaw hitlerowskiego ustroju prawnego – Frank oparł go na niedemokratycznej zasadzie wodzostwa (niem. Führerprinzip), która zapewniając Hitlerowi dominującą pozycję w systemie prawnym państwa niemieckiego, faktycznie potwierdzała totalitarny system sprawowania władzy w III Rzeszy.
W uznaniu zasług za dokonania na polu unifikacji prawa, Hitler powołał Franka w grudniu 1934 r. do gabinetu ministrów Rzeszy w charakterze ministra bez teki, którym Frank pozostawał do 1945 r.
Oto w roku 1936, kiedy Herman Göring polował w puszczy Białowieskiej z prezydentem Ignacym Mościckim, Hans Frank bawił w Warszawie, a potem złożył wizytę w Krakowie. Była ona wyrazem istniejących przedtem kontaktów Franka z tym miastem. Wizyta miała – jak się wydaje – charakter kurtuazyjny; wieczorem po spotkaniu w Uniwersytecie Jagiellońskim odbył się raut z udziałem przedstawicieli nauki i sztuki. Przybyli zaproszeni profesorowie, artyści, muzycy. Frank ściskał dłonie krakowianom i bawił się świetnie. Kiedy o godzinie dwudziestej drugiej trzydzieści raut zakończył się, artystyczne towarzystwo ruszyło „w Polskę” , do „Cyganerii” , zwanej wówczas „Teatralną” na „Dans la brousse” – „Bal w dżungli”. Późną nocą przybył tam i Hans Frank z towarzystwem.

 

PRZODKOWIE ANDRZEJA ZOLLA – FRYDERYK ZOLL (MŁODSZY) – FRYDERYK ZOLL (STARSZY) PROFESOROWIE UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO Z HAŃBĄ W TLE

 

Jeden z profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, Fryderyk Zoll (młodszy) był członkiem korespondentem monachijskiej Akademii Prawa Niemieckiego, wyjeżdżał tam na coroczne sesje naukowe. Prof. Fryderyk Zoll doskonale orientował się w aktualnej sytuacji międzynarodowej i nie miał złudzeń co do ekspansji militarnej hitlerowskich Niemiec i narodowo-socjalistycznych koncepcji prawnych, według których: „wola Führera jest najwyższą ustawą, a Führer najwyższym sędzią”. Poznał je już wcześniej, gdy jako członek Akademii Prawa Niemieckiego uczestniczył w dorocznych hitlerowskich słynnych „JURISTENTAGUNG” – konferencjach i świętach prawniczych (por. –http://palestra.pl/old/index.php?go=artykul&id=1816– „Palestra” miesięcznik adwokatury polskiej).
Zollowie należą w Krakowie do znanej rodziny prawniczej . Fryderyk Zoll / starszy , 1834 – 1917 / był znakomitym znawcą prawa rzymskiego , profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego , członkiem prześwietnej Akademii Umiejętności . Drugi , też Fryderyk zwany młodszym , żył w latach 1865 – 1948 . Był synem Fryderyka starszego, też profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, też członkiem Akademii Umiejętności i w okresie międzywojennym wywarł swoim dorobkiem duży wpływ na ustawodawstwo i orzecznictwo w Polsce.
Fryderyk Zoll /młodszy/ członek Akademii Prawa Niemieckiego, o którym wyżej, jest dziadkiem prof. Andrzeja Zolla, kierownika katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, b. przewodniczącego Trybunału Konstytucyjnego z listy SLD. Był kandydatem Donalda Tuska na stanowisko ministra sprawiedliwości.
W dniu 6 listopada 1939 roku w podstępny sposób organizując rzekomy wykład, Niemcy aresztowali w sali wykładowej „Colegium Novum” 183 profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego i Akademii Górniczo- Hutniczej. Akcja owa opisana została jako „Sonderaction Krakau”.
Profesorów deportowano do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen pod Berlinem. Katastrofalne warunki obozowe, nader skąpe wyżywienie, brak ciepłej odzieży, a także takie formy znęcania się, jak wielogodzinne apele na stojąco przy temperaturze dochodzącej w styczniu 1940 roku do – 25 stopni C w krótkim czasie doprowadziły do wycieńczenia będących często w podeszłym wieku i nienajlepszym stanie zdrowia więźniów. 13 spośród nich – w tym tacy uczeni, jak Stanisław Estreicher, Ignacy Chrzanowski, Leon Sternbach i Michał Siedlecki – do lutego 1940 roku zmarło.
W obozie koncentracyjnym Sachsenhausen profesorów „powitał” komendant tego obozu Rudolf Höss: „wszyscy jesteście gównem Pangermańskiej Rzeszy.
Obóz dla internowanych jest jedną kupą gówna, gdzie wszyscy macie zdechnąć. Jedyną drogą ku wolności jest dla was komin krematorium”.
Prof. Fryderyk Zoll /młodszy/ jako członek Akademii Prawa Niemieckiego po interwencji osobistej Hansa Franka został natychmiast w Krakowie zwolniony.
Sięgnąwszy do rozmowy prof. Andrzeja Zolla w TVP z czasów, gdy lepiej było się chwalić zupełnie innymi koneksjami niż z Hansem Frankiem, mogliśmy się dowiedzieć, że z kolei dziadek Andrzeja Zolla ze strony matki miał udział w uwolnieniu Uljanowa (Włodzimierza Lenina) z austriackiego więzienia. Tak, czy owak, członkowie rodziny prof. Andrzeja Zolla mieli szczęście do możnych, historycznych protektorów.
Fakty dotyczące powołania prof. Andrzeja Zolla przez Kurię Krakowską – kard. Stanisława Dziwisza na kierowanie Fundacją kościelną „Pro Publico Bono” w tym na szefostwo Rady Centrum bł. Jana Pawła II „Nie lękajcie się”, są powszechnie znane. Natomiast mało znane jest uczestnictwo prof. Andrzeja Zolla w loży masońskiej Rotary Club.
Według zapisu dokonanego przez Ludwika Hassa – historyka wolnomularstwa, w jego książce „Wolnomularze polscy w kraju i na świecie 1821 – 1999 słownik biograficzny” /wydawnictwo Rytm Warszawa 1999/ figuruje w liście polskich masonów – Andrzej Zoll – profesor prawa, Kraków (por. http://www.eioba.pl/a/45vz/nazwiska-masonow-polskich
Aby nie stwarzać wątpliwości do intencji prof. Andrzeja Zolla, jak również stosunku Kościoła rzymsko-katolickiego do zrzeszeń wolnomularskich (masońskich), przytaczam tekst deklaracji „Kongresu Doktryny Wiary” z 1983 roku podpisanej przez prefekta kard. Józefa Ratzingera, przyjętej przez papieża bł. Jana Pawła II, ogłoszonej na jego polecenie.
Czytamy w niej :

„„…Negatywna ocena Kościoła o wolnomularskich zrzeszeniach pozostaje wciąż niezmienna, ponieważ ich zasady były zawsze uważane za nie do pogodzenia z nauką Kościoła i dlatego też przystąpienie do nich pozostanie nadal zabronione. Wierni, którzy należą do wolnomularskich zrzeszeń, znajdują się w stanie grzechu ciężkiego i nie mogą przyjmować Komunii św…”.
Wystąpienia społeczno – polityczne prof . Andrzeja Zolla są ogólnie znane. Przypomnę niektóre z nich: „Niestety Kaczyńscy nastawieni są na budowę państwa opiekuńczego. Totalitaryzm nie zawsze sprowadza się do obozów koncentracyjnych. Państwo opiekuńcze też jest pewną. formą totalitaryzmu”.
„Odnoszę wrażenie, że zbliża się godzina powrotu na scenę polskiej inteligencji”. /”Wodzowie profesorskiej rewolucji” – Paweł Sergiejczyk „Nasza Polska” nr 18 – 19 z dnia 30. 04 – 8. 05. 2007/.

Głośną sprawę bezprecedensowej decyzji sądu o uwięzieniu naczelnego redaktora „Gazety Polskiej” Tomasza Sakiewicza i jego zastępczyni Katarzyny Hejke w wytoczonym im przez lewacką TVN procesie karnym (o wykazanie przez nich agenta SB Milana Subotica redaktora TVN), prof. Andrzej Zoll komentuje:
„…wolność słowa wymaga też odpowiedzialności za słowo”. ( „Dziennik” 2.11. 2007).
Wydział Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego z czasów PRL-u ma swoją niechlubną tradycję.
Po wielkim luminarzu nauk prawniczych prof. Władysławie Wolterze kierownictwo katedry objął Kazimierz Buchała wysoko oceniany w archiwach Służby Bezpieczeństwa – Tajny Współpracownik (TW) o pseudonimie „Magister”, promujący swoich ulubieńców Andrzeja Zolla i Zbigniewa Ćwiąkalskiego, a potępiający Władysława Mąciora pracownika naukowego katedry, znanego opozycjonisty. (por.https://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82adys%C5%82aw_M%C4%85cior ).
Zapewne w ślad za naukami swojego mistrza Kazimierza Buchały lewicowa spółka Zoll i Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości w gabinecie Donalda Tuska, obecni profesorowie Katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, okrzyknęli doradcę ministra Zbigniewa Ziobry, prof. Władysława Mąciora – tajnym współpracownikiem SB /TW/. Przestraszeni publiczną obroną prof. Władysława Mąciora dokonaną przez Zbigniewa Ziobro, szybko wycofali się z oskarżeń, natomiast nie przeprosili wybitnego opozycjonisty i profesora prawa za naruszenie jego dóbr osobistych.
Wydaje się, iż dzisiejsza opiniotwórczość katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego mająca niebagatelny wpływ na stosowanie prawa w Polsce i kształtowanie opinii publicznej, korporacyjność urzędującej palestry, wyrokowanie niepodległych sądów i Trybunału Konstytucyjnego, niekiedy budzące sprzeciw społeczny, ma swoje korzenie w zhańbieniu i zbezczeszczeniu Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego w okresie PRL-u.
Oprócz Buchały, Zolla i Ćwiąkalskiego działali tam jeszcze w tym okresie, Marek Waldenberg, kierujący katedrą Podstaw Marksizmu-Leninizmu, sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR, piszący prace naukowe o wielkości jakiegoś Karla Kautskiego marksistowskiego sekciarza.
Do pocztu bezprawników tego okresu dołączył prof. Julian Polan – Harashin b. prokurator w Lublinie, ścigający tam żołnierzy AK i NSZ, skąd musiał uciekać, bo Podziemie wydało na niego wyrok śmierci.
Prof. Julian – Polan Harashin, szwagier kardynała Franciszka Macharskiego, jako wiceszef Sądu Wojskowego wydał kilkadziesiąt wyroków śmierci na żołnierzy AK i NSZ. Był najkrwawszym sędzią PRL-u i skorumpowanym łapówkarzem. Jako dziekan studium zaocznego Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego wydał kilkaset „łapówkarskich” dyplomów magistrów praw.
Gdy jeden z dyplomowanych partyjnych i ubeckich „magistrów” skompromitował się swoją „prawniczą wiedzą” i sprawa nabrała rozgłosu prof. Julian Polan – Harashin podpalił dokumenty w dziekanacie, otrzymał wyrok, lecz szybko został uwolniony i skrupulatnie donosił nadal, jako agent SB, o wszystkim co usłyszał o krakowskim Kościele od żony i szwagra (kard. Franciszka Macharskiego) przy rodzinnym stole.
W sprawie prof. Andrzeja Zolla rodzi się cały szereg zapytań:

– Czy wyznaczenie jego kandydatury na ministra sprawiedliwości było zgodne z polską racją stanu?

– Dlaczego Kuria Krakowska powołała masona na szefowanie Fundacji „Nie lękajcie się” – instytucji kościelnej, nie licząc się z deklaracją Kongresu Doktryny Wiary /w tekście powyżej/ podpisaną przez papieża św. Jana Pawła II?

– Dlaczego opinia publiczna nie została poinformowana o członkostwie w niemieckiej, faszystowskiej (NSDAP) Akademii Prawa Niemieckiego Fryderyka Zolla /młodszego/ i jego udziału w dorocznych konferencjach tejże Akademii w Monachium obok Hansa Franka?

– Jaki był udział dziadka ze strony matki Andrzeja Zolla w uwolnieniu Włodzimierza Lenina /Uljanowa/ z austriackiego więzienia, jak się ów dziadek nazywał i kim był w funkcjonującym wówczas społeczeństwie?
W czasach istnienia Katedry Prawa Karnego UJ w PRL, która ściśle współpracowała z krakowską esbecją, działali jeszcze, „oddani sprawie sowieckiej sprawiedliwości” sędziowie, prokuratorzy, adwokaci i niektórzy dziennikarze. I tak:
Vice prokurator Prokuratury Wojewódzkiej Gołda (TW SB) za pieniądze uwalniał od odpowiedzialności karnej największych zbrodniarzy. Pomagał mu asystent prok. Józef Skwierawski. Klientów mu nie brakowało, przy współpracy z mec. Karolem Buczyńskim, odmanem z krakowskiego getta, policjanta żydowskiego, współpracownika Gestapo w służbie Żagwii, gdzie „dzielnie” wysyłał swoich współplemieńców do niemieckich obozów zagłady.
Jak mu się coś udało, to zamiast okupu damom odbierał to co miały dla kochającego mężczyzny. W ten sposób uratował z krakowskiego getta swoją powojenną żonę Ruth Buczyńską, która jedynie z wdzięczności wyszła za niego za mąż.
Żydówka Ruth Buczyńska była polską patriotką, adwokatem i dużo dobrego uczyniła dla zniewolonych polskich patriotów. Podobną rolę jak Karol Buczyński spełniał również na obu frontach krakowski adwokat Maurycy Wiener, żydowski konfident Gestapo, a później SB.
Zapamiętałem jeszcze łajdacką esbecką działalność sędziego Korbiela z Sądu Wojewódzkiego – Wydział Karny w Krakowie, ale również przyjaznych ludziom adwokatów, opozycjonistów, lwowianina Leopolda Kozłowskiego i Andrzeja Kozłowskiego, patrioty, który piętnował poczynania prawniczych bezpieczniaków.
„Złotymi” zgłoskami zapisał się w historii dziennikarstwa krakowskiego sygnatariusz rezolucji 53 krakowskich literatów w procesie Kurii Krakowskiej ojciec Grzegorza Miecugowa, Bruno Miecugow, m.in. wysyłając wielkiego polskiego architekta Wiesława Zgrzebnickiego „Zgrzesia” do Kobierzyna – krakowskiego szpitala psychiatrycznego, przy pomocy żydowskiej ordynator kliniki psychiatrycznej Marii Orwid współzałożycielski żydowskiej loży masońskiej B’nai B’rith, będącej na usługach SB, skąd, „Zgrześ” już nie wyszedł.
Za co? Dlaczego? W mojej zresztą obecności „Zgrześ” Miecugowowi w krakowskim Klubie Dziennikarzy „Pod Gruszką” zwrócił uwagę na łajdacki jego podpis w owej rezolucji 53.
Była jeszcze jedna ciekawa, nie wyjaśniona dotąd sprawa. Zamordowany został dziennikarz „Echa Krakowa” Wojciech Kajder. Po jego śmierci okazało się, że Kajder był esbeckim kapusiem. Miał na pieńku z Miecugowem i kto wie….Ślad prowadzi mnie jednak w stronę Brunona Miecugowa, bo dzień przed śmiercią Wojciech Kajder zwrócił się do mnie z prośbą o pilne spotkanie, a wiedział, że się znam z krakowskimi dziennikarzami, lekarzami i aktorami. O tym, iż red. Wojciech Kajder był TW dowiedzieliśmy się po jego śmierci, którą podobno przeczuwał.
„Nasza Polska”(18 czerwca 2013 r.) zamieściła tekst Roberta Wita Wyrostkiewicza „Najgorsi sędziowie III RP” w którym podaje imiona i nazwiska „najgorszych polskich sędziów”. Ów poczet obejmuje 19 imion i nazwisk upolitycznionych polskich sędziów, mających najgorszą opinię prawną. Wśród nazwisk z szerokim uzasadnieniem znajdują się powszechnie znani dyspozycyjni wobec PO-PSL, Donalda Tuska i Ewy Kopacz sędziowie.

 

Z PRAWA NA LEWO – SĄDOWNICTWO W III RP

SKANDALICZNE WYROKI WSPIERANIE „SWOICH”

POLITYCZNE KONEKSJE

 

Uniewinnili Sawicką, Palikota, Niesiołowskiego. Dali spokój Kiszczakowi, Jaruzelskiemu, zabójcom Przemyka. Wypuścili Żemka, Rywina, czy znanego adwokata. Karcą prawicę (sprawa Wyszkowskiego, Rymkiewicza, ks. Garncarczyka).

Często to dzieci komuny albo ludzie opętani własną karierą. Trudno dać inne wytłumaczenie najbardziej skandalicznym procesom ostatnich lat.

Uniewinnienie poseł PO Beaty Sawickiej, blamaż sędziów z Państwowej Komisji Wyborczej, zamiatanie pod dywan korupcji w Sądzie Najwyższym, niechlubna działalność upolitycznionego TK którym funkcję prezesa pełni Andrzej Rzepliński – lektor PZPR, mający precyzyjną wiedzę o zleceniodawcach mordu na bł. ks. Jerzym Popiełuszko, nieosądzenie zbrodniarzy PRL‑u – to symbole działalności sądów w mijającym roku.

W marcu Sąd Najwyższy utrzymał wyrok uniewinniający b. posłankę PO Beatę Sawicką i b. burmistrza Helu Mirosława Wądołowskiego, zatrzymanych w 2007 r. po akcji CBA za przyjęcie korzyści majątkowej w zamian za ustawianie przetargu. Sąd stwierdził, że oskarżeni ponoszą odpowiedzialność w wymiarze moralnym, ale nie można ich skazać. Pokłosiem tego wyroku jest sprawa o odszkodowanie, którą wytoczył skarbowi państwa Mirosław Wądołowski.

– Sądy i prokuratury przejawiają niechęć do zajmowania się sprawami dotyczącymi ludzi koalicji – mówi poseł PiS‑u Łukasz Zbonikowski. – Utrwala się przez to w społeczeństwie przekonanie, że sądy są usłużne wobec władzy. Cały czas dźwięczą mi w uszach słowa wypowiedziane w kampanii wyborczej w 2010 r. przez kandydata na prezydenta Bronisława Komorowskiego, który po wygranym procesie w trybie wyborczym powiedział, że jeśli ktoś jeszcze powie coś na jego temat, sądy są jeszcze rozgrzane i wszystko tam można załatwić – dodał Zbonikowski.

– Nikt nie wie, według jakiej miary sądy polskie orzekają wyroki. Bo w podobnych sprawach jedni są niewinni, a inni są skazywani. Trudno więc mówić o niezawisłości sądów – powiedział „Gazecie Polskiej Codziennie” poseł Zbonikowski.

Słabą kondycję sądownictwa obnażyła też działalność PKW w ostatnich wyborach samorządowych, które przyniosły ujawnienie na niespotykaną dotychczas skalę nieprawidłowości wyborczych i przeświadczenie o sfałszowaniu wyników. Po tym blamażu i pod presją opinii publicznej cały skład sędziowski komisji podał się do dymisji.

W 2014 r. nie zapadły również wyroki skazujące głównych odpowiedzialnych za zbrodnie PRL‑u. Zapadł m.in. wyrok w sprawie masakry robotników Wybrzeża w grudniu 1970 r., ale skazani zostali jedynie ppłk Bolesław Fałdasz, zastępca dowódcy jednostki ds. politycznych w Gdyni, i ppłk Mirosław Wiekiera, dowódca kompanii tłumiącej protesty 16 grudnia w Gdańsku. Kary uniknęli natomiast faktyczni sprawcy tragedii, m.in. Stanisław Kociołek, sekretarz KC PZPR, który miał wydać zgodę na strzelanie do robotników.

Bezkarni pozostają także twórcy stanu wojennego. Proces w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie w sprawie b. szefa MSW Czesława Kiszczaka nie mógł ruszyć ze względu na jego stan zdrowia. Sprawa dotyczyła wyroku z 2012 r., w którym Kiszczak został skazany na 2 lata więzienia za przynależność do zorganizowanego przestępczego związku zbrojnego, który wprowadził stan wojenny w Polsce 13 grudnia 1981 r. Proces apelacyjny w 2012 r. został zawieszony po opinii biegłych lekarzy. Orzekli oni, że stan zdrowia Czesława Kiszczaka jest tak zły, że nie może on uczestniczyć w rozprawach.

Za komunistyczne zbrodnie nigdy nie został osądzony zmarły w maju ub.r.. Wojciech Jaruzelski.

Był on oskarżony przez IPN (razem z Kiszczakiem) o udział w zorganizowanym przestępczym związku zbrojnym, ale jego proces został zawieszony ze względu na stan zdrowia.

– Bagaż PRL‑u przekazany sądownictwu III RP jest źródłem zła w wymiarze sprawiedliwości, a to przekłada się na patologię życia politycznego i gospodarczego kraju – mówił Zbonikowski.

Jakub Wojewódzki może w żywe oczy kpić z sądów III RP. Jak informuje „Super Expres”, sprawa jego rasistowskich żartów od siedmiu miesięcy stoi w miejscu, bo Sąd Rejonowy w Warszawie nie może namierzyć showmana. Jak to możliwe, skoro Wojewódzki ma w telewizji swój program i wcale nie jest tajemnicą, gdzie można go znaleźć?!

Wojewódzki usłyszał zarzut publicznego znieważenia na tle rasowym po tym, gdy w 2011 r. w audycji radiowej razem z Figurskim naśmiewał się z pochodzenia rzecznika prasowego Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego Alvina Gajadhura (matka Gajadhura jest Polką, a ojciec Hindusem).

Skandaliczne żarty uszły jednak Wojewódzkiemu na sucho, bo sąd uznał go za niewinnego. Gajadhur i prokuratura natychmiast złożyli apelację. Problem w tym, że apelacja, która w sierpniu ubiegłego roku miała zostać przesłana z sądu rejonowego do sądu okręgowego, nie trafiła tam do dzisiaj! Dlaczego?

Apelacja nie została jeszcze przesłana do Sądu Okręgowego w związku z trudnościami z doręczeniem oskarżonym odpisów apelacji — przeczytał Alvin Gajadhur w piśmie przesłanym mu przez sąd rejonowy.

 

Tygodnik „Nasza Polska” prezentuje listę najgorszych sędziów III RP, zaznaczając, że lista nie jest kompletna ( stanowi jedynie obrazek pokazujący zgnile oblicze wymiaru sprawiedliwości).

 

ROBERT MILEWSKI

 

Wszyscy pamiętają, jak po prowokacji dziennikarskiej Ryszard Milewski został odwołany przez ówczesnego ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina. Stało się to po tym, jak ujawniono treść nagrania rozmowy dziennikarza podającego się za urzędnika kancelarii Donalda Tuska. – Będący wtedy  prezesem Sądu Okręgowego w Gdańsku Milewski(…) prosił o instrukcje, czy przyspieszać posiedzenie sądu w sprawie Marcina P. prezesa Amber Gold. Jak poinformowało radiogdansk.pl pozbawiony stanowiska po aferze Amber Gold  prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku po kilku miesiącach przerwy powrócił do pracy i znów orzeka…

Zapewne nie było to trudne do przewidzenia, zwłaszcza, że znajomość premiera z Milewskim trwa dłużej niż afera Amber Gold. Media ujawniły zdjęcia z meczu piłkarskiego gdzie obaj panowie siedzą koło siebie i żywiołowo kibicują ( sędzia Milewski nawet w pewnym momencie pokazuje komuś środkowy palec…). Samo życie… Kibole trzymają się razem!!! Zwłaszcza jeżeli chodzi o spółki związane z synem Tuska…

 

PAWEŁ RYSIŃSKI

 

Sąd Apelacyjny w Warszawie uniewinnił Beatę Sawicką posłankę PO ( tę od kręcenia lodów za prywatyzację szpitali i winną pobrania łapówki 100 tysięcy PLN od agenta Tomka).

Sąd stwierdził i jest to kolejna już łamigłówka intelektualna uzasadnień wyroków w III RP – że Sawicka przyjęła łapówkę, ale dowody zostały  zebrane nielegalnie!?

Innymi słowy, pomimo, iż Sawicka kręciła lody na prywatyzacji służby zdrowia, wzięła łapówkę od „kochanka” – nie ona jest winna, tylko kto? No kto? Oczywiście PIS!!! I CBA, które ją złapało za rękę (nielegalnie!!!). No i ten szloch na rozprawie, zapewne rozczulił sędziego Pawła Rysińskiego, przewodniczącego składu sędziowskiego!!! Szlachetny sędzia, z dobrym sercem dla szlochających podlotków. I jak zwykle dostało się PIS, a nie łapówkarzom (vide sprawa doktora Mirosława G.). Sędzia Paweł Rysiński to ten sam, który w procesie lustracyjnym TW „Bolka” Lecha Wałęsy, odmówił przesłuchania świadków, osób biorących udział W 1992 roku w transporcie teczki „Bolka” z Gdańska do Warszawy, osób, które znały treść dokumentów mających obciążać Wałęsów.

Dodatkowo, sądząc w procesie FOZZ sędzia Rysiński złagodził kary wobec oskarżonych oraz zasądzone wobec nich grzywny.

W 2007 roku sędzia Rysiński zadecydował, że dr Mirosław G. opuścił areszt za kaucją 350 tysięcy złotych.

 

PIOTR HOFMAŃSKI

 

W 2012 roku ambasador tytularny Tomasz Turowski został oczyszczony z zarzutu „kłamstwa lustracyjnego” przez Sąd Apelacyjny w Warszawie. W marcu tego roku kuriozalnie zamknął sprawę Sąd Najwyższy stwierdzając, że Turowski skłamał w oświadczeniu, ale mógł to zrobić…Sąd Najwyższy, podobnie jak są II instancji uznał, że Turowski miał prawo napisać nieprawdę. ponieważ znalazł się w sytuacji kolizji obowiązków.

Z jednej strony powinien napisać prawdę w oświadczeniu lustracyjnym.

Z drugiej jednak, jako pracownik, a potem współpracownik Agencji Wywiadu, nie mógł tego zrobić, ponieważ mogłoby to narazić i jego i osoby z nim współpracujące.

Nie ulega żadnej wątpliwości, że Turowski był wieloletnim szpiegiem w PRl (taką rolę pełnił, wstępując do zakonu jezuitów i „nadając” do bezpieki z Watykanu o sprawach Kościoła, polskiej emigracji i opozycji w kraju).

Pomimo tak zafajdanej przeszłości po 1989 roku dalej pracował dla nowych „oczyszczonych” służb specjalnych III RP.

Turowski jako pracownik ambasady RP w Moskwie odpowiadał w Rosji za przygotowanie wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia 2010 roku.

Warto zapamiętać autorów tego kuriozalnego orzeczenia: to sędziowie Bogdan Rychlicki, Michał Laskowski i Piotr Hofmański.

Ten ostatni „zasłynął” swego czasu z oczyszczenia z kłamstwa lustracyjnego Mariana Jurczyka, pomimo, iż zachował się obszerny materiał obciążający znanego działacza „Solidarności”.

 

AGNIESZKA MATLAK

 

Sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie znana jest głownie z wyroku z 2010 roku w procesie w trybie wyborczym z powództwa sztabu Bronisława Komorowskiego, przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu. Matlak zabroniła Kaczyńskiemu informować, że Komorowski chce prywatyzować służbę zdrowia, bowiem jest to rzekomo informacja nieprawdziwa. Tyle, że nie tylko Komorowski, ale cała Platforma Obywatelska chciała prywatyzować służbę zdrowia (najszczerzej mówiła o tym Beta Sawicka na słynnej ławeczce), a nazywała to komunalizacją. Z tym, że oznacza to przekazanie szpitali samorządom. Te bankrutują, więc najprostszą drogą do ratowania służby zdrowia jest prywatyzacja. Sędzia Malak ma na koncie nie tylko wyrok na korzyść Komorowskiego. Rozpatrywała także sprawę Wojciecha Jaruzelskiego Jana Przedpełskiego, który domagał się, by generał wyprowadził się z jego rodzinnego domu zabranego rodzinie Przedpełskich przez komunistów na mocy tzw. dekretu Bieruta.

Przedpełski domu nie odzyskał.

Rozpatrywała proces Marka Króla i Jerzego Urbana. Wygrał Urban.

W przypadku sprawy „Gazeta Wyborcza” kontra Stanisław Remuszko sędzia Matlak popisała się „wybitnym” uzasadnieniem: „Negatywne treści na temat Adama Michnika redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” oraz wydawcy tej gazety Agora S.A są sprzeczne z zasadami współżycia społecznego”.

 

ANNA WIELGOLEWSKA

 

Sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie, która rozpatruje sprawę komunistycznego oprawcy, byłego szefa MSW, bezpieki i komunistycznego aparatczyka. Kiszczaka nie udało się dotąd osądzić, podobnie jak Jaruzelskiego. Oskarżeni zasłaniają się złym stanem zdrowia, pomimo, że na publikowanych w prasie zdjęciach wyglądają rześko. Zdarza się im nawet udzielać wywiadów prasie, brać udział w spotkaniach rangi państwowej, ale droga do sądu byłaby zbyt dużym obciążeniem leciwych organizmów, zmęczonych życiem, bo dowodzenie morderczymi formacjami nie było przecież łatwe.

5 czerwca tego roku, podczas posiedzenia rządu, sędzia Wielgolewska ogłosiła przerwę, by rozpatrzeć wniosek dwóch biegłych psychiatrów, którzy uznali, ze zdrowie 88-letniego Kiszczaka nie pozwala na sądzenie go po raz piąty w sprawie przyczynienia się do śmierci dziewięciu górników  kopalni „Wujek” w 1981 roku. Sędzia ogłosiła, że spotkanie odbędzie się przy drzwiach zamkniętych.

Następnie ogłosiła przerwę, a wychodząc z sali rozpraw, została obrzucona tortem przez działacza „Solidarności”, Zygmunta Miernika. Sprawa jest symboliczna, bowiem o ile Mirnikowi za rzucenie tortem grozi kara pozbawienia wolności(a wyrok w zawieszeniu ma niemal już w kieszeni), to prawdopodobnie Kiszczak za zlecenie mordowania ludzi pozostanie bezkarny.

To chyba najlepszy obrazek pokazujący prawdę o polskich sądach w III RP.

 

ALINA RYCHLIŃSKA

 

Znieważanie prezydenta podlega karze, ale w praktyce polskich sędziów to zależy o którego prezydenta chodzi…Kiedyś Andrzej Lepper został skazany za nazwanie Kwaśniewskiego „leniem”. Za to w przypadku nazwania przez Janusza Palikota  prezydenta Lecha Kaczyńskiego „chamem” sędzia Rychlińska, z Sądu Okręgowego w Warszawie, stwierdziła, że wyrażenie „cham” nie jest już dziś samo w sobie zniewagą i jego cena zależy od kontekstu wypowiedzi.

 

ANNA PTASZEK

 

Sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie w 2012 roku podtrzymała

decyzję prokuratury o umorzeniu śledztwa w prawie ataku posła PO Stefana Niesiołowskiego na dziennikarkę Ewę Stankiewicz.

Ptaszek usprawiedliwiała posła PO twierdząc, że „Stefan Niesiołowski jest osobą, którą łatwo sprowokować do wypowiedzi i zachowań o charakterze emocjonalnym”.

Słowa „wstrętna pisówna”, i „won do Pis-u”, którymi Niesiołowski zwracał się do Ewy Stankiewicz, w ocenie sądu to „krytyczna ocena dokonań dziennikarskich”.

 

BARTOSZ JANICKI

 

Sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie w 2013 roku zadecydował w trybie ekspresowym, że tygodnik „w Sieci” może naruszać interesy wydawnictwa Pressbublica (obecnie Gremi Media) będącego własnością Grzegorza Hajdarowicza. Ten ostatni, (przyjaciel Grasia i rządu) mógł liczyć na wsparcie z ręki wymiaru sprawiedliwości. Argumentem, do którego przychylił się sędzia, było dysponowanie przez Hajdarowicza niemal nikomu nie znaną subdomeną internetową „W sieci opinii”. Nie może więc istnieć nikomu nie znana domena „W sieci opinii” i tygodnik „w Sieci”. Może istnieć tylko medium Hajdarowicza…

Decyzja sądu miała charakter natychmiastowej wykonalności, czego konsekwencją był zakaz wydawania tygodnika pod dotychczasową nazwą do czasu zakończenia procesu.

-Wystarczy, że Hajdarowicz szepnie gdzie trzeba.

Sędziów myślących podobnie jak Bartosz Janicki w Polsce nie brakuje. Jednak ciągle jest ich za mało. Aż szkoda, że sędziego Janickiego nie można sklonować. Może by się udało, gdyby jako dziecko właściwie się odżywiał.

Pochłaniał wyłącznie mirabelki i szczaw, tak jak to robił sędzia Tuleya, kiedy nad jego matką nocami znęcali się sadyści z UB, o on opuszczony błąkał się po polach  i bezdrożach, żywiąc się korzonkami niedojrzałego jeszcze szczawiu.

Okrutne wspomnienia zostały mu na całe życie. Dlatego zawsze jest taki poważny. To z pewnością ułatwi jego sklonowanie. Wówczas jeden z Tuleyów będzie mógł wspierać sędziego Janickiego.  w podejmowaniu korzystnych dla Hajdarowicza decyzji.

Uszczęśliwiać Pawła Grasia, a być może samego premiera – napisał Jerzy Jachowicz na stronie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i trudno do jego ironicznego komentarza coś jeszcze dodać.

 

IGOR TULEYA

 

Sędzia Igor Tuleya – rzecznik Sądu Okręgowego w Warszawie i sędzia orzekający w sprawie kardiochirurga Mirosława G. co prawda skazał słynnego lekarz-łapówkarza na karę w zawieszeniu (najłagodniejszy wyrok), uniewinnił go z wielu zarzutów, ale w swoim ustnym  uzasadnieniu wyroku zaatakował ostro nie za łapówkarstwo, ale CBA, które łapówkarza zatrzymało…

Złożył nawet zawiadomienie do prokuratury na Biuro, którego metody śledcze przyrównał do stalinowskich(rykoszetem policzkując nie tylko CBA, ale także PIS). – Nie mogłem w to uwierzyć. Wszak sędzia Tuleya w uzasadnieniu wyroku na dr G. mówił: „Wzbudza to we mnie straszne skojarzenia, nawet nie z latami 80., ale z przesłuchaniami stosowanymi w latach 40. i na początku lat 50. W czasach największego stalinizmu”.

Innymi słowy Tuleya uznał, że SB , w której jego matka służyła również w latach 80., była instytucją lepszą niż służba niepodległego państwa polskiego, jaką jest Centralne Biuro Antykorupcyjne – skomentował sprawę Cezary Gmyz.

 

EWA SOLECKA

 

Sędzia Ewa Solecka z Sądu Okręgowego w Katowicach wydała w 2009 roku wyrok  w sprawie ks. Marka Garncarczyka i redakcji „Głosu Niedzielnego” z powództwa Alicji Tysiąc. Sąd nakazał ks. Garncarczykowi przeprosić Alicję Tysiąc i wypłacić jej 30 tys. zł zadośćuczynienia za to, że opisując jej przypadek (uniemożliwiono jej w Polsce przeprowadzenie aborcji za co domagała się rekompensaty w Strasburgu i takie pieniądze otrzymała) nazwał aborcję morderstwem. W uzasadnieniu wyroku sędzia Ewa Solecka stwierdziła m.in., że katolicy mogą wyrażać swoją dezaprobatę moralną wobec wykonywania zabiegu aborcji – nazywać aborcję zabójstwem – ale w sensie ogólnym, a nie w odniesieniu do konkretnej osoby.

czyli można powiedzieć, że zabicie dziecka jest zabójstwem, ale nie można wskazać kto zabił czy chciał zabić (jak w przypadku Alicji Tysiąc).

 

EWA STRUŻYNA

 

Po 28 latach od śmiertelnego pobicia Grzegorza Przemyka, 19-letniego maturzysty, Sąd Najwyższy przyznał, że sprawa ta jest porażką wymiaru sprawiedliwości, ale oddalił kasację w sprawie Ireneusza K. zomowca oskarżonego o pobicie Przemyka ze skutkiem śmiertelnym. Tym samym utrzymano w mocy wcześniejszy wyrok sądu apelacyjnego z 2009 roku, który uznał, że doszło do przedawnienia zbrodni. Sprawa uległa przedawnieniu, ponieważ sąd przyjął kwalifikację czynu jako nieumyślnego (słowo klucz!) spowodowania śmierci.

Pełnomocnik rodziny Przemyka, mecenas Andrzej Zalewski, powoływał się na  protokół oględzin ciała z 1983 roku, mówiący , że uszkodzenia były tak drastyczne i rozległe, że nie ma podstaw do przyjęcia kwalifikacji   dającej podstawy do przedawnienia sprawy. Sędzia Ewa Strużyna upomniała mecenasa rodziny zmarłego 19-latka, by „nie epatował” opisami sekcji zwłok…

12 maja 1983 roku Grzegorz Przemyk został pobity ze skutkiem śmiertelnym przez milicjantów Ireneusza K. (który go zatrzymał) i Arkadiusza Denkiewwicza (dyżurnego komisariatu, który nawoływał do bicia, mówiąc: „Bijcie tak, żeby nie było śladów”).

Tylko ten ostatni został skazany na 2 lata więzienia, ale nie odsiedział ani jednego dnia!

 

IWONA KONOPKA

 

Sędzia Konopka z Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieście jest odpowiedzialna za skandaliczny wyrok z 2011 roku w którym skazała w trybie przyspieszonym na karę trzech miesięcy pozbawienia wolności przechodnia zaatakowanego przez policjanta (nie dopuściła zarejestrowanych kamerą dowodów).

Jednak na łamy gazet wróciła przy innej sprawie rok później. Wypuściła na wolność notorycznego podpalacza samochodów, syna znanego adwokata, a jakby tego było mało, to zamiast zadbać o bezpieczeństwo świadka, który go rozpoznał, zdradziła jego imię i nazwisko, narażając świadka na nieprzyjemności.

 

JUSTYNA WIŚNIEWSKA

 

Barbara Kmiecik znana jako „Śląska Alexis” oskarżona była o wyłudzenie ponad 2 mln zł z giełdowej spółki Hydrobudowa Śląsk. Chodziło o to, że zaoferowała tej firmie pomoc w uzyskaniu 17 mln zł z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska na regulację rzeki Rawy. W uzyskaniu tej kwoty miała pomóc firma konsultingowa należąca do córki „Alexis”, zaś owe 2 mln zł miały być prowizją za załatwienie dotacji, która jednak została przyznana już wcześniej. Mimo to sąd uznał, że Hydrobudowa miała prawo zapłacić za „analizy konsultingowe i ekspertyzy”, które miała dla nich wykonać Barbara Kmiecik. „Alexis” miała też inne zarzuty. W tym roku oczyściła ją sędzia Justyna  Wiśniewska, z Sądu Rejonowego Katowice-Zachód, która stwierdziła, że „oskarżona nie ukrywała żadnych faktów, wskazywała tylko , jakie warunki trzeba spełnić, aby otrzymać pieniądze”.

Zdaniem sędzi, proces potwierdził, iż Barbara Kmiecik podczas rozmów powoływała sie na znajomości z politykami. – Nie miało to jednak wpływu na przekazanie dotacji, chodziło tylko o przedstawienie siebie jako osoby ustosunkowanej – stwierdziła sędzia Wiśniewska, uniewinniając nie tylko główną bohaterkę procesu, ale i siedmioro pozostałych oskarżonych, w tym jej córkę oraz członków kierownictwa Hydrobudowy Śląsk.

 

MAGDALENA ROSZKOWSKA

 

Kuba Wojewódzki nie może mieć traumy po sprawach sądowych. Wychodzi z nich obronną ręką.

Latem 2007 roku Wojewódzki uszkodził szybę w hondzie 50-letniego inżyniera. Tłumaczył, że była to jego nerwowa reakcja na obraźliwy gest Macieja P, który miał mu pokazać wysunięty palec. Maciej P. zaprzeczał. W 2009 roku sędzia Roszkowska uniewinniła Kubę Wojewódzkiego od zarzutu uszkodzenia szyby wartej 457 zł w prywatnym aucie. Uznała, że nie miał on zamiaru dokonać przestępstwa. Już na początku prokuratura wzięła w opiekę Wojewódzkiego i wniosła o umorzenie sprawy ze względu na znikomą szkodliwość czynu., ale Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieście tego nie uznał. Jednak finalnie sędzia Roszkowska uznała ekspertyzę biegłego (jak nie biegli od Kiszczaka, to biegli od szyb Wojewódzkiego…), który stwierdził, że szyba mogła mieć wcześniej „mikroskopijne uszkodzenia”, a wtedy nawet lekkie uderzenie ręką powoduje jej rozbicie.

 

MAŁGORZATA MOJKOWSKA

 

Podobnie jak sędzia Tuleya, Mojkowska wywodzi się z czerwonej familii.

Ojcem sędzi był Stanisław Mojkowski, redaktor naczelny „Trybuny Ludu” w latach 1967-1972.

Sama Mojkowska trafiła zaś do Sądu… Lustracyjnego. Oczyściła z zarzutów m.in.  Stanisława Rymarza, przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej. W uzasadnieniu wyroku sędzia podkreśliła, że na temat Rymarza zachowały się tylko zapisy ewidencyjne, a nie ma żadnych dowodów na jego współpracę.

Jednak najgłośniejszy stał się proces Zyty Gilowskiej byłej premier i minister finansów. W 2006 roku Mojkowska oczyściła Gilowską, dodając do wyroku kuriozalne uzasadnienie: „W sprawie Zyty Gilowskiej wszystkie wymogi formalne rejestracji jako agenta zostały spełnione”– mówiła przewodnicząca składu sędziowskiego. Dodała, że karta rejestracyjna Gilowskiej miała akceptację przełożonego Witolda Wieczorka. Z akt archiwalnych wynika, że 26 marca 1986 roku – tego dnia Zyta Gilowska została zarejestrowana jako tajny współpracownik Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Lublinie. Była też założona teczka pracy i teczka personalna, które według sądu – „nie były pozbawione treści merytorycznej”. Sędzia przypomniała, że teczki te zostały zniszczone w 1990 roku, ale nie wiadomo, jak były one obszerne. Mojkowska poinformowała nawet, na kogo donosiła SB Gilowska, a pomimo to dodała, że dokumenty są zawiłe, wymagają wielu analiz i wydala wyrok stwierdzający, że minister finansów złożyła zgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne…

Podobnego cudu w sądach lustracyjnych długo by szukać.

 

MALGORZATA SOBKOWICZ – SUWIŃSKA

IRENA PIOTROWSKA

ALDONA WAPIŃSKA

LIDIA SULARZYCKA

 

W 2011 roku sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie Małgorzata Sobkowicz-Sowińska nakazała Jarosławowi Rymkiewiczowi przeprosiny spółki Agora, uiszczenie 5 tys. zł na rzecz ośrodka dla niewidomych w Laskach oraz zwrot kosztów sądowych. Wcześniej sąd oddalił wnioski dowodowe pozwanego.

Sprawa dotyczyła stwierdzenia Rymkiewicza, który napisał, że redaktorzy „Gazety Wyborczej” są duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski. Co ciekawe, wcześniej Michnik porównywał PiS do Komunistycznej Partii Polski, ale co wolno Michnikowi, to nie Rymkiewiczowi, zwłaszcza w sądach III RP. W 2012 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie w składzie: Irena Piotrowska, Aldona Wapińska i Lidia Sularzycka utrzymał w mocy orzeczenie sądu pierwszej instancji. Sąd Apelacyjny dodatkowo zasądził od pozwanego 720 zł kosztów postępowania.

– W uzasadnieniu sąd stwierdził (czym wzbudził gromki śmiech licznie zgromadzonej publiczności), że pozwany nie wykazał jednoznacznie korzeni Adama Michnika w Komunistycznej Partii Polski, gdyż swego czasu Adam Michnik odciął się od nich. Chyba wtedy gdy stwierdził, że gen. Czesław Kiszczak to „człowiek honoru”, a w sytuacji próby wywiadu z Jaruzelskim radził dziennikarzowi prawicowemu – cytuję: „odpierdol się pan od generała” napisał bloger Antybolszewik, zajmujący się w Internecie tematyką sądów III RP.

 

MIROSŁAWA STRZELECKA

 

FOZZ-owcy mają się dobrze. Jedna osoba po krótkiej odsiadce na wolności (Janina Chim), inny uniknął kary kryty przez USA (Dariusz Przywieczerski), mózg całej afery właśnie wyszedł na wolność. W marcu 2005 roku Grzegorz Żemek były dyrektor FOZZ, po wieloletnim procesie(podczas którego przyznał, że był agentem wojskowych służb specjalnych PRL) został skazany na 8 lat więzienia za zagarnięcie z kasy FOZZ wielomilionowych kwot. Sąd w Stalowej Woli skazał go także za inne przekręty.

Wyrok łączny za te wszystkie sprawy opiewał na 12 lat oraz 72 tys. zł grzywny.

No i skończyła się sprawiedliwość (dziwne, że w ogóle poszedł siedzieć). W marcu 2013 roku sędzia Mirosława Strzelecka z Sądu Apelacyjnego w Warszawie zadecydowała o  przedterminowym zwolnieniu Żemka, o które wnosił sam dyrektor więzienia…

Strzelecka uznała, że zachowanie skazanego w więzieniu jest nie tylko dobre, ale wręcz „ponadstandardowe”. I stwierdziła, że „możliwość powrotu Żemka na drogę przestępstwa jest ograniczona”.

Nawet szef fundacji pomocy więźniom „Sławek” Marek Łagodziński argumentował w sądzie, że dalsze przetrzymywanie Żemka w więzieniu przyczynia tylko nowych kosztów społeczeństwu…Ciekawe czy tak samo dyrektorzy więzień, fundacja i sędziowie broniliby zwykłego Kowalskiego, zwłaszcza nie posiadającego kradzionych milionów…

Odpowiedzialności uniknął inny złodziej milionów FOZZ Krzysztof Komornicki – rajdowiec i pracownik firmy samochodowej na Żeraniu z powodu „przedawnienia”. Krzysztof Komornicki ma niejasną przeszłość w PRL.

 

MONIKA JOBSKA

 

3 czerwca 2013 roku sędzia Monika Jobska z Sądu Rejonowego w Gdyni zadecydowała ostatecznym uniewinnieniu Adama Darskiego „Nergala” słynnego satanisty, który publicznie podczas koncertu podarł Biblię i wykrzyczał do publiczności : „Żryjcie to gówno!”

Uzasadnienie, jak zwykle było nie lada wyczynem intelektualnym. Mało kto wymyśliłby jak bronić „Nergala”, jak nawet Sąd Najwyższy stwierdził, że przestępstwo obrazy uczuć religijnych popełnia nie tylko ten, kto chce go dokonać, ale także ten, kto ma świadomość, że może do niego dojść.

Tymczasem sędzia Jobska stwierdziła, „Sąd uniewinnił Adama Darskiego od zarzuconego mu czynu uznając, że oskarżony działał w zamiarze ewentualnym znieważenia uczuć religijnych osób, ale tylko tych obecnych na koncercie, nie zaś pokrzywdzonych występujących w tej sprawie”.

 

PAWEŁ FILIPIAK

 

W 2009 roku sędzia Filipiak z Sądu Rejonowego Łódź Śródmieście uznał, że Rado Maryja naruszyło dobra osobiste Stefana Niesiołowskiego  (PO).

Chodziło o stwierdzenie, że w latach 70. podczas śledztwa w związku z działalnością niepodległościowej organizacji „Ruch”  Niesiołowski „sypał” kolegów i zawarł „ugodę z SB”. Tym samym sędzia  obłożył cenzurą dyskusję o tym nie najciekawszym  etapie życia obecnego posła PO znanego z chamskich wypowiedzi.

Sędzia „odpuścił” jedynie „Naszemu Dziennikowi” na którego łamach pisał o Niesiołowskim publicysta „Naszej Polski”, autor książki „Zapiski Mohera”, red. Wojciech Reszczyński.

Tymczasem wiadomo, że Niesiołowski sypał. Dokumenty potwierdzające ten fakt publikowała „Rzeczpospolita”. Ale co ciekawsze, sam Niesiołowski nie ukrywał w 1989 roku, pisząc w swojej książce „Wysoki brzeg”: „Nie miałem odwagi  ani siły odmówić zeznań i to był mój największy błąd. Potem nie rozumiałem dlaczego. Nic mnie właściwie nie usprawiedliwiało poza strachem”. 

Ale widać od tego czasu stworzono nową historię, której zaciekle bronią sądy III RP.

 

ROMAN KOWAŁKOWSKI

 

W 2012 roku współtwórca Wolnych Związków Zawodowych Krzysztof Wyszkowski (który miał „czelność” nazwać Wałęsę tajnym współpracownikiem bezpieki), pomimo licznych dowodów na agenturalną przeszłość byłego prezydenta, został zmuszony przez sędziego Romana Kowałkowskiego do przeproszenia Wałęsy w głównym wydaniu „Faktów”  TVN  oraz lokalnej „Panoramie” TVP Gdańsk. Wyszkowski nie przeprosił. I to zdecydowanie jest godne pochwały.  Nikt, żaden sąd, nie może nakazać przeprosin za prawdę!

To sumienia po prostu nie obowiązuje.

 

KATARZYNA DOBRZAŃSKA

Szefowa Prokuratury Rejonowej dla Warszawy-Mokotowa. – Polska flaga w psiej kupie – za ten czyn w swoim show, Kuba Wojewódzki trafił przed oblicze prokuratury. Ta jednak umorzyła śledztwo twierdząc, że prowadzący nie naruszył prawa, a jego program miał formę happeningu. Program był rozrywkowy, miał formę happeningu, a osoby w nim występujące nie przejawiały lekceważącego stosunku do flagi(sic!) – tłumaczy szefowa Prokuratury Rejonowej dla Warszawy-Mokotowa, Katarzyna Dobrzańska.

 

MATEUSZ MARTYNIUK

 

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. – Prowadząc poranną audycje na antenie radia Eska dziennikarze poinformowali, że Radosław Majdan będzie reklamował prezerwatywy. Następnie zadzwonili do jednej z firm zajmujących się produkcją prezerwatyw z pytaniem, czy w prezerwatywach udałoby się zamontować pozytywkę. Miałaby się włączać przy otwieraniu, zakładaniu lub po zetknięciu się z wilgocią. Zaproponowali by melodią odtwarzaną przez pozytywkę był hymn Polski (Majdan był reprezentantem kraju) lub hymn Pogoni Szczecin (klubu w którym kiedyś grał Majdan). Po chwili prowadzący zaczęli nucić Mazurka Dąbrowskiego. Zachowanie Wojewódzkiego i Figurskiego na tyle zbulwersowało radnych PiS ze Zgierza, że postanowili oni złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa do prokuratury. Politycy powołali się na art. 137 kodeksu karnego, który przewiduje odpowiedzialność karną za znieważenie symboli państwowych. Prokurator uznał, że odtworzenie hymnu nie miało charakteru znieważającego – mówi Mateusz Martyniuk rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.. Poinformował o umorzeniu, wbrew prawu, sprawy o zniesławienie publiczne prezydenta Lecha Kaczyńskiego w programie radiowym, poprzez nazwanie go przez Michała Figurskiego: „małym, niedorozwiniętym i głupim człowiekiem”.

 

WOJCIECH ŁĄCZEWSKI

 

Sędzia, który skazał Kamińskiego, oferował Lisowi pomoc w zwalczaniu PiS-u? Łączewski zaprzecza i zawiadamia prokuraturę.

O sprawie poinformowała  „Warszawska Gazeta”.

Według „Warszawskiej Gazety”, sędzia Wojciech Łączewski zaoferował Tomaszowi Lisowi pomoc w zwalczaniu obecnego rządu. Dziennik dotarł do zapisu rozmowy na Twitterze, która miała odbyć się między ukrywającym się pod innym nazwiskiem Łączewskim i osobą, która z kolei podszywała się pod Tomasza Lisa. Sędzia Łączewski przyznaje, że prowadził konto pod innym nazwiskiem, zaprzecza jednak, by uczestniczył w takiej rozmowie. W Prokuraturze Okręgowej w Warszawie złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na jego szkodę.

Sąd skazał Mariusza Kamińskiego na 3 lata więzienia za „aferę gruntową”.

O sprawie pierwszy napisał pod koniec stycznia serwis internetowy Kulisy24.com. W serwisie nie podano jednak danych osób i wyraźnie podkreślano, że „podszywanie się pod czyjąś tożsamość jest przestępstwem”. Kulisy24.com podały, że ktoś na Twitterze założył fałszywe konto Tomasza Lisa (Lis Tomasz) i przez dłuższy czas je uwiarygodniał publikując podobne wpisy, jak były dziennikarz TVP.

Według serwisu część nawet doświadczonych użytkowników Twittera dała się nabrać. Wśród nich miał być także, jak twierdzi już tym razem „Warszawska Gazeta”, sędzia Wojciech Łączewski, który na Twitterze miał występować jako Marek Matusiak.

 

Aleksander Szumański „Głos Polski” Toronto

 

Dokumenty, źródła, cytaty:

 

Robert Wit Wyrostkiewicz „Nasza Polska”; 18.06.2013 r.

 

Paweł Miter „Warszawska Gazeta”; 19-25 lutego 2016 r. „Fałszywa tożsamość sędziego”

 

http://3obieg.pl/sedziowie-zawisli

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wolnomularstwo

 

http://www.rodaknet.com/rp_art_3275_czytelnia_lysiak_tasmy_geremka.htm

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82adys%C5%82aw_M%C4%85cior

 

http://lustronauki.wordpress.com/2009/11/27/andrzej-ceynowa/

 

– „Wolnomularze polscy w kraju i na świecie 1821-1999 słownik biograficzny” wyd. Rytm – Warszawa 1999 http://www.eioba.pl/a/45vz/nazwiska-masonow-polskich

 

– Aleksander Szumański „Masoneria inaczej z autorytetem w tle” „Kurier Codzienny” Chicago 25 maja – 28 maja 2007

 

http://www.rodaknet.com/rp_szumanski_9.htm

 

http://aleszum.salon24.pl/495843,krakowscy-konfidenci-gestapo-i-sb

 

– „Palestra” Pismo Adwokatury Polskiej – Krzysztof Pol 30. 12. 2005
http://palestra.pl/old/index.php?go=artykul&id=1816

 

http://www.aferyibezprawie.org/index.php?option=com_content&view=article…
– Józef Bratko „Gestapowcy” wyd. II Krajowa Agencja Wydawnicza 1990

 

– „Dziennik” 2.11.2007

 

– Paweł Sergiejczyk „Nasza Polska” 30.04 – 8.05.2007

 

– Teresa Tyszkiewicz – „Miłujcie się” nr 9 – 10 / 1999

 

„Nasza Polska”(18 czerwca 2013 r.) zamieściła tekst Roberta Wita Wyrostkiewicza

„Najgorsi sędziowie III RP” w którym podaje imiona i nazwiska „najgorszych polskich sędziów”

 

 

]]>
http://niepoprawneradio.pl/?feed=rss2&p=16409 0
CZY PREZYDENT ANDRZEJ DUDA MIAŁ ZGINĄĆ W PANCERNEJ LIMUZYNIE? http://niepoprawneradio.pl/?p=16329 http://niepoprawneradio.pl/?p=16329#respond Sun, 06 Mar 2016 06:14:14 +0000 http://niepoprawneradio.pl/?p=16329 JAKI PREZYDENT TAKI ZAMACH – ORZECZENIE BRONISŁAWA KOMOROWSKIEGO

LECH KACZYŃSKI ZGINĄŁ W SAMOLOCIE, ANDRZEJ DUDA MIAŁ ZGINĄĆ W PANCERNYM SAMOCHODZIE?

 

SPECJALNIE DLA WIRTUALNEJ POLONII ALEKSANDER SZUMAŃSKI

 

Na prezydenta RP prof. Lecha Kaczyńskiego przeprowadzono dwa zamachy.

Ten pierwszy na granicy Gruzji został skomentowany przez Bronisława Komorowskiego: „Jaki prezydent taki zamach”.

Ten drugi 10 kwietnia 2010 roku zaplanowany uprzednio przez stronę polską z towarzyszami radzieckim – przewodniczącym Komisji badającej „katastrofę” Wladimirem Putinem oraz z generalissimus Tatianą Anodiną, która już ze strachu zwiała do Francji, urzeczywistnił planowany zamach stanu Bronisława Komorowskiego i wbrew postanowieniom Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej uczynił go prezydentem RP.

Patrz http://niepoprawni.pl/blog/2218/zamach-stanu

W przypadku wczorajszego (4. 03. 2016 r.) groźnego incydentu wypadku drogowego, prezydenckiego opancerzonego samochodu, powstaje pytanie zasadnicze: czy był to planowany zamach na prezydenta RP?

Wiele czynników technicznych wskazuje, iż raczej wyklucza się samoistne pęknięcie tylnej opony pancernego pojazdu o wadze 4 ton. Opony w takich pojazdach są skonstruowane z podwójnymi felgami i nawet zewnętrzne ich uszkodzenie, nawet przez najechanie na ostre krawędzie różnych części samochodowych rozsypanych na drogach wyklucza jakąkolwiek awarię podwójnej przecież opony, tym bardziej, iż konstrukcja pancernego pojazdu w razie takiej awarii umożliwia bezpieczne jazdę jeszcze przez wiele kilometrów.

Na pogląd planowanego zamachu na prezydenta Andrzeja Dudę świadczą bezustanne ataki na jego osobę, prowadzone różnymi sposobami, nie tylko przez opozycję parlamentarną, poza parlamentarną, antypolską ofensywę medialną w kraju i za granicą. Opozycja parlamentarna i poza parlamentarna, Unia Europejska, Komisja Wenecka i osobiście trzeszczący strachem prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński, to najwięksi wrogowie Polski, partii rządzącej i prezydenta Rzeczypospolitej dr Andrzeja Dudy.

Pezetpeerowiec Rzepliński, pospolity „gaudeamus igitur” – „Gaude Mater Polonia” za ciężkie pieniądze, z Chińską Republiką Ludową w tle, bardziej obawia się Trybunału Stanu, czy też sądu powszechnego za ukrywanie wiedzy o zleceniodawcach mordu na bł. księdzu Jerzym Popiełuszko, (patrz – http://niepoprawni.pl/blog/aleszumm/kim-naprawde-jest-prof-andrzej-rzeplinski-rzeplinski-zhanbil-pamiec-bl-ks-jerzego )

niż utraty stanowiska prezesa TK. Niedawno w panicznym strachu oświadczył:

„Trybunał Konstytucyjny nie cofnąłby się przed delegalizacją partii politycznej, której cele lub działalność byłyby nakierowane – poza wszelką wątpliwość – na obalenie metodami niedemokratycznymi ustroju Polski”. -– stwierdził prof. Andrzej Rzepliński, prezes Trybunału Konstytucyjnego. Patrz http://wpolityce.pl/polityka/273190-rzeplinski-tk-nie-cofnalby-sie-przed-delegalizacja-partii-ktorej-cele-bylyby-skierowane-na-obalenie-metodami-niedemokratycznymi-ustroju-polski

Opozycyjne partie polityczne na czele z PO – PSL (ZSL) i Nowoczesną organizują wrogie polskiej racji stanu marsze KOD (Kordon Obskurnych Donosicieli), mając na celu odzyskanie utraconej władzy z Ryszardem Petru na premiera lub prezydenta.

Schetyna zapowiada miliony manifestantów na ulicach polskich miast, „Gazeta Wyborcza” w porozumieniu z Unią Europejską i Komisją Wenecką organizuje przecieki projektu opinii Komisji Weneckiej z paszkwilanckimi nieprawdziwymi tytułami.

W TVN grzmią kalumnijne wrzaski pogrobowców Kamila Durczoka, „dziennikarzy”, Justyny Pochanke, Anity Werner, Grzegorza Kajdanowicza, Katarzyny Kolendy-Zaleskiej, Piotra Marciniaka, Pawła Abramowicza, Jana Błaszkowskiego, Anny Czerwińskiej, Katarzyny Górniak, Cezarego Grochota, Roberta Jałochy, Renaty Kijowskiej, Dariusza Kmiecika, Jarosława Kostkowskiego, Moniki Krajewskiej, Dariusza Łapińskiego, Magdy Łucyan, Macieja Mazura, Marka Nowickiego, Pawła Płuski, Dariusza Prosieckiego, Krzysztofa Skórzyńskiego, Katarzyny Sławińskiej, Jakuba Sobieniowskiego, Macieja Worocha, Marcina Wrony, Arlety Zalewskiej, Andrzeja Zauchy, Marzanny Zielińskiej.

Nierzadko w telewizji widzimy postaci Andrzeja Zolla, Jerzego Stępnia, byłych prezesów TK wygrażającym rzekomym łamaniem Konstytucji przez prezydenta i Sejm.

 

MATEUSZ KIJOWSKI WEZWAŁ DO ZAMORDOWANIA JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO

PEŁNE NIENAWIŚCI DO ANDRZEJA DUDY WPISY KOD NA FACEBOOKU

 

Mateusz Kijowski, jeden z inicjatorów powstania Komitetu Obrony Demokracji na popularnym portalu społecznościowym wezwał do zastrzelenia Jarosława Kaczyńskiego.

Patrz http://prawy.pl/11695-tworca-kod-wzywa-do-zabicia-jaroslawa-kaczynskiego-opozycja-zaprzecza/

 

PRZERAŻAJĄCE WPISY CZŁONKÓW KOD

 

Przerażające i pełne mowy nienawiści są wpisy członków i wielbicieli Komitetu Obrony Demokracji na jego facebookowej stronie związane z wypadkiem pęknięcia opony w prezydenckim samochodzie. Oto kilkanaście następujących po sobie wpisów.

Zenon Kaczorowski: Oj, jaka szkoda.

Cezary Bąk: życzę mu śmierci w męczarniach.

Ted Roznicki: myślałem, że będziemy robić zrzutkę na kwiaty, trudno, nie wyszło.

Helena Jałosinska: byłam gotowa całą emeryturę przeznaczyć na wieniec, a niech tam.

Arleta Kokot: no patrzcie, co za peszek.

Ryszard Koczyrkiewicz: szkoda, że brzozy nie było.

Rafał Romaniuk: a to pech.

Krystyna Wardziak: pierwsze ostrzeżenie, drugiego nie będzie.

Krzysztof Kędziora: jaka szkoda, że nie było tej brzozy.

Wiesław Łabowicz: a jakby dwie?

Artu Dru: Niestety nic mu się nie stało.

Józef Kazik Kaźmierczak: Lech na Wawelu już się cieszył a tu dupa zimna.

Bartosz Czerniec: Czekamy na replay – tym razem skuteczny.

Iwona Szczypińska: Jakoś się nie przejęłam i wcale bym nie płakała, gdyby…

Andrzej Ż. Pacha: Szkoda, że nie przednia strzeliła.

Jadwiga Konik: Szkoda, że nie dwie.

Kasia Daroszewska: Szkodników mało żal.

Krzysztof Tomasz Ratajczak: szkoda, że go szlak nie trafił, a taką miałem nadzieję.

Jędrzej L-ski: No szkoda, że się nie udało, kierowca miał szansę zostać bohaterem.

Tomasz Pokora: Pewnie brzoza… szkoda… a było tak blisko.

Wojtek Woś: Szkoda, cholera, a byłoby fajnie.

 

Takich wpisów są setki. W ogromnej większości pod nazwiskami, ze zdjęciami. Bez zażenowania, z pełną otwartością. Przecież w Komitecie Obrony Demokracji ludzie są odważni, „wykształceni, przepełnieni miłością do bliźnich” – jak sami twierdzą – i w większości z wielkich miast. Tymi wpisami powinien zając się prokurator i doprowadzić do ukarania ludzi posługującymi się mową nienawiści!

 

KILKA ZDAŃ O ANDRZEJU ZOLLU.ANDRZEJ ZOLL MASON PRZEWODNICZĄCY RADY CENTRUM JANA PAWŁA II „NIE LĘJAJCIE SIĘ”.

 

Wnuk i prawnuk Fryderyków Zollów, profesorów UJ (tzw. starszego i młodszego).

Fryderyk Zoll (starszy) umożliwił ucieczkę z więzienia tow. Leninowi.

Fryderyk Zoll (młodszy) kolaborował z Niemcami Adolfa Hitlera i na polecenie Hansa Franka został zwolniony w czasie perfidnej niemieckiej akcji „Sonderaktion Krakau”, po której wielu profesorów UJ i innych krakowskich wyższych uczelni zmarło w niemieckich obozach zagłady. Patrz http://palestra.pl/old/index.php?go=artykul&id=1816

Andrzej Zoll b. rzecznik praw obywatelskich, b. prezes TK piastuje od roku 2005 funkcję Przewodniczącego Rady Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się”.

W mojej korespondencji z Krakowa zatytułowanej „Masoneria inaczej z autorytetem w tle” pomieszczonej w „Kurierze Codziennym” Chicago z dnia 25 – 28 maja 2007 roku w sposób precyzyjnie udokumentowany przedstawiłem fakty dotyczące powołania prof. Andrzeja Zolla przez Kurię Krakowską na kierowanie Fundacją kościelną „Pro Publico Bono” w tym na szefostwo Rady Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się”.

Udokumentowałem również zapis dokonany przez Ludwika Hassa – historyka wolnomularstwa w jego książce „Wolnomularze polscy w kraju i na świecie 1821 – 1999 słownik biograficzny” /wydawnictwo Rytm Warszawa 1999/

w której figuruje w liście polskich masonów – Andrzej Zoll – profesor prawa, Kraków.

Aby nie stwarzać wątpliwości do intencji prof. Andrzeja Zolla, jak również stosunku Kościoła rzymsko-katolickiego do zrzeszeń wolnomularskich (masońskich) zacytowałem tekst deklaracji „Kongresu Doktryny Wiary” z 1983 roku podpisanej przez prefekta kard. Józefa Ratzingera, przyjętej przez papieża Jana Pawła II, ogłoszonej na jego polecenie.

Czytamy w niej :

„…Negatywna ocena Kościoła o wolnomularskich zrzeszeniach pozostaje wciąż niezmienna, ponieważ ich zasady były zawsze uważane za nie do pogodzenia z nauką Kościoła i dlatego też przystąpienie do nich pozostanie nadal zabronione. Wierni, którzy należą do wolnomularskich zrzeszeń, znajdują się w stanie grzechu ciężkiego i nie mogą przyjmować Komunii świętej”.

Wystąpienia społeczno – polityczne prof. Andrzeja Zolla są ogólnie znane. Przypomnę niektóre z nich:

„Niestety Kaczyńscy nastawieni są na budowę państwa opiekuńczego. Totalitaryzm nie zawsze sprowadza się do obozów koncentracyjnych. Państwo opiekuńcze też jest pewną. formą totalitaryzmu”.

„Odnoszę wrażenie, że zbliża się godzina powrotu na scenę polskiej inteligencji”. („Wodzowie profesorskiej rewolucji” – Paweł Sergiejczyk „Nasza Polska” nr 18 – 19 z dnia 30. 04 – 8. 05. 2007).

 

PĘKNIĘCIE TYLNEJ OPONY W PANCERNYM SAMOCHODZIE PREZYDENTA ANDRZEJA DUDY

 

Groźny incydent z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy na autostradzie A4 w dniu 4 marca 2016 r. W prezydenckiej limuzynie pękła tylna opona. Tylko dzięki doskonałym umiejętnościom kierowcy udało się uniknąć zderzenia z innymi samochodami i barierami. Auto zjechało na pobocze, nikomu nic się nie stało. Opona ma być poddana badaniom. Tylko dzięki doskonałym umiejętnościom kierowcy z BOR-u, udało się uniknąć zderzenia z innymi samochodami i barierami. Auto zjechało na pobocze, nikomu nic się nie stało. Opona ma być poddana badaniom.

Prezydent jechał autostradą A4 z Karpacza, auto poruszało się z prędkością autostradową (około 160 km/godz.) a więc znaczną. W okolicach Lewina Brzeskiego k. Opola pękła tylna opona w prezydenckiej limuzynie. Tylko dzięki doskonałym umiejętnościom kierowcy BOR-u udało się uniknąć nieszczęścia i zderzenia z innymi autami i z barierą ochronną między jezdniami. Limuzyna zjechała na pobocze.

Andrzejowi Dudzie ani nikomu z towarzyszących mu ludzi nic się nie stało. Prezydent został natychmiast przesadzony do innego samochodu w kolumnie i kontynuował podróż do Wisły na konkurs Pucharu Świata w skokach narciarskich.

Andrzej Duda: Teoretycznie taka sytuacja nie powinna się zdarzyć.

Andrzej Duda w rozmowie z Faktami TVN powiedział, że auto, którym jechał, wpadło w poślizg i zsunęło się do rowu. Jak dodał, nikomu nic się nie stało, „do żadnego poważnego wypadku absolutnie nie doszło”.

Prezydent podkreślił, że kierowca „zachował się wzorowo”. Można powiedzieć: rzeczywiście super fachowiec – zaznaczył.

Teoretycznie taka sytuacja nie powinna się zdarzyć, więc rozumiem, że muszą być przeprowadzone rutynowe badania także tej opony, która się rozleciała kompletnie i będzie to sprawdzone – stwierdził również Andrzej Duda.

Natychmiast po incydencie szczegółowe zbadanie jego okoliczności i szczegółowe przebadanie samej opony zarządził szef Biura Ochrony Rządu płk Andrzej Pawlikowski, z którym rozmawiał dziennikarz RMF FM Mariusz Piekarski.

Wiadomym jest, że podczas jazdy samochodem opona czasem strzela, są takie przypadki. Ale tu chodzi o samochód pancerny, dlatego też sam jestem ciekaw, co było przyczyną pęknięcia tej opony – powiedział płk Pawlikowski.

Zarówno Biuro Ochrony Rządu, jak i policja podejmą czynności wyjaśniające i opona, która pękła, zostanie zbadana – podkreślił.

Wieczorem lakoniczny komunikat w sprawie incydentu wydało Biuro Ochrony Rządu. W dniu 4 marca 2016 roku w trakcie przejazdu kolumny specjalnej Biura Ochrony Rządu w jednym z pojazdów uległa uszkodzeniu opona. Życiu i zdrowiu osób podlegających ochronie BOR nie zagraża niebezpieczeństwo. Biuro Ochrony Rządu współpracując z Policją ustala przyczyny zdarzenia – napisano.

Mariusz Błaszczak: Nie mogę przesądzić czegokolwiek, niczego nie wykluczam, nie mam żadnych teorii.

Szef MSWiA Mariusz Błaszczak, któremu podlega Biuro Ochrony Rządu, poinformował w rozmowie z Mariuszem Piekarskim, że zwrócił się już do szefa BOR-u „o wyjaśnienie tej sprawy”. Zostanie powołana komisja, wszystkie okoliczności zostaną sprawdzone. Nie mogę przesądzić czegokolwiek, niczego nie wykluczam, nie mam też żadnych teorii, które by (to zdarzenie) wyjaśniały. Oczywiście to nie powinno się zdarzyć – podkreślił minister.

Jak zapowiedział: Wobec tych, którzy zaniedbali tą sprawę, zostaną wyciągnięte konsekwencje.

Pojawiły się głosy, że opona w aucie prezydenta nie powinna pęknąć na trasie. Co na to były szef Biura Ochrony Rządu?

„- Dziwi mnie to , że ta opona pękła i taka była reakcja samochodu. Tego typu samochody, opancerzone samochody, są wyposażone w specjalne koła. Ten samochód nie powinien był się tak zachować – powiedział w TVN24 były szef BOR gen. Marian Janicki. – Komisja będzie miała co robić – dodał. Janicki tłumaczył, że tego typu auto powinno zachowywać się inaczej podczas podobnego wypadku. Sama opona powinna wytrzymać kilkadziesiąt kilometrów, nawet po przestrzeleniu.

– W momencie zamachu, przestrzelenia tej opony, samochód powinien z prędkością 80 kilometrów na godzinę jechać jeszcze przez 30 kilometrów – stwierdził Janicki. – Jeżeli prędkość była ok. 160-170 kilometrów na godzinę, to w tym momencie pojawia się problem. Samochód waży ok. 3 tony, więc można sobie wyobrazić, jak powinien się zachować, a jak się zachował – tłumaczył były szef BOR.

Jak napisał na Facebooku Witold Jurasz, którego pasją – jak sam stwierdził – jest motoryzacja, wszyscy czołowi producenci aut opancerzonych oferują opony z wkładką z kompozytów, które pozwalają na kontynuowanie jazdy nawet po ich przestrzeleniu czy też po przejechaniu przez kolczatkę bez utraty kontroli nad samochodem i zmiany kierunku jazdy. Opona taka ma wewnątrz tak jakby felgę nałożoną na felgę. Cechą takich opon jest dużo szybsze ich zużywanie – oznacza to konieczność ich regularnej wymiany nawet co 10 000 km, a jej koszt przekracza koszt zwykłej kilkunastokrotnie.

Jurasz wyjaśnia, że prezydent jechał autem marki BMW, serii 7 poprzedniej generacji. W autach tych wspomniane opony montowano jako standard. Pisze, że z zasady nie lubi teorii spiskowych, ale auto nie zachowało się tak, jak powinno się zachować auto opancerzone, wyposażone w opisane wyżej opony. Przyczyną takiego zachowanie opony mogło być niewymienianie opon na czas, zamienienie ich na zwykłe czy też nieprzetaczanie auta, co jest konieczne, gdyż opona może ulec odkształceniu z powodu dużej masy samochodu.

Inni eksperci mają podobne zdanie na temat zdarzenia.

– To faktycznie bardzo dziwna sytuacja, biorąc pod uwagę typ opony, jaka uległa według przekazów medialnych zniszczeniu. Samochód powinien nawet przy braku powietrza w oponie przejechać jeszcze przynajmniej kilka kilometrów – powiedział portalowi niezalezna.pl Piotr Trzaska, biegły rzeczoznawca sądowy.

 

KOMISJA WENECKA

 

Od zeszłego tygodnia nie gasną echa dyskusji wokół Komisji Weneckiej i projektu jej opinii na temat Polski, do którego dotarła „Gazeta Wyborcza”. Zdaniem PiS doszło do publikacji „przecieku”, który posłużył opozycji „do przypuszczenia brutalnego ataku na rząd, wyłącznie w celach politycznych”. W rozmowie z Interią dr hab. Piotr Wawrzyk z Instytutu Europeistyki Uniwersytetu Warszawskiego przyznaje, że projekt opinii Komisji Weneckiej „nie przystaje do polskich realiów”.

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/tylko-u-nas/news-ekspert-projekt-opinii-komisji-weneckiej-jest-oderwany-od-po,nId,2154699#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

 

WIELKIE PRZEŻYCIA POLAKÓW

 

Incydent z prezydencką limuzyną i Andrzejem Dudą na pokładzie budzi wielkie emocje Polaków. Nie tylko zwykli internauci, ale i sprzyjający PiS dziennikarze mówią o zamachu na życie głowy państwa z lożą masońską w tle.

Żałuję, że nie powiedziałem tego mocniej – tak Bronisław Komorowski odpowiedział na pytanie, czy nie żałuje swojego komentarza po ostrzelaniu kolumny Lecha Kaczyńskiego w Gruzji: „Jaki prezydent, taki zamach”.

 

Czytaj więcej: http://www.polskatimes.pl/artykul/458618,jaki-prezydent-taki-zamach-komorowski-zaluje-ze-nie-powiedzialem-tego-mocniej,id,t.html

 

 

 

 

 

 

]]>
http://niepoprawneradio.pl/?feed=rss2&p=16329 0
KOMISJA WENECKA AGENDĄ „GAZETY WYBORCZEJ” http://niepoprawneradio.pl/?p=16305 http://niepoprawneradio.pl/?p=16305#respond Thu, 03 Mar 2016 11:53:40 +0000 http://niepoprawneradio.pl/?p=16305 KOMISJA WENECKA Z „GAZETĄ WYBORCZĄ” W TLE

INSTYTUT ORDO IURIS PRZEDSTAWIŁ KOMISJI WENECKIEJ OPINIĘ W SPRAWIE ZMIAN W USTAWIE O TRYBUNALE KONSTYTUCYJNYM

Data publikacji: 2016-02-09 12:00

 

Przedstawiciele Instytutu Ordo Iuris spotkali się z Komisją Wenecką i przedstawili stanowisko dotyczące niektórych przepisów zawartych w nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Wcześniej Instytut przekazał Komisji pisemną opinię w tej sprawie. Instytut zwraca w szczególności uwagę, że wprowadzenie reguł dotyczących kolejności rozpatrywania przez Trybunał wniosków o kontrolę zgodności aktów prawnych z Konstytucją zagwarantuje, że sprawy o istotnej wadze z perspektywy praw obywatelskich i praw człowieka nie będą rozpatrywane z nadmiernym opóźnieniem. Komisja ma w najbliższych tygodniach zaopiniować zmiany w ustawie o TK przyjęte pod koniec grudnia.

Już pod koniec stycznia Instytut Ordo Iuris przekazał Europejskiej Komisji na Rzecz Demokracji przez Prawo (nazywanej również Komisją Wenecką) opinię w sprawie nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Komisja ma zaopiniować zmiany w polskim Trybunale w związku z wnioskiem Ministra Spraw Zagranicznych Witolda Waszczykowskiego, który został przedstawiony 23 grudnia ubiegłego roku. Komisja Wenecka nie jest organem kontrolnym, a jej stanowisko będzie miało jedynie charakter rekomendacji, która nie będzie miała wobec naszego kraju mocy wiążącej.

Instytut postanowił przedstawić swoje stanowisko ze względu na duże znaczenie wprowadzonych zmian z perspektywy ochrony praw obywatelskich. Przyjęta przez Sejm 22 grudnia ubiegłego roku nowelizacja ustawy o TK wprowadziła szereg modyfikacji w postępowaniu przed Trybunałem, ale pisemna opinia Instytutu odnosi się tylko do zmiany art. 80, który ma szczególne znaczenie z punktu widzenia działalności Ordo Iuris. Przepis ten zmienia procedurę ustalania przez Prezesa Trybunału kolejności rozpatrywania spraw przez składy orzekające TK. W przekonaniu Instytutu zmiana ta służy realizacji prawa do rozpatrzenia sprawy przez sąd bez nieuzasadnionej zwłoki, które jest zagwarantowane w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz Konstytucji RP. Instytut podnosi, że zmiana art. 80 pozwoli ograniczyć swobodę w określaniu terminów rozpatrywania spraw przez Trybunał Konstytucyjny, która budziła wątpliwości co do zgodności z konstytucyjnymi gwarancjami prawa obywateli do rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki (art. 45 Konstytucji).

Brak czytelnych zasad określających kolejność rozpatrywania wniosków wiąże się bezpośrednio z działalnością Instytutu, który zajmuje się m.in. przygotowaniem wniosków o kontrolę zgodności ustaw z Konstytucją. Do dzisiaj nie został rozpatrzony przez Trybunał Konstytucyjny przygotowany przez prawników Ordo Iuris i złożony przez grupę posłów wniosek w sprawie kontroli zgodności z Konstytucją niektórych przepisów ustawy z dnia 28 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Wniosek oczekuje na rozpoznanie od ponad roku i 5 miesięcy, chociaż reprezentujący wnioskodawców mec. Jerzy Kwaśniewski z Ordo Iuris zwrócił się do Trybunału z pisemną prośbą o pilne rozpatrzenie ze względu na jego istotną wagę z perspektywy praw obywatelskich.

Brak rozpatrzenia wniosku zaskarżony art. 12a ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie umożliwia odebranie dziecka rodzicom bez uprzedniej decyzji sądu na podstawie decyzji pracownika socjalnego działającego w porozumieniu z funkcjonariuszem policji. Od 2010 roku liczba dzieci odbieranych rodzicom rośnie bardzo szybko. W samym tylko 2013 r. odebrano aż 587 dzieci na podstawie zakwestionowanego przepisu, co oznacza, że każdego dnia 2 dzieci było oddzielanych od swoich rodziców.

Obowiązujące przepisy jednoznacznie negatywnie oceniają badania dotyczące ich funkcjonowania. Raport Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości wskazuje, że większość odebranych w tej procedurze dzieci w ogóle nie doświadczyło przemocy domowej, a raport Najwyższej Izby Kontroli wykazał, że po wejściu w życie przepisów ustanawiających tzw. procedurę Niebieskiej Karty wykrywalność przemocy domowej znacznie się zmniejszyła, a sytuacja ofiar pogorszyła się.

Pomimo wysokiego znaczenia sprawy dla tysięcy rodziców w Polsce oraz praw dzieci, Prezes Trybunału Konstytucyjnego dotychczas nie wyznaczył daty rozpatrzenia sprawy. Tymczasem wnioski złożone po 28 sierpnia 2014 r. o znacznie mniejszej wadze zostały już rozpatrzone przez Trybunał. TK rozpoznał:

– wniosek z 24 września 2014 r. w sprawie otwarcia zawodu urbanisty został rozpatrzony w dniu 24 marca 2015 r.

– wniosek z 16 września 2014 r. w sprawie przepisów BHP dotyczących służb mundurowych został rozpatrzony w dniu 24 listopada 2015

– wniosek z 6 października 2014 r. w sprawie kwoty wolnej od podatku został rozpatrzony w dniu 28 października 2015 r.

– wniosek z 6 października 2014 r. w sprawie odpowiedzialności Skarbu Państwa za szkody powodowane przez objęte ochroną gatunkową zwierzęta dziko występujące

Po wejściu nowelizacji ustawy o Trybunale w życie, daty rozpraw oraz posiedzeń niejawnych, na których wyznaczone składy orzekające rozpatrują wnioski, będą ustalane w porządku chronologicznym, tj. według kolejności wpływu.

Ordo Iuris stoi na stanowisku, że wraz z wprowadzeniem nowego przepisu prawo do rozpatrzenia sprawy przez sąd bez nieuzasadnionej zwłoki będzie realizowane w wyższym stopniu niż dotychczas.

Podczas spotkania z Komisją Wenecką, w którym udział wzięli również pracownicy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, przedstawiciele Instytutu Ordo Iuris zwrócili także uwagę na nietrafność szeregu zastrzeżeń prawnych wobec innych przepisów ustawy.

 

Źródło:

file:///D:/Pulpit/PULPIT%20MARZEC%202016/Instytut%20Ordo%20Iuris%20przedstawi%C5%82%20Komisji%20Weneckiej%20opini%C4%99%20w%20sprawie%20zmian%20w%20ustawie%20o%20Trybunale%20Konstytucyjnym%20-%20ORDO%20IURIS%20Instytut%20na%20rzecz%20Kultury%20Prawnej.htm

 

Poniżej list otwarty ministra Spraw Zagranicznych Witolda Waszczykowskiego skierowany do Pierwszego Wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa

 

 

Minister Spraw Zagranicznych

Witold Waszczykowski                                                        Warszawa 29 lutego 2016

 

 

 

 

Szanowny Panie Sekretarzu Generalny,

 

Z najwyższą troską zwracam Pana uwagę na niefortunne zdarzenie, które miało miejsce w ramach współpracy pomiędzy Rządem RP a Komisją Wenecką Rady Europy.

Jak Panu wiadomo w dniu 23 grudnia 2015 r. wystąpiłem z wnioskiem o opinię w sprawie ustawy z 25 czerwca 2015 r. zmieniającej ustawę o Trybunale Konstytucyjnym. Inicjatywa ta była podyktowana moim przekonaniem, że Komisja Wenecka poza wiedzą w dziedzinie zagadnień prawnych jest organem odgrywającym wyjątkową rolę w zarządzaniu sporami oraz, że może walnie przyczynić się do osiągnięcia konsensusu w kwestiach delikatnych z punktu widzenia prawnego i politycznego. Przyjąłem Pana osobistą rekomendację w tym względzie, Panie Sekretarzu Generalny, jako dodatkową solidną gwarancję rzetelności takiej procedury. Zgodnie z ustaloną procedurą, projekt opinii przygotowanej przez grupę roboczą sprawozdawców jako dokument poufny powinien być dostępny dla wyraźnie określonego grona zainteresowanych stron. Stanowi on podstawę konstruktywnego dialogu pomiędzy władzami oraz członkami Komisji Weneckiej, którego celem jest przyczynienie się do procesu wypracowywania trwałego rozwiązania. Można oczekiwać, że uwagi i poglądy Rządu RP wyrażone przez jego przedstawicieli na spotkaniu w dniach 12 i 13 marca 2016 r. zostaną przeanalizowane i wzięte pod uwagę przez członków Komisji przed przyjęciem i upublicznieniem tekstu ostatecznego. Postrzegam taką procedurę jako integralny proces prowadzący do identyfikowania sposobów osiągnięcia możliwego kompromisu.

Władze polskie otrzymały projekt opinii 26 lutego 2016 r. (piątek) po południu.

Następnego dnia główny dziennik „Gazeta Wyborcza” dobrze znany ze swojego agresywnego nastawienia do rządu RP, napisał o zastrzeżonym projekcie pod mylącym tytułem: „Komisja Wenecka ostro krytykuje zmiany w ustawach o Trybunale Konstytucyjnym”. Artykuł zawiera streszczenie projektu, cały czas odwołując się do „opinii Komisji Weneckiej”, tym samym powodując mylne wyrażenie przez większą część artykułu, że projekt ten odzwierciedla poglądy wszystkich członków. Link do angielskie wersji projektu umieszczono w internetowej wersji gazety.

Inne media natychmiast zacytowały artykuł, powtarzając ten sam błąd rzeczowy.

Dziennikarze zwrócili się do Prezes rady Ministrów, która odbywała właśnie oficjalną wizytę w kraju, zadając jej pytania na temat treści opinii. Premier nie mogła rzecz jasna posiadać wiedzy na ten temat.

Ponadto niektórzy przedstawiciele opozycji postanowili nie honorować procedury ustanowionej przez Komisję Wenecką i skomentowali projekt, zgłaszając pod adresam Rządu daleko idące żądania. Tym samym proces, który w swym zamyśle miał wnieść wkład do dialogu politycznego, został wykorzystany przez opozycję do przypuszczenia brutalnego ataku na Rząd w celach wyłącznie politycznych.

To uchybienie przyjętej procedurze i oczekiwanym standardom, jak również brak poszanowania dla procesu współpracy istotnie wpływa na zaufanie, które winno być podstawą w relacjach pomiędzy Radą Europy i przedstawicielami polskiego Rządu. Jestem głęboko zaskoczony, że Komisja Wenecka nie podjęła odpowiednich kroków, by uniknąć wykorzystania opinii jako instrumentu politycznego do atakowania Rządu, będącego lojalnym członkiem rady Europy. Niepokoi, że dziennikarze otrzymali projekt zapewne jeszcze przed przedstawicielami Rządu. Ten incydent świadczy o tym, że motywacją dziennikarzy, którzy zdecydowali się upublicznić zastrzeżony dokument na tym etapie oraz przedstawiciele opozycji, którzy natychmiast wykorzystali tę publikację jako argument przeciw rządzącej większości, nie była szczera wola znalezienia konstruktywnego rozwiązania.

Z przykrością stwierdzam, że działania Komisji Weneckiej, jeszcze przed konkluzjami tej pracy, zostały bez skrupułów wykorzystane do celów politycznych. Ten smutny fakt rzuca dodatkowe światło na polityczny kontekst i implikacje dyskusji wokół Trybunału Konstytucyjnego w Polsce.

Moje zdumienie zwiększa dodatkowo fakt, że przewodniczący Komisji Weneckiej nie podjął natychmiastowej reakcji w formie oświadczenia potępiającego przeciek i jego wykorzystanie do celów politycznych.

Proszę przyjąć Panie Sekretarzu Generalny, zapewnienia mojego poważania.

 

Podpis

Witold Waszczykowski

 

]]>
http://niepoprawneradio.pl/?feed=rss2&p=16305 0
Nowe szokujące fakty zamordowania bł. ks. Jerzego Popiełuszki http://niepoprawneradio.pl/?p=16303 http://niepoprawneradio.pl/?p=16303#respond Tue, 01 Mar 2016 14:38:03 +0000 http://niepoprawneradio.pl/?p=16303 NIEZNANE, UKRYWANE I SZOKUJĄCE FAKTY DOTYCZĄCE ŚMIERCI BŁ. KS. JERZEGO POPIEŁUSZKI.

CZY PREZES TK PROF. ANDRZEJ RZEPLIŃSKI UKRYWA MORDERCÓW KS. POPIEŁUSZKI?

O CZYM WIE I CO UKRYWA PROF. ANDRZEJ RZEPLIŃSKI?

LECHA WAŁĘSY „BOLKA” DROGA NADZIEI DO UKRYWANIA ZBRODNIARZY SB BŁ. KSIĘDZA JERZEGO POPIEŁUSZKI.

O CZYM WIEDZĄ I CO UKRYWAJĄ TAJNY WSPÓŁPRACOWNIK SB LECH WAŁĘSA „BOLEK” I JEGO SEKRETARZ MIECZYSŁAW WACHOWSKI?

 

Specjalnie dla Niepoprawnego Radia opracował Aleksander Szumański

 

Twarz ks. Popiełuszki była tak zmasakrowana, że trudno było go rozpoznać. Relacja ks. Grzegorza Kalwarczyka odtwarza przerażające szczegóły. Między innymi ks. Kalwarczyk przytacza fragment wypowiedzi lekarza:

Stwierdził, iż w swojej praktyce lekarskiej nigdy nie dokonywał sekcji zwłok, które wewnętrznie byłyby tak uszkodzone, jak było to w przypadku wnętrza ciała Księdza Jerzego”.

I jeszcze jeden nieujawniony w czasie zeznań lekarza przeprowadzającego autopsję fakt, że podczas tortur wyrwano Księdzu Jerzemu język.

Od ponad dwudziestu lat w dziwnych okolicznościach giną ludzie, którzy próbują dociec prawdy o zamordowaniu księdza Jerzego Popiełuszki. Kto i dlaczego sabotuje śledztwo w sprawie „zbrodni stulecia”?

-„Przestań gadać, albo skończysz w Wiśle jak twój brat” – te słowa wielokrotnie słyszał w słuchawce telefonu Józef Popiełuszko – brat księdza Jerzego.

To właśnie on swoimi zeznaniami pomagał śledczym IPN-u w wyjaśnieniu prawdy o zbrodni na kapelanie „Solidarności”.

Szantażyści domagali się od niego i jego najbliższych, aby nie rozmawiał z prokuratorami, niczego nie pamiętali i nie mówili na temat księdza.

Kilkakrotnie grozili im śmiercią.

Józef Popiełuszko był nieustraszony w dążeniu do ustalenia prawdy o śmierci brata.

Za swoją wytrwałość zapłacił wielką tragedią. W 1996 roku w białostockim szpitalu zmarła jego żona – Jadwiga Popiełuszko. W akcie zgonu, jako przyczynę śmierci wpisano lakoniczną formułę: „Zatrucie alkoholem metylowym”.

To zdumiewająca przyczyna, bowiem pani Popiełuszko znana była jako osoba nie pijąca.

Zadziwia również zawartość alkoholu w jej krwi, przekraczająca o wiele dawkę śmiertelną.

Pomimo próśb rodziny nie udało się wykonać sekcji zwłok, która wskazałaby prawdziwą przyczynę zgonu.

 

TEN LEKARZ NIGDY NIE WYKONYWAŁ SEKCJI ZWŁOK,

KTÓRE WEWNĘTRZNIE BYŁYBY TAK USZKODZONE

 

Na jej rękach zauważyłem malutkie ślady po igłach, w okolicach żył.

Wskazywały one, że ktoś wstrzyknął tej pani do żył truciznę w formie stężonego alkoholu – opowiada „Polskiemu Radiu” pragnący zachować anonimowość lekarz z białostockiego szpitala, który jako jeden z pierwszych oglądał ciało zmarłej.

„- Potem przełożony naciskał mnie, abym nikomu o tym nie wspominał i jak najszybciej zapomniał o sprawie”.

Zastraszanie Józefa Popiełuszki i tajemnicza śmierć jego małżonki to zaledwie jeden z wielu tragicznych epizodów brutalnej gry służb specjalnych PRL-u. Jej celem od początku jest zamknięcie ust wszystkim osobom, które mogłyby podważyć oficjalną wersję zbrodni na księdzu Jerzym Popiełuszce.

Gra zaczęła się w kilka dni po męczeńskiej śmierci kapelana Solidarności i nieprzerwanie trwa do dzisiaj.

„Polskie Radio” odtworzyło kulisy jednej z największych mistyfikacji ostatnich lat.

 

SEKRETY PŁETWONURKA

 

Oficjalna wersja śledztwa dotycząca odnalezienia zmasakrowanych zwłok księdza jest kłamstwem.

To Krzysztof Mańko – płetwonurek z Wrocławia – już 26 października 1984 roku, w godzinach popołudniowych, jako pierwszy odnalazł w Wiśle i wyłowił ciało księdza Popiełuszki.

To, co się działo kilka godzin później, wiadomo dzięki zeznaniom osób obecnych w tym dniu na tamie.

– Zwłoki zostały ponownie wyłowione przez płetwonurków, a następnie zaczepione do pontonu i holowane w ten sposób do brzegu. Tam, gdzie znajdowała się chwilowa baza płetwonurków i ekipy poszukiwawczej, podjechał samochód marki „Nysa” i do niego zostały załadowane zwłoki – czytamy w protokole przesłuchania Andrzeja Czerwińskiego – wrocławskiego płetwonurka.

Dzięki m.in. tym zeznaniom, prokuratorzy IPN ustalili, że człowiekiem, który pierwszy wydobył zwłoki księdza był Krzysztof Mańko.

Krewni płetwonurka, do których dotarliśmy opowiadają, że po tym wydarzeniu Mańko czegoś panicznie się bał. Nie chciał z nikim rozmawiać, zamknął się w sobie, a w końcu wyszedł z domu i więcej nie wrócił.

Otrzymał paszport 1 listopada 1984 roku i wyjechał z Polski.

Do dzisiaj mieszka i pracuje w Grecji.

Po 2000 roku udało mu się skutecznie uniknąć spotkania ze śledczymi Instytutu Pamięci Narodowej.

Ten człowiek posiada wiedzę, która może się okazać kluczowa do odtworzenia przebiegu zbrodni – mówią prokuratorzy, którzy prowadzili śledztwo w sprawie zamordowania kapłana.

Tylko ten płetwonurek mógłby pomóc w ustaleniu co działo się z ciałem księdza po jego ostatecznym wydobyciu z Wisły w dniu 30 października. Sam Mańko do dzisiaj milczy i nie chce wracać do Polski. Dzięki zeznaniom pracowników włocławskiej tamy, śledczy IPN odkryli, że po 26 października przeprowadzona została pierwsza sekcja zwłok kapłana. Tymczasem z zeznań włocławskich prokuratorów, którzy w 1984 r. prowadzili sprawę wynika, że sekcję tą wykonał anatomopatolog ze szpitala wojewódzkiego w Bydgoszczy. Żadna przesłuchiwana osoba nie była jednak w stanie przypomnieć sobie jego nazwiska. W szpitalnym archiwum nie zachował się protokół tej sekcji (choć prawo nakazuje trzymać takie dokumenty przez 20 lat).

 

TAJEMNICZE OKOLICZNOŚCI ŚMIERCI TADEUSZA KOWALSKIEGO

 

Równie tajemnicze są okoliczności śmierci Tadeusza Kowalskiego. Tadeusz Kowalski – rybak z włocławskiej spółdzielni „Certa” – miał zwyczaj wieczorem kłusować po Wiśle. Towarzyszyli mu w tym kolega i szwagier.25 października 1984 roku, ok. godz. 22 00. Kowalski i jego dwaj towarzysze widzieli jak tajemniczy mężczyźni wrzucają do zlewu ciało ks. Jerzego Popiełuszki. Byli tak blisko, że zwłoki kapłana omal nie wpadły do ich łódki. Trzej mężczyźni obiecali sobie milczenie. Bali się o swoje życie. To co widzieli, powtórzyli dopiero prokuratorom IPN. Kilka tygodni po złożeniu zeznań Tadeusz Kowalski trafił do szpitala, gdzie po kilu dniach umarł. W akcie zgonu, jako przyczynę wpisano „zatrucie alkoholem metylowym”. To zdumiewające, bo tak samo określono powód śmierci Jadwigi Popiełuszkowej. Biorąc pod uwagę datę śmierci, rodzaj choroby i okres pobytu w szpitalu należałoby przyjąć, że Kowalski zatruł się alkoholem podczas hospitalizacji. Znajomi pamiętają go jako człowieka cieszącego się udanym życiem rodzinnym, szczęśliwego, zdrowego. Czy to możliwe, aby szczęśliwy mężczyzna po 50-tce popełnił samobójstwo, upijając się zatrutym alkoholem? Wyjaśnienie tej sprawy może być bardzo trudne, bo sekcji zwłok Kowalskiego nie przeprowadzono, choć jego rodzina starała się o to.

 

CIEŃ KGB

 

Cień szansy na wyjaśnienie prawdy o zbrodni miał Andrzej Grabiński, w okresie PRL-u znany obrońca opozycjonistów, podczas „procesu toruńskiego” oskarżyciel posiłkowy reprezentujący rodzinę Popiełuszków. Grabiński – świetnie wykształcony prawnik – od początku dostrzegał rażące błędy w postępowaniu sądowym które nie doprowadziło do wyjaśnienia prawdy. Mecenas – nie zadowolony z tego, że sąd nie wykrył prawdziwych inicjatorów zbrodni – zapowiedział apelację. Gdyby do tego doszło, sąd wyższej instancji musiałby ponownie przeprowadzić cały proces. To zaś mogło zniweczyć cały plan wielkiej mistyfikacji. Kilka dni przed upływem terminu złożenia apelacji w domu na Saskiej Kępie należącego do rodziny Grabińskich wybuchła bomba, w wyniku czego zginęła 25-letnia Małgorzata Grabińska. W trakcie śledztwa okazało się, że właściciel domu nie był słynnym mecenasem, a zbieżność ich nazwisk była przypadkowa. Do dzisiaj nie ustalono, czy była to próba zastraszenia, czy zamordowania adwokata. Szanse wyjaśnienia tej sprawy są znikome, bo po 1989 r. zaginęły materiały z tego śledztwa.

30 listopada 1984 roku w Białobrzegach – niewielkiej miejscowości przy trasie Kraków – Warszawa wydarzył się tajemniczy wypadek drogowy. Ok. godz. 20.00 w jadącego od strony Krakowa fiata uderzył rozpędzony jelcz. Na miejscu zginęli dwaj pasażerowie fiata i ich kierowca. Milicjanci ograniczyli się tylko do tego, by wpisać w protokole, że podróżujący fiatem nie mieli żadnych szans, a kierowca ciężarówki uciekł z miejsca wypadku. Nie wszczęto żadnego dochodzenia, by wyjaśnić okoliczności wypadku, nie podjęto również jakiejkolwiek próby odnalezienia ciężarówki, ani zidentyfikowania jej kierowcy. Nie przesłuchano żadnych świadków zderzenia, choć tragiczne zderzenie dobrze widziało kilku okolicznych mieszkańców.

„O tym wypadku dowiedziałem się dzień wcześniej, wieczorem, jeszcze zanim się wydarzył” – opowiada Stefan Bratkowski – pisarz i dawny działacz opozycji. „Byłem tylko ciekaw jaką przyczynę wymyślą. Kiedy prasa podała, że był to wypadek samochodowy, nie miałem żadnych wątpliwości, że było to sfingowane morderstwo”.

O mającym się wydarzyć wypadku, Bratkowskiego poinformował jego przyjaciel – nie żyjący już warszawski prawnik Bogumił Studziński. Szef ochrony gen. Jaruzelskiego – płk Artur Gotówko mówił w 1991 roku: „Tam w Białobrzegach nie dawano ofiarom najmniejszych szans. Wiem jak się to robi”. Prokuratorzy IPN, którzy podjęli ten wątek, szybko odkryli, że ciężarówka staranowała fiata dokładnie według metod uczonych na specjalnych kursach NKWD, a potem KGB i GRU. W wypadku w Białobrzegach zginęli dwaj oficerowie MSW płk Stanisław Trafalski i major Wiesław Piątek. Wracali z południa Polski, gdzie przez kilka poprzednich tygodni badali wcześniejszą działalność i powiązania Grzegorza Piotrowskiego, Leszka Pękali i Waldemara Chmielewskiego.

Ze wszystkich czynności sporządzili szczegółowe raporty i notatki, które wieźli w bagażniku fiata. Dokumentacji tej nigdy nie odnaleziono. Nie ma o nich również żadnej wzmianki w protokołach powypadkowych. Zachowały się natomiast niektóre ich notatki sporządzone podczas pracy w Krakowie i Tarnowie i pozostawione w tamtejszych aktach operacyjnych. Przez przypadek nie zostały zniszczone w latach 1989 – 1990, dzięki czemu przejął je IPN. Notatki te dotyczą działalności Grzegorza Piotrowskiego wymierzonej w Kościół i księży. Pozwalają poznać istotne szczegóły z życia głównego mordercy kapelana „Solidarności”.

 

WAKACJE Z AGENTEM

 

Grzegorz Sławomir Piotrowski (ur. 23 maja 1951 w Łodzi) – oficer Służby Bezpieczeństwa w czasach PRL, zabójca księdza Jerzego Popiełuszki.

Absolwent XXIX LO w Łodzi. Z wykształcenia matematyk. Pracował w IV Departamencie MSW, od grudnia 1982 r. do lutego 1983 r. naczelnik grupy D tego departamentu, zajmującego się działalnością przeciw Kościołowi katolickiemu w Polsce, w stopniu kapitana SB.

Według zachowanej dokumentacji wyjazdów IV Departamentu MSW Piotrowski wielokrotnie uczestniczył w spotkaniach z wydziałem do spraw dywersji i walki ideologicznej KGB w latach 1971–1982.

W styczniu 1983 r. wraz z trzema innymi funkcjonariuszami SB porwał i poparzył żrącym płynem Janusza Krupskiego.

Z inspiracji bezpośredniego przełożonego Adama Pietruszki, razem z dwoma innymi funkcjonariuszami SB – Waldemarem Chmielewskim i Leszkiem Pękalą, dokonał 19 października 1984 r. porwania i zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki, w którym odegrał główną rolę.

Aresztowany 23 października 1984 r., wyrokiem Sądu Wojewódzkiego w Toruniu z 7 lutego 1985 został skazany za zabójstwo księdza Popiełuszki na karę 25 lat pozbawienia wolności. W drodze amnestii, karę zmniejszono mu następnie do 15 lat. W latach 90. sądy odmawiały mu wyjścia na warunkowe przedterminowe zwolnienie. Odbywanie kary zakończył 16 sierpnia 2001 r.

4 października 2002 r. został skazany przez Sąd Rejonowy w Łodzi na 8 miesięcy pozbawienia wolności za znieważanie sądów i sędziów w wywiadzie telewizyjnym udzielonym przy okazji konferencji promującej nowy antyklerykalny tygodnik „Fakty i Mity” w 2000 r.

Po wyjściu z więzienia Piotrowskiemu przypisywano współpracę z tygodnikiem „Fakty i Mity”, gdzie miał publikować teksty pod pseudonimem Sławomir Janisz. W 2005 r. występując pod tym nazwiskiem, został rozpoznany przez brata zamordowanego w 2003 r. Krzysztofa Gotowskiego. W późniejszym czasie miał posługiwać się pseudonimami Dominika Nagel i Anna Tarczyńska.

Roman Kotliński na łamach tygodnika stwierdził, że nigdy nie zatrudniał Piotrowskiego.

W 2011 roku dziennik „Rzeczpospolita” stwierdził, że Piotrowski pisze dla tygodnika pod pseudonimami Anna Tarczyńska i Dominika Nagel, ale pieniądze za tę pracę trafiają na konto jego żony Janiny P. Redaktor naczelny tygodnika zarzucił autorowi artykułu kłamstwo i zapowiadał wytoczenie procesu, co jednak nie nastąpiło.

 

KIM NAPRAWDĘ BYŁ GRZEGORZ PIOTROWSKI?

 

Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba cofnąć się do pamiętnego lata 1982 r. kiedy kapitan SB wyjechał na wakacje do Bułgarii. Jak wynika z zachowanych w IPN notatek (sporządzonych przez Trafalskiego i Piątka na podstawie relacji świadków i SB-ków znających Piotrowskiego) na granicy rumuńsko – bułgarskiej spotkał się na krótko z oficerem KGB, który przedstawił się pseudonimem Stanisław i nawiązał z nim współpracę. W trakcie „procesu toruńskiego” opowiadał o tym Adam Pietruszka, lecz sąd nie uwierzył w jego zeznania. W IPN zachował się dokument „Wyjazdy i przyjazdy za lata 1971 – 1989 pracowników IV Departamentu”. Wynika z nich, że urzędnicy IV Departamentu MSW regularnie wyjeżdżali na spotkania z przedstawicielami V Zarządu Głównego KGB ( zarząd ten odpowiedzialny był za zwalczanie dywersji i walkę ideologiczną). Spotkania te odbywały się w Moskwie i Czechosłowacji. Udział w nich brał m.in. Piotrowski. Potwierdzają to szczegółowe raporty z przebiegu tych spotkań. Co istotne – nie zachowały się żadne notatki Piotrowskiego z innych jego spotkań z KGB – nawet z feralnego spotkania w 1982 roku. Jeżeli ustalenia Trafalskiego i Piątka są prawdziwe – oznacza to, że Piotrowski kontaktował się z KGB bez wiedzy swoich zwierzchników, co z kolei znaczy, że rosyjskie służby specjalne miały swojego agenta w najbliższym otoczeniu Kiszczaka. W tej sytuacji Kiszczak, który zdecydował, że zabójcy księdza trafią na długie lata do więzienia, wyznaczając do realizacji zbrodni Piotrowskiego, eliminował w swoim otoczeniu wtyczkę obcego wywiadu.

 

HAKI NA KISZCZAKA – STANISLAW CIOSEK W AKCJI SB

 

Jak wynika z archiwalnych dokumentów MSW zgromadzonych podczas śledztwa lubelskiego IPN, jeszcze w 1984 r. zostały podjęte 3 operacje – „Teresa”, „Trawa” i „Robot”. Ich celem była inwigilacja skazanych i ich rodzin oraz uniemożliwienie im uchylenia nawet rąbka prawdy o zbrodni. Osobą nadzorującą tę zakrojoną na szeroką skalę inwigilację był Stanisław Ciosek – wówczas minister ds. związków zawodowych po transformacji ambasador RP. w Moskwie, do listopada 2005 r. główny doradca ds. zagranicznych Aleksandra Kwaśniewskiego. W IPN zachowały się raporty Cioska dla najważniejszych przywódców PRL-u, w których minister szczegółowo informuje o zachowaniu skazanych w celach. Z ustaleń śledztwa IPN-u wynika, że Chmielewskiego, Pękalę i Piotrowskiego odwiedzał w więzieniach zastępca Kiszczaka – gen. Zbigniew Pudysz. To właśnie on na przemian groził i obiecywał esbekom, że resort o nich nie zapomni, a za odegranie do końca trudnej roli w zbrodni, każdy z nich otrzyma nagrodę.

Tak też się stało. Trzej esbecy zostali objęci wszystkimi amnestiami dla więźniów politycznych pod koniec lat 80. Dzięki temu każdy z nich odsiedział mniej niż jedną trzecią kary (Chmielewski 4 lata z 14, Pękala 4,5 roku z 15 lat). Dodatkowo wszyscy bardzo często wychodzili na przepustki). Natomiast okres pobytu w więzieniu wszystkim czterem esbekom skazanym w Toruniu zaliczono do stażu, dzięki temu do dzisiaj mogą za ten okres pobierać resortowe emerytury. To zdumiewająca koincydencja, bowiem nigdy wcześniej, ani później nie zdarzyło się, aby komukolwiek pobyt w więzieniu zaliczono do stażu pracy. Decyzję o tym aprobował osobiście w 1990 r. gen. Czesław Kiszczak.

Wszystkie te szokujące informacje odkryli prokuratorzy IPN.

 

RAPORT GRZEGORZA PIOTROWSKIEGO

 

Spośród wszystkich skazanych największa nagroda miała przypaść Grzegorzowi Piotrowskiemu. Zachowanie Piotrowskiego wskazuje, że początkowo także on wierzył w resortowe obietnice. Złudzenia stracił dopiero w 1989 r. po kolejnej rozmowie z Pudyszem, kiedy zorientował się, że jego wiedza staje się niebezpieczna dla niego samego. Podczas kolejnej przepustki napisał gruby na kilkadziesiąt stron raport z działań SB przeciwko księdzu Popiełuszce. Za pośrednictwem żony – Janiny Pietrzak – kilka stron tego raportu zdeponował u najbliższych znajomych.

Najprawdopodobniej wyjaśnienie kpt. Grzegorza Piotrowskiego zawierało rzeczywistą wersję zdarzeń związanych z osobą ks. Jerzego” – czytamy w notatce IPN z lutego 2004 r.

Jak ustalili śledczy IPN-u, za pośrednictwem Pudysza, Piotrowski miał w 1989 r. przekazać Kiszczakowi wiadomość, że jeśli zginie – raport ujrzy światło dzienne. Jedna z kopii tego raportu dotarła również do mieszkania Pietruszków.

TO ZNIKŁO – powiedziała Róża Pietruszka do syna. Dialog ten zarejestrowały urządzenia podsłuchowe założone w ich mieszkaniu w ramach operacji „Teresa”. Taśmy z nagraniami przejęli prokuratorzy IPN.

 

ZADUSIĆ ŚLEDZTWO – DROGA NADZIEI LECHA WAŁĘSY „BOLKA”

WIESŁAW CHRZANOWSKI – MARSZAŁEK SEJMU – KAWALER ORDERU ORŁA BIAŁEGO TAJNY WSPÓŁPRACOWNIK SB „ZUWAK”.

ROLA W ZATAJANIU PRAWDY JANA MARII ROKITY

 

W czerwcu 1990 r. śledztwo w sprawie „zbrodni stulecia” przejął prokurator Andrzej Witkowski – wówczas i dzisiaj jeden z najlepszych w kraju prokuratorów od spraw zabójstw. W rok później, po żmudnym śledztwie zamierzał postawić zarzuty gen. Czesławowi Kiszczakowi. Nie zdążył, gdyż sprawę odebrał mu minister sprawiedliwości Wiesław Chrzanowski – w latach 70. tajny współpracownik SB o pseudonimie „Zuwak”, w roku 1986 przewerbowany przez Departament I WSW (wywiad zagraniczny).

Prokuratorzy IPN ustalili, że na ministra Wiesława Chrzanowskiego naciskał w tej sprawie Mieczysław Wachowski – sekretarz stanu w kancelarii Lecha Wałęsy prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1990 – 1995 oraz generałowie Kiszczak i Jaruzelski.

Próbowaliśmy o tym porozmawiać z Mieczysławem Wachowskim, jednak nie wyraził zgody na spotkanie.

W wyjaśnieniu prawdy nie pomogła również powołana w 1990 r. sejmowa komisja do spraw zbadania zbrodni MSW. Komisji przewodniczył Jan Maria Rokita.

To właśnie do niego zgłosiła się Róża Pietruszka z dokumentami na temat sprawy księdza Jerzego Popiełuszki. Rokita w sposób wulgarny zbył żonę pułkownika, a dokumentów nie przyjął.

 

NIEZNANA PRAWDA O ŚMIERCI KS. JERZEGO POPIEŁUSZKI

 

Wiele wskazuje na to, iż przed morderstwem, kapłana przez pięć dni więziono i torturowano na terenie bazy wojsk sowieckich koło Kazunia. W latach 90. oraz 2003 – 2004 śledztwo prowadził prokurator z Lublina Andrzej Witkowski. Dwukrotnie odsuwano go od sprawy, zazwyczaj wtedy, gdy udawało mu się zebrać nowy materiał dowodowy.

Obecnie śledztwo jest nadal prowadzone przez prokuratorów IPN. Jednak to Witkowskiemu udało się ustalić wiele nowych faktów, dotyczących przebiegu zdarzeń, w wyniku których doszło do śmierci księdza.

W sposób funadamentalny podważają one całą dotychczasową wiedzę na temat zamordowania księdza Jerzego.

Oficjalna wersja jego śmierci była wersją skonstruowaną przez aparat władzy w PRL, a ściślej jego zbrojne ramię, czyli Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.

 

ELEKTRYZOWAŁ TŁUMY

 

Na scenie politycznej PRL ks. Jerzy Popiełuszko pojawił się w latach 1981-1982 jako duszpasterz aktywnie wspierający strajkujących robotników Solidarności. Jego kazania podczas mszy za ojczyznę elektryzowały tłumy. W krótkim czasie kościół św. Stanisława na Żoliborzu stał się mekką patriotyzmu. Na celowniku SB ks. Popiełuszko znalazł się we wrześniu 1982 r., gdy Wydział IV Stołecznego Urzędu Spraw Wewnętrznych (SUSW) w Warszawie zaczął prowadzić sprawę o krypt. „Popiel”. Początkowe efekty działań SB okazały się mizerne, bo nie udawało się zdobyć żadnych ważnych informacji. Tymczasem kazania ks. Jerzego coraz mocniej ukazywały obłudę i zakłamanie komunistycznego systemu. W lipcu 1983 r. jedno z nich zrelacjonowano Wojciechowi Jaruzelskiemu. Zazwyczaj opanowany generał wpadł w furię. Natychmiast wezwał do siebie szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka i oznajmił mu wprost: „Zrób coś z nim, niech przestanie szczekać” (te słowa są udokumentowane w aktach sprawy „Trawa”, znajdujących się obecnie w zasobach IPN). Kiszczak potraktował wypowiedź przełożonego jako polecenie służbowe. Na naradzie w MSW z udziałem m.in. generałów Zenona Płatka i Władysława Ciastonia poinformowany o małej efektywności dotychczasowych działań w sprawie „Popiel” polecił opracowanie planu operacyjnego „dotarcia” do otoczenia ks. Jerzego. Zebrani uznali także, że istnieje konieczność podjęcia wobec księdza wspomagających działań dezintegracyjnych, licząc na jego ewentualne nerwowe załamanie. Od tego momentu wszelkie operacje dotyczące osoby Popiełuszki znalazły się pod bezpośrednim nadzorem gen. Kiszczaka.

 

ZWERBOWAĆ I WYSŁAĆ DO WATYKANU

 

Wedle dokumentów archiwalnych z zasobów IPN, które odnalazł zespół kierowany przez prokuratora Witkowskiego, formalnie sprawę działań wobec księdza przejęła od SUSW w Warszawie grupa kpt. Grzegorza Piotrowskiego z Wydziału VI Departamentu IV MSW, odpowiadającego za dezinformację i dezintegrację w Kościele. Poza nękaniem księdza przez podrzucenie mu nielegalnej literatury i amunicji do prywatnego mieszkania znacznie ważniejsze było ulokowanie informatora w bezpośrednim otoczeniu kapłana. W lutym 1984 r. funkcjonariuszom SB udało się zarejestrować jako „Desperata” osobistego kierowcę Popiełuszki – Waldemara Chrostowskiego. „Desperat” mógł dostarczać SB świeżych informacji o działalności księdza oraz pomóc w realizacji strategicznego planu, jakim był werbunek kapłana. Pomysł zwerbowania ks. Popiełuszki – jako informatora SB – pojawił się wiosną 1984 r. Gen. Kiszczak, w przeszłości szef wywiadu wojskowego, był przekonany, że zwerbowanie księdza zneutralizuje go, a być może uda się też jego osobę wykorzystać w rozgrywkach z opozycją. Latem 1984 r. w trakcie spotkań z przedstawicielami Konferencji Episkopatu Polski gen. Kiszczak uznał, że inną koncepcją rozwiązania problemu ks. Jerzego, która mogłaby zostać zaakceptowana zarówno przez stronę rządową, jak i przez episkopat, było wysłanie go za granicę. Przy czym Kiszczak sądził, że optymalnym rozwiązaniem byłoby połączenie werbunku z równoczesnym wysłaniem ks. Jerzego na studia do Rzymu.

Wysłanie zwerbowanego uprzednio księdza do Watykanu przyniosłoby gen. Kiszczakowi ogromny sukces. Służby specjalne PRL umieściłyby agenta w najważniejszym miejscu dla wszystkich komunistycznych wywiadów – w samym centrum Kościoła katolickiego.

I nie ważne byłyby jego rzeczywiste możliwości operacyjne w Rymie i to czy Popiełuszko miałby rzeczywisty dostęp do Jana Pawła II lub do jego najbliższego otoczenia. Ważne było przede wszystkim to, że taki sukces operacyjny na pewno wzmacniałby pozycję polskich służb w komunistycznym bloku. KGB pomimo podejmowania usilnych starań nie posiadało wartościowej agentury w Watykanie. Czesław Kiszczak mógłby więc się pochwalić swym sukcesem przed towarzyszami radzieckimi, co niewątpliwie umacniałoby jego pozycję na Kremlu.

Pamiętać trzeba, że szef MSW rywalizował z nadzorującym aparat bezpieki z ramienia KC PZPR gen. Jerzym Milewskim, którego pozycja na Kremlu nadal wydawała się mocna.

POCZĄTKOWO NIE BYŁO PLANU ZABICIA KSIĘDZA

Te wszystkie aspekty były niesłychanie ważne dla Kiszczaka. Niezależnie od działań SB zmierzających do wypracowania „pozycji werbunkowej” szef MSW postanowił sam zainspirować możliwość wysłania księdza do Rzymu. W jednej z rozmów z arcybiskupem warszawskim Bronisławem Dąbrowskim Kiszczak wyszedł z „niezobowiązującym” pomysłem wysłania ks. Popiełuszki do Rzymu, przedstawiając to jako najlepsze rozwiązania problemu niepokornego kapłana. Zasugerował też, że taki ruch ze strony Kościoła na pewno polepszyłby atmosferę w relacjach rząd – episkopat. Abp Dąbrowski przedstawił pomysł prymasowi Józefowi Glempowi, który nie zaakceptował go, ale i nie odrzucił. Jednak z biegiem czasu prymas sam zaczął rozważać takie posunięcie. Efektem subtelnej inspiracji gen. Kiszczaka było to, że jesienią 1984 r. zarówno abp Dąbrowski, jak i prymas Glemp zaczęli skłaniać się ku decyzji o wysłaniu ks. Jerzego do Rzymu. Wyrażony przez Popiełuszkę opór w przeprowadzonych z nim przez hierarchów rozmowach na ten temat, a przede wszystkim złożona przez księdza deklaracja pozostania ze swoją „owczarnią”, w relacjach kościelnych mogły być jedynie potwierdzeniem, że rzeczywiście należy go wysłać za granicę. Polski Kościół zakładał raczej bierny opór niż otwarte demonstrowanie politycznego sprzeciwu wobec rządzącego w PRL reżimu.

Z powyższego biegu zdarzeń wynika, że polskie MSW nie przyjęło planu zabicia księdza. Zamierzało jedynie zwerbować go i wysłać do Rzymu. Oczywiście, kierownictwo MSW zdawało sobie sprawę z tego, że zwerbowanie Popiełuszki może być niezwykle trudne. Wiedział to gen. Kiszczak, stąd dopuszczał w planowanych działaniach werbunkowych sytuację, w której ksiądz zostanie doprowadzony do stanu „bliskości śmierci”, ale mimo wszystko zachowa życie. Fakt ten został potwierdzony w zeznaniach funkcjonariuszy byłego Departamentu IV już na początku lat 90., gdy po raz pierwszy podjęto śledztwo.

 

SPRAWA PRIORYTETOWA

 

Zbliżał się październik 1984 r. Realizująca pierwszoplanowe zadania operacyjne grupa kpt. Grzegorza Piotrowskiego była coraz bardziej zdeterminowana. Hart ducha i odwaga ks. Jerzego zadziwiły esbeków. Nie potrafili zrozumieć źródła jego nadprzyrodzonej siły. Zbliżały się urodziny ministra Kiszczaka (19 października) i kpt. Piotrowski wiedział doskonale, że sfinalizowanie werbunku kapłana byłoby znakomitym prezentem dla szefa MSW. Jego przełożony gen. Płatek, zapisał wówczas w swoim służbowym kalendarzu (odnalezionym później przez prokuratora Witkowskiego): „nadchodzi 19, a oni chcą”. Sprawa ks. Popiełuszki była priorytetowa. Przy tym Piotrowski i jego ludzie nie zdawali sobie sprawy, że szef MSW nakazał już kilka tygodni wcześniej inwigilowanie całego zespołu przez grupy operacyjne Wojskowej Służby Wewnętrznej (WSW). Gen. Kiszczak już od dawna bowiem nie ufał kpt. Piotrowskiemu, podejrzewając go o konsultowanie działań operacyjnych z KGB. Piotrowski spotykał się z przedstawicielami KGB w Bułgarii i we Lwowie. Dla gen. Kiszczaka szczególnie podejrzane były kontakty kapitana z gen. Michajłowem, rezydentem KGB w Warszawie, odpowiedzialnym za sowieckie działania w Polsce. Piotrowski co prawda wiedział od swojego kolegi Kościuka z Biura Techniki MSW, że jest śledzony, jednak nie bardzo chciał dać wiarę tym informacjom (notabene Kościuka niebawem aresztowano i skazano za ujawnienie tajemnicy państwowej).

Ks. Popiełuszko od początku 1982 r. odprawiał Msze św. za Ojczyznę w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie.

 

OSTATNIA MSZA ŚWIĘTA I PORWANIE

 

Kiedy nadszedł 19 października 1984 r., grupa kpt. Piotrowskiego wiedziała, że ksiądz zamierza pojechać do Torunia, gdzie odprawi mszę w intencji ojczyzny w kościele Braci Męczenników Polskich. W ostatniej chwili Jacka Lipińskiego, kierowcę Popiełuszki, zamienił „Desperat” (Waldemar Chrostowski), który bardzo chciał jechać razem z księdzem. Od momentu wyjazdu z Warszawy kpt. Piotrowski był informowany o miejscu znajdowania się księdza i na bieżąco kontaktował się z dyrektorem Departamentu IV gen. Zenonem Płatkiem, który z kolei o sytuacji informował ministra Kiszczaka. Gdy wieczorem ks. Jerzy odprawiał mszę w toruńskim kościele, kpt. Piotrowski z kompanami siedzieli w stojącym w pobliżu kościoła służbowym fiacie 125p, czekając na podróż powrotną kapłana do Warszawy. Decyzja o rozpoczęciu akcji została wydana Piotrowskiemu przez gen. Płatka. Kilkadziesiąt metrów od kościoła, w którym ks. Jerzy odprawiał swoją ostatnią mszę, znajdowały się samochody z ubranymi po cywilnemu żołnierzami WSW, prowadzącymi inwigilację grupy kpt. Piotrowskiego. Fakt ten na początku lat 90. potwierdził jeden z szefów WSI prokuratorowi Witkowskiemu, udostępniając dzienniki prowadzonych przez WSW inwigilacji. Gdy ks. Jerzy po zakończeniu mszy wsiadł do swojego volkswagena golfa, za którego kierownicą siedział „Desperat”, miał realną szansę uciec czyhającym na niego esbekom. Tak się jednak nie stało. Na trasie z Torunia do Warszawy, w okolicy Górska, volkswagen księdza mimo jego sprzeciwu zatrzymał się przed jadącym za nim fiatem 125p Piotrowskiego. Kapitan i jego koledzy wepchnęli ks. Jerzego do bagażnika swojego samochodu. Tymczasem „Desperat” z założonymi kajdankami wsiadł do środka, lokując się obok kierowcy. Po drodze podczas jazdy udało mu się, nie ponosząc żadnych obrażeń, rzekomo wyskoczyć z pędzącego auta. Jak później ustalił prok. Witkowski, kajdanki były spiłowane i umożliwiały wyzwolenie się z nich, zaś uszkodzona w trakcie skoku z samochodu poła marynarki została odcięta ostrym narzędziem. Sam skok z samochodu po przeprowadzeniu wizji lokalnej przez prokuratora Witkowskiego okazał się niewykonalny przy prędkości wskazanej na procesie toruńskim przez „Desperata”. Kaskader biorący udział w rekonstrukcji zdarzeń złamał rękę i odniósł poważne potłuczenia.

 

OPERACYJNE NIEPOWODZENIE

 

Tymczasem auto esbeków z szamocącym się w bagażniku księdzem jechało dalej. Pierwszy postój zaplanowano w ruinach zamku toruńskiego, gdzie w trakcie śledztwa odnaleziono różaniec kapłana. Jednak ten ważny dowód ukryto w śledztwie. W trakcie postoju oprawcy rozpoczęli „zmiękczanie” księdza za pomocą pałki. Następny dłuższy postój zaplanowano w jednym ze starych bunkrów wojskowych w rejonie Kazunia. Tutaj ludzie Piotrowskiego kontynuowali działania, jeszcze bardziej brutalnie. Nad ranem półprzytomnego księdza przejęła inna grupa operacyjna. Kpt. Piotrowski ze swoimi kompanami wracał do Warszawy wściekły z powodu „operacyjnego” niepowodzenia i pełen obaw co do dalszych losów przedsięwzięcia. Tymczasem ksiądz znalazł się w rękach innego zespołu. Czy była to jakaś grupa z kontrwywiadu lub wywiadu wojskowego, czy była to inna grupa operacyjna MSW? Poszlaki uzyskane w śledztwie wskazują na „wojskowych”, którzy na prośbę gen. Kiszczaka śledzili wszelkie działania grupy kpt. Piotrowskiego od momentu mszy w kościele toruńskim.
Grupa kpt. Grzegorza Piotrowskiego uprowadziła ks. Popiełuszkę wieczorem 19 października 1984 r. w okolicy Górska na trasie Toruń – Warszawa. Wepchnęli kapłana do bagażnika swojego fiata 125p i pojechali w kierunku Torunia.

Podczas dwóch postojów – w ruinach zamku toruńskiego i następnie w starym bunkrze wojskowym w okolicy Kazunia – rozpoczęli brutalne „zmiękczanie” księdza za pomocą pałki. Nad ranem skatowanego, półprzytomnego Popiełuszkę przejęła inna grupa. Poszlaki uzyskane w śledztwie wskazują na „wojskowych” (służby wywiadu lub kontrwywiadu), którzy na prośbę gen. Czesława Kiszczaka śledzili wszelkie działania grupy kpt. Piotrowskiego od momentu mszy w kościele toruńskim.

 

KIEDY KSIĄDZ ZAKOŃCZYŁ ŻYCIE?

 

Jak wyglądały losy księdza w następnych dniach i kto dalej się nim „zajmował”? Na pewno kontynuowano brutalny proces werbunku, nie stroniąc od bicia i grożenia śmiercią. Poszlaki wskazują także, że w dniach 20-25 października ksiądz mógł przebywać na terenie jednej z sowieckich jednostek w rejonie Kazunia, gdzie znajdowała się m.in. ekspozytura KGB. W tym czasie kilkadziesiąt tysięcy ludzi resortu przeczesywało okoliczne tereny, mając do dyspozycji wszelkie środki, jakimi dysponowało wówczas Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Trwały akcje poszukiwawcze o krypt. „Przeszukanie” i „Sutanna”. Komunikaty radiowe i telewizyjne informowały o zaginięciu księdza, tak jakby władza zupełnie nie wiedziała, co się stało. 20 października organy ścigania szukały sprawców porwania, gdy tymczasem poruszali się oni w gmachu MSW przy ul. Rakowieckiej. Był to pierwszy element kłamstwa ze strony MSW i gen. Kiszczaka.

Jak wyglądała styczność księdza z radzieckimi towarzyszami z KGB, tego nie wiemy i prawdopodobnie już się nie dowiemy. Odnalezione ciało księdza jednoznacznie wskazywało, że był on fizycznie maltretowany znacznie dłużej, niż mógłby to robić Grzegorz Piotrowski ze swoimi kompanami. Dotychczasowe ustalenia wskazują, że 25 października 1984 r. ks. jeszcze żył. W tym właśnie dniu u lekarza leczącego kapłana pojawiło się dwu osobników z MSW z zapytaniem, jakie leki brał ksiądz i jakie dawki, sugerując zarazem, że wszystko jest z nim w porządku. Przerażona pani doktor udzieliła niezbędnych informacji tajemniczym osobnikom.

Kiedy więc ksiądz zakończył życie? Wiele poszlak wskazuje, że miało to miejsce 25 października 1984 r. Wątpliwości mogą dotyczyć jedynie godziny zgonu. Prof. André Horve z jednego z uniwersytetów paryskich sugeruje również datę po 25 października 1984 r., opierając swój pogląd na podstawie oględzin zdjęć zwłok ks. Popiełuszki, jakie zdobył „Paris Match”. Prof. Horve wskazuje jednocześnie na wiele innych obrażeń księdza, których nie podano w oficjalnych komunikatach. Krótko mówiąc, jego opinia kwestionuje ustalenia prof. Marii Byrdy, która prowadziła oględziny medyczne zwłok księdza.

 

GEN. KISZCZAK – „DZIŚ MUSI SIĘ ZNALEŹĆ”

 

26 października ludzie gen. Kiszczaka lokalizują zwłoki w Wiśle po raz pierwszy. Fakt ten potwierdza zeznanie jednego z prokuratorów, któremu wydano polecenie wyjazdu i przeprowadzenia czynności na miejscu zdarzenia. Wówczas zwłoki księdza zostały wydobyte z wody i poddane oględzinom przez medyka, czego nie ujawniono na procesie toruńskim, następnie z powrotem wrzucone do Wisły. Szef Biura Śledczego MSW płk Zbigniew Pudysz konsultuje sprawę publicznego ujawnienia zwłok księdza i dalszych szczegółów związanych z kierunkiem śledztwa.

30 października gen. Kiszczak przylatuje helikopterem na tamę we Włocławku wraz ze swoim orszakiem i buńczucznie oznajmia zebranym ekipom poszukiwawczym: „Dziś musi się znaleźć”. Do akcji ruszają płetwonurkowie, którzy mają ujawnić i wydobyć zwłoki. Lokalizacja i wydobycie ciała księdza 30 października 1984 r. są również scenariuszem w detalach skonstruowanym przez MSW. Wystarczy wspomnieć, że inna ekipa nurków ujawniła zwłoki księdza w wodzie, a inna je wydobyła. Jeszcze przez wiele lat biorący udział w akcji płetwonurkowie będą poddawani naciskom ludzi gen. Kiszczaka. Nawet po 1989 r. wielu z nich będzie się bało złożyć zeznania przed prokuratorem prowadzącym śledztwo, obawiając się o swoje życie. Wersję odnalezienia zwłok księdza uzupełnia fakt, że ani Piotrowski, ani jego koledzy nie byli w stanie na procesie toruńskim precyzyjnie określić miejsca ich porzucenia.

 

dr Leszek Pietrzak historyk IPN „Głos Polski” nr 39 (23 – 29. 09. 2015) Toronto

 

CZY PREZES TRYBUNAŁU KONSTYTUCYJNEGO UKRYWA MORDERCÓW KS. POPIEŁUSZKI?

MAMY TWARDE FAKTY!

 

Publicysta tygodnika Warszawska Gazeta – Mirosław Kokoszkiewicz – odszukał bardzo ważne i szokujące wystąpienia posła na Sejm IV kadencji Zygmunta Wrzodaka, który z trybuny sejmowej zadał pytanie dotyczące obecnego prezesa Trybunały Konstytucyjnego prof. Andrzeja Rzeplińskiego.

Zdaniem byłego już posła w ministerstwie sprawiedliwości znajdują się zeznania płk. Pietruszki, który miał w obecności prof. Andrzeja Rzeplińskiego zeznawać na temat. zleceniodawców mordu bł. ks. Jerzego Popiełuszki oraz miał mówić kto chciał zabić biskupa Gulbinowicza!

W kontekście obecnej postawy prof. Andrzeja Rzeplińskiego, ujawnienie tych informacji, będzie bardzo cennym dowodem z jakim człowiekiem mamy do czynienie. Prof. Rzepliński – według posła Wrzodaka miał należeć do PZPR. Poseł pytał o tą część życia obecnego prezesa TK, jednak nie uzyskał odpowiedzi.

Apelujemy do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro, aby zlecił odszukanie tych materiałów, które mają znajdować się w kierowanym przez niego resorcie.

Pytamy wprost:

 

CZY PROF. ANDRZEJ RZEPLIŃSKI PRZEZ LATA KRYŁ ZBRODNIARZY?

 

Prezentujemy całe wystąpienie posła Wrzodaka:

Sejm, 4 kadencja, 107 posiedzenie (stenogram str. 329) , 3 dzień (07.07.2005)

28 punkt porządku dziennego:

Powołanie Rzecznika Praw Obywatelskich (druki nr 4208 i 4257).

Poseł Zygmunt Wrzodak:

Dziękuję, panie marszałku.

Wysoka Izbo! Chciałbym poprosić posłów wnioskodawców, którzy wnoszą o powołanie na rzecznika praw obywatelskich pana prof. Andrzeja Rzeplińskiego, żeby coś powiedzieli o jego przeszłości politycznej, bo od strony zawodowej ja go znam dość dobrze. Ale czy prawdą jest, że do 1982 r. był sekretarzem POP na Uniwersytecie Warszawskim? I od kiedy był członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej?

Po drugie, jak się odnosi poseł wnioskodawca do wypowiedzi pana profesora z 2001 r., że on ma żal do władz komunistycznych z lat 1944-1950, że tylko dziesięciu Polaków zostało skazanych za tzw. mord w Jedwabnem, a powinno być skazanych przynajmniej stu? Na jakiej biografii, na jakiej historii, na jakich informacjach opiera taką dziwną opinię pan Rzepliński?

I rzecz najważniejsza: otóż gdzieś na początku roku 1990 ówczesny pułkownik SB pan Pietruszka poprosił, żeby mógł się wyspowiadać przed prokuratorem krajowym. Spisano na tę okoliczność odpowiedni dokument w obecności pana Rzeplińskiego i nieżyjącego już pana Nowickiego. Pan płk Pietruszka pokazuje cały mechanizm zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki. Pan płk Pietruszka mówi, kto z MSW zlecił zamordowanie i zamordował Piotra Bartoszcze. To przesłuchanie było w obecności pana Rzeplińskiego. Co zrobił z tą informacją pan prof. Rzepliński?

Następnie pan Rzepliński, słuchając wypowiedzi pana płk Pietruszki, który mówił wprost, że generał Kiszczak kazał mu poddać się uwięzieniu, ponieważ on musi chronić pana gen. Jaruzelskiego i pana Kiszczaka. Pan Pietruszka zgodził się na więzienie, bo sąd był w tym momencie ustawiony i prokuratura ustawiona. I rzeczywiście taki wyrok, jaki ustawili przed rozprawą, dostał pan Pietruszka. Pan generał Kiszczak obiecał panu płk. Pietruszce stopień generała po wyjściu z więzienia.

Myślę, że tę informację posiada pan prof. Rzepliński. Pan prof. Rzepliński pod tymi zeznaniami pana esbeka Pietruszki podpisał się i te dokumenty są w Ministerstwie Sprawiedliwości. Zetknąłem się z nimi w tym roku. To są dla mnie informacje szokujące, bo pan Pietruszka wprost pokazuje, kto zamordował i kto zlecił zabójstwo Piotra Bartoszcze, jak również w jaki sposób miał być zamordowany biskup Gulbinowicz i wiele innych osób w latach osiemdziesiątych. To są zeznania złożone w obecności pana prof. Rzeplińskiego. I pan prof. Rzepliński podpisuje się pod tym protokołem – podkreślam to.

Co zrobił pan prof. Rzepliński z tą informacją od 1990 r.? Dziękuję bardzo.

(Oklaski)

 

KIM NAPRAWDĘ JEST PROF. ANDRZEJ RZEPLIŃSKI? O CO GRA SZEF TRYBUNAŁU KONSTYTUCYJNEGO? RZEPLIŃSKI ZHAŃBIŁ PAMIĘĆ BŁ. KS. JERZEGO POPIEŁUSZKI

ZATAJAJĄC SWOJĄ WIEDZĘ O GŁÓWNYCH SPRAWCACH MORDU BEZPIEKI

 

66-letni prof. Andrzej Rzepliński, szef Trybunału Konstytucyjnego chce uchodzić za apolitycznego obrońcę Konstytucji. Prestiżowe funkcje zawdzięcza jednak głosom polityków Platformy Obywatelskiej i postkomunistów z SLD.

Cieniem na jego wizerunku kładzie się milczące przyzwolenie na bezkarność faktycznych sprawców mordu na bł. ks. Jerzym Popiełuszce, przez wycofanie się Fundacji Helsińskiej z monitorowania śledztwa, a także firmowanie przez niego zapisów w ustawie lustracyjnej z 1998 roku, które chroniły najważniejszych konfidentów peerelowskich tajnych służb.

 

ANDRZEJ RZEPLIŃSKI – MARSZAŁEK TRZECIEJ IZBY – STRAŻNIK III RP

 

Czytaj całość https://gloria.tv/media/uDH7UaxLxDx

 

CZY NIEZAWIADOMIENIE O PRZESTĘPSTWIE JEST KARALNE?

 

Niezawiadomienie organów ścigania o popełnieniu przestępstwa jest karalne. Nie dotyczy to jednak wszystkich przestępstw, a tylko tych wyróżnionych w art. 240 kodeksu karnego. Jakie to przestępstwa? Jaka kara grozi za niezawiadomieniu o ich popełnieniu?

Osoba, która jest świadkiem przestępstwa albo posiada wiarygodne informacje o jego popełnieniu ma tylko obywatelski obowiązek zawiadomienia o nim. Żadne regulacje prawne nie nakazują osobom, pod groźbą kary, informowania o popełnieniu przestępstwa.

Wyjątek stanowi art. 240 kodeksu karnego, który wskazuje szereg, najcięższych, przestępstw, o których niezawiadomienie grozi karą pozbawienia wolności do lat 3.

Wśród nich wyróżniamy m.in.:

 

  1. zabójstwo człowieka;

Opracowanie Aleksander Szumański

 

 

Źródła:

 

https://gloria.tv/media/uDH7UaxLxDx

 

dr Leszek Pietrzak, Jan Piński „Warszawska Gazeta” ; 31 grudnia 2015 – 7 stycznia 2016.

 

dr Leszek Pietrzak historyk IPN „Głos Polski” nr 39 (23 – 29. 09. 2015) Toronto

 

Głos Polski” nr 49 (9 -14 12. 2015) Toronto

 

warszawskagazeta.pl Mirosław Kokoszkiewicz

 

https://wzzw.wordpress.com/2016/01/09/%E2%96%A0%E2%96%A0-czy-prezes-tk-prof-rzeplinski-ukrywa-mordercow-ks-popieluszki-2/

 

http://poznajmy-prawde.blog.onet.pl/2010/10/19/nieznana-prawda-o-smierci-bl-ks-jerzego-popieluszki-z-www-fuckpc-com/

 

http://www.infor.pl/prawo/prawo-karne/swiadek/270483,Czy-niezawiadomienie-o-przestepstwie-jest-karalne.html

 

KARA 3 LATA ZA NIEPOWIADOMIENIE O ZBRODNI

 

https://wzzw.wordpress.com/2016/01/09/%E2%96%A0%E2%96%A0-czy-prezes-tk-prof-rzeplinski-ukrywa-mordercow-ks-popieluszki-2/

 

http://niepoprawni.pl/blog/aleszumm/kim-naprawde-jest-prof-andrzej-rzeplinski-rzeplinski-zhanbil-pamiec-bl-ks-jerzego

 

https://wzzw.wordpress.com/2015/12/05/%E2%96%A0%E2%96%A0-czy-prezes-tk-prof-rzeplinski-ukrywa-mordercow-ks-popieluszki/

 

http://nowyekran.info/paraliz-trybunalu-konstytucyjnego-andrzej-rzeplinski-prezes-czlonek-pzpr-ma-wiedze-kto-zlecil-mord-ks-jerzego-popieluszki/

 

http://g.gembalski.neon24.pl/post/126753,nie-bylo-popieluszki                

 

 

]]>
http://niepoprawneradio.pl/?feed=rss2&p=16303 0
11 LIPCA DZIEŃ PAMIĘCI MĘCZEŃSTWA KRESOWIAN WYWIAD Z PROF. ANDRZEJEM NOWAKIEM http://niepoprawneradio.pl/?p=16233 http://niepoprawneradio.pl/?p=16233#respond Thu, 25 Feb 2016 22:27:04 +0000 http://niepoprawneradio.pl/?p=16233 PiS SKŁADA PROJEKT USTAWY O USTANOWIENIU NARODOWEGO DNIA PAMIĘCI MĘCZEŃTWA KRESOWIAN.

JAKO NARÓD MUSIMY PAMIĘTAĆ O OFIARACH MORDÓW NA POLAKACH POPEŁNIONYCH NA KRESACH POŁUDNIOWO – WSCHODNICH I W MAŁOPOLSCE WSCHODNIEJ II RP.

WYWIAD PORTALU FRONDA.PL Z PROF. ANDRZEJEM NOWAKIEM

 

Portal Fronda.pl: Do Sejmu trafił dziś projekt ustawy w sprawie Narodowego Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian. Miałby być obchodzony 11 lipca, w rocznicę Krwawej Niedzieli na Wołyniu, choć w założeniu upamiętniałby ofiary także innych zbrodni na Polakach, nie tylko wołyńskiej. Czy zdaniem pana profesora jest to dobra inicjatywa?

Prof. Andrzej Nowak: Pamięć o ofiarach ludobójstwa dokonanego na Polakach jest naszym stałym obowiązkiem. Na tę ogromną rzeszę pomordowanych składają się także ci, których zabili ukraińscy nacjonaliści. W tym kontekście najwłaściwszym terminem jest właśnie ten wybrany w projekcie ustawy. Nie można jednak, ujmując to paradoksalnie, w tej pamięci zapominać o ofiarach innych zbrodni. Stale upominam się o sprawę zapomnianą, zepchniętą w cień i dlatego wymagającą stałego przypominania. W sierpniu 1937 roku rozpoczęła się operacja Polska NKWD trwająca do 1938 roku, w wyniku której zamordowano 111 091 Polaków. (Tomasz Sommer „Operacja antypolska NKWD 1937 – 1938″ – Geneza i przebieg ludobójstwa popełnionego na Polakach w Związku Sowieckim – biblioteka Wolności Warszawa 2014 – ” …ludobójstwo dokonane w ZSRS w latach 1937 – 1938 w wyniku którego zginęło ok. 200 tys. spośród prawie miliona tamtejszych Polaków…” dopisek Aleksander Szumański).

Ci, którzy pamiętają o ofiarach zbrodni popełnianych na Polakach na Wschodzie, o tej sprawie jakoś pamiętać nie chcą. Tymczasem Polacy, których II Rzeczpospolita zostawiła za granicą ryską utworzoną w marcu 1921 roku, stali się pierwszą ofiarą ludobójstwa dokonanego na Kresach. Także o tych dalszych Kresach nie wolno zapominać. Jedni i drudzy – i ci, których pomordowali ukraińscy nacjonaliści, i ci, których pomordował sowiecki system totalitarny – zasługują na naszą pamięć. O pamięć o tych, których wymordowali Ukraińcy, upomina się spora, aktywna grupa, jeśli można tak powiedzieć – wspólnota pamięci. Ta wspólnota przechowała się, przetrwały rodziny tych, których tak brutalnie, tak bestialsko pomordowali uczniowie Dmytro Doncowa. Natomiast wspólnota pamięci żyjących za granicą ryską praktycznie się nie zachowała. Wszyscy zostali albo wymordowani, albo wywiezieni do Kazachstanu lub na Sybir, skąd nigdy nie wrócili. Musimy zbudować jako naród symboliczną wspólnotę pamięci o tych, o których pamiętać nie ma już kto. Pamiętajmy zarówno o tych Polakach, którzy na skutek swojej polskości zostali wytropieni przez uczniów Dmytro Doncowa i Adolfa Hitlera, jak i tych, których wytropili wykonawcy rozkazów Józefa Stalina.

Fronda.pl: Narodowy Dzień Pamięci byłby dobrą formą upamiętnienia ofiar tych zbrodni?

Prof. Andrzej Nowak: Wskazanie takiego dnia pamięci jest posunięciem symbolicznie zrozumiałym, choć można byłoby wymienić także inne daty. Dla mnie szczególną wagę ma dzień 9. sierpnia 1937 roku, także przez stopień jego zapomnienia. Większe znaczenie niż jakiekolwiek dni pamięci mają działania, które utrwalają świadomość historyczną w kulturze masowej, będąc w ciągu roku ponawiane, a nie dokonywane tylko raz. W tym roku na przykład będziemy mogli obejrzeć film Wojciecha Smarzowskiego, nakręcony na podstawie książki wydanej przez wydawnictwo Arcana. Żałuję zarazem, że coraz liczniejszym sposobom upamiętnienia ofiar zbrodni ukraińskich nacjonalistów nie towarzyszy krzewienie pamięci o Polakach pomordowanych na Wschodzie. Upieram się przy tym, by nasza pamięć nie została zdominowana tylko przez jedno wydarzenie.

Fronda.pl: Używa pan profesor terminu ludobójstwo. Sejm polski w roku 2013 nie zgodził się na deklaratywne uznanie ukraińskich zbrodni na Polakach za ludobójstwo. Czy decyzję tę powinno się teraz zmienić?

Prof. Andrzej Nowak: Takie kategorie w innych także sprawach odrzucał nie tylko Sejm, ale rozmaite ówczesne władze. Przypomnę tylko groteskowe wypowiedzi prawników, jakie padły na łamach „Gazety Wyborczej” w 2011 roku. Usiłowano wówczas udowodnić, że w Katyniu nie doszło do żadnego ludobójstwo, ale że była to zaledwie jakaś drobna zbrodnia wojenna. Myślę tymczasem, że wystarczy przymierzyć wydarzenia historyczne do definicji ludobójstwa sformułowanej przez polskiego prawnika Rafała Lemkina, która w jakiś sposób utrwalona jest też w praktyce prawniczej Organizacji Narodów Zjednoczonych. Trudno mieć jakiekolwiek wątpliwości, że należy stosować definicję ludobójstwa do zbrodni na Polakach w Związku Sowieckim z lat 1937 i 1938, do operacji katyńskiej i do operacji OUN-UPA. Wszystkie te trzy wypadki zasługują na określenie ich mianem ludobójstwa, czy nam się to podoba, czy nie, czy jest poprawne politycznie, czy nie. Takie były tragiczne fakty.

Fronda.pl: A jak ocenić propozycję Narodowego Dnia Pamięci w kontekście prowadzonego obecnie dialogu z Ukrainą? Zacytuję tu słowa Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które padły w odpowiedzi na interpelację poselską pana Roberta Winnickiego, pytającego MSZ o jego stosunek do rozwoju kultu OUN-UPA na Ukrainie. MSZ stwierdziło co następuje:

Wydaje się, że w sytuacji trwającego w Donbasie konfliktu zbrojnego radykalne zaostrzenie retoryki wobec Zbrodni Wołyńskiej i udziału formacji OUN-UPA nie przyniesie zamierzonych efektów, a wręcz może doprowadzić do zahamowania prowadzonego dialogu z Ukrainą. Obecne działania na rzecz obrony terytorium przed agresją zewnętrzną są w ukraińskiej narracji przedstawiane jako bezpośrednia kontynuacja wysiłku walki niepodległościowej UPA. Podważanie heroizmu UPA jest odbierane jako działanie antyukraińskie, zgodne z duchem rosyjskiej propagandy.

Czy pragnienie budowania dialogu z Ukraińcami powinno wpływać na formy upamiętniania ofiar ukraińskich zbrodni?

Prof. Andrzej Nowak: MSZ ma w moim przekonaniu absolutną rację: Tak wygląda w tej chwili sytuacja na Ukrainie, tak kształtuje się kult Bandery. Mamy wszelkie powody, by nad tym kultem ubolewać, krytykować go, a nawet potępiać. Jednak współcześnie Ukraińcy wspominają tradycje UPA nie po to, by z lubością oblizywać się na myśl o mordowanych Polakach, ale by myśleć o wzorze postawy odwagi i poświęcenia w walce z Moskwą, z którą w tej chwili realnie walczą.

Kontekst przedstawiony w odpowiedzi MSZ uważam za zgodny ze stanem umysłów i odbioru kultu Bandery na Ukrainie. Nie chcą tego zaakceptować i zrozumieć środowiska upamiętniające, jak najsłuszniej zresztą, zbrodnie ukraińskich nacjonalistów w Polsce. MSZ ma rację, ale rację mają też ci, w imieniu których mówi pan Dworczyk. Prawda historyczna jest taka, jaka jest, czy nam się to współcześnie w relacjach z Ukrainą podoba, czy nie. Ta zbrodnia nastąpiła. Jej symboliczną datę, jeśli mielibyśmy ją znaleźć, najlepiej wyraża 11 lipca. Musimy o tym przypominać, taka jest nasza pamięć, takie były prawdziwe wydarzenia, nie tylko na Wołyniu, ale również w Małopolsce Wschodniej. Kosztowały życie wiele dziesiątków tysięcy Polaków. Mamy prawo upamiętnić ich jako zamordowanych w imię obłędnej ideologii ludobójstwa opartego na skrajnej wersji nacjonalizmu.

 

Źródła:

 

http://www.fronda.pl/a/prof-andrzej-nowak-jako-narod-musimy-pamietac-o-ofiarach-mordow-na-polakach-z-kresow,65645.html

 

Rozmawiał Paweł Chmielewski

 

TEKSTY POPIERAJĄCE PROJEKT USTAWY O USTANOWIENIU NARODOWEGO DNIA PAMIĘCI MĘCZENSTWA KRESOWIAN:

 

http://11lipca1943.wolyn.org/index.php?option=com_content&view=article&id=51:dlaczego-dzien-pamieci-meczenstwa-kresowian&catid=33&Itemid=101

 

https://wirtualnapolonia.com/2016/02/11/aleksander-szumanski-11-lipca-dzien-pamieci-meczenstwa-kresowian/

 

http://telewizjarepublika.pl/11-lipca-narodowym-dniem-pamieci-meczenstwa-kresowian-pis-sklada-projekt-ustawy,29379.html

 

http://wpolityce.pl/historia/281162-nasz-news-11-lipca-ma-byc-dniem-pamieci-meczenstwa-kresowian-pis-wnosi-dzisiaj-projekt-ustawy-michal-dworczyk-narod-ktory-siebie-nie-szanuje-nie-bedzie-szanowany-przez-innych

 

http://znadniemna.pl/14736/11-lipca-ma-byc-dniem-pamieci-meczenstwa-kresowian/

 

http://dzieje.pl/aktualnosci/pis-zlozyl-projekt-ws-ustanowienia-dnia-pamieci-meczenstwa-kresowian

 

http://fakty.interia.pl/polska/news-11-lipca-narodowym-dniem-pamieci-meczenstwa-kresowian,nId,2143387

 

http://www.radiomaryja.pl/informacje/11-lipca-ma-byc-dniem-pamieci-meczenstwa-kresowian/

 

http://pis.org.pl/aktualnosci/projekt-ustawy-o-ustanowieniu-narodowego-dnia-pamieci-meczenstwa-kresowian

 

http://ipn.gov.pl/aktualnosci/2013/katowice/dzien-pamieci-meczenstwa-kresowian-tychy,-11-lipca-2013

 

 

 

]]>
http://niepoprawneradio.pl/?feed=rss2&p=16233 0
KONFEDERACJI TARGOWICKIEJ CIĄG DALSZY – OD SCHETYNY DO PETRU http://niepoprawneradio.pl/?p=16177 http://niepoprawneradio.pl/?p=16177#respond Sun, 21 Feb 2016 13:17:57 +0000 http://niepoprawneradio.pl/?p=16177 OD KONFEDERACJI TARGOWICKIEJ DO SCHETYNY I PETRU Z NIEMIECKĄ HIPOKRYZJĄ W TLE.

BŁAZEŃSTWA, ZOLLA, GIERTYCHA, RZEPLIŃSKIEGO, LISA, STĘPNIA, KIJOWSKIEGO.

KTO NIE PODSKAKUJE JEST ZWOLENNIKIEM PiS.

JADWIGA STANISZKIS TAJNYM WSPÓŁPRACOWNIKIEM SB?

PO, BUZEK I BAROSSO NA KAWCE Z MASONAMI

 

Zasadniczą przyczyną klęski Platformy Obywatelskiej i różnych „przystawek” tego ugrupowania była wola Narodu, aby dokonać zasadniczych zmian w polityce wewnętrznej i zagranicznej. Do świadomości Polaków dotarło, że przez ćwierć wieku byli manipulowani, oszukiwani, okradani przez formacje beneficjentów „okrągłego stołu”. Tą prawdą był historyczny przekręt 4 czerwca 1989 roku, w którym komuniści z junty Jaruzelskiego i Kiszczaka porozumieli się z tzw. „opozycją demokratyczną”, wywodzącą się z „młodych” kadr PZPR, będącymi niczym innym, jak rewizjonistami w partii komunistycznej. Tacy liderzy jak Kuroń, Michnik, Geremek, jeszcze od lat pięćdziesiątych XX wieku walczyli o „socjalizm z ludzką twarzą”. Po dziesiątkach lat ich formacja i inne pochodne „młodzieżówki” PZPR, jak Unia Wolności, KLD, czy w ostatnich latach Platforma Obywatelska, wreszcie dorwały się do rządzenia w Polsce.

W roku 2015 Polacy uświadomili sobie wreszcie, że byli przez lata oszukiwani i ograbiani przez polityków ugrupowań postkomunistycznych. Polacy zrozumieli, że po 1989 roku połączone antypolskie postkomunistyczne grupy stały się beneficjentami tamtego okrągłego mebla, „konferencji” poprzedzonej zdradą narodową w Magdalence.

Od 1989 roku rządziły w Polsce , poza dwoma krótkimi momentami formacje postkomunistyczne, a w ocenie wielu polityków i historyków bytowaliśmy nie w III RP, lecz w PRL-bis. Te rządy pozostawały pod kontrolą Moskwy, następnie Brukseli, a właściwie Berlina. Przez dziesiątki lat Polacy byli pod butem sowieckim, w ostatnim ćwierćwieczu staliśmy się wasalami Niemiec i Unii Europejskiej. Przez siedemdziesiąt lat Polska była traktowana przedmiotowo, a nie byliśmy podmiotem w rozgrywkach międzynarodowych.

PO i jej satelici w żaden sposób nie mogą pogodzić się z porażką wyborczą. Owej porażce sekundują „patriotyczne” media jak „Gazeta Wyborcza”, „Newsweek”, a ostatnio krakowski „Dziennik Polski”. TVN każde wieczorne „Fakty” rozpoczyna pogromem koalicji rządzącej we wszystkich tematach, którymi interesuje się nowo wybrany rząd. Każda inicjatywa rządu staje się przedmiotem ostrej krytyki tuzów Nowoczesnej, ZSL (PSL), czy też PO. Ponad szeregiem tych antypolskich działań stoją liderzy partyjni Petru, Schetyna, Kosiniak – Kamysz myśląc o odzyskaniu władzy na drodze przedwczesnych wyborów z nowym „premierem”, nieukiem, pseudo bankowcem,   Ryszardem Petru sterowanym przez Balcerowicza.

Zawiązana koalicja antypolska, współczesna Targowica brata się z Unią Europejską „reprezentując” polską rację stanu w objęciach nieuka z niewiadomą maturą, Martina Schulza, niemieckiego Żyda, anty Polaka i antysemity.

Grzegorz Schetyna zapowiada protesty uliczne milionów Polaków, utworzony Komitet Obrony Demokracji (tzw. KOD) z Mateuszem Kijowskim, nieukiem, krawcem, projektantem śpiworów, kurtek puchowych, majtek, biustonoszy, kalesonów, nieudolnym „dziennikarzem” „Gazety Wyborczej” zadłużonym alimentacyjnie, ramię w ramię z anty Polakami, targowiczanami.

Mateuszowi Kijowskiemu grozi kara 2 lat pozbawienia wolności (art. 209 Kk) za uporczywe nie płacenie alimentów.

Kreatury Schetyna i Petru nie wiele zwojowali w Brukseli, stali się przedmiotem chichotu wielu zachodnich polityków, ale nie złożyli broni, trwając w podłej ofensywie antypolskiej. Wciąż podkręcają polityków niemieckich, żywotnie zainteresowanych w odzyskaniu nad Wisłą swoich półkolonialnych wpływów i na wszelkie sposoby starają się szkodzić Polsce na arenie międzynarodowej.

Taka powtórka z historii, sięgającej czasów Konfederacji Targowickiej, cesarzowej Katarzyny II, rozbiorów Polski, Aleksandra Wielopolskiego herbu Starykoń, Wandy Wasilewskiej, Związku Patriotów Polskich, Marchlewskiego, Bolesława Bieruta.

Tych współczesnych targowiczan dzielnie wspierają niektórzy „niezawiśli” sędziowie, jak skompromitowani prezes TK Andrzej Rzepliński, Igor Tuleya, Ryszard Milewski, Wojciech Łączewski i inni. Przypomnę, iż Rzepliński posiada utajnioną wiedzę o mordercach ks. Jerzego Popiełuszki.

Do tego środowiska dołączają jeszcze Jerzy Stępień b. prezes TK, Andrzej Zoll, b. prezes TK, b. rzecznik Praw Obywatelskich, skompromitowany przynależnością do loży masońskiej Rotary Club i przewodnictwem w fundacji kościelnej im. św. Jana Pawła II „Nie lękajcie się”, gdy Kościół zabrania masonom przystępowania do Komunii Świętej, a co dopiero szefowania instytucją kościelną,.

W równym szeregu występują również niektórzy „niezależni” senatorowie jak Marek Borowski – aktywista PZPR, lektor KC. PZPR, Bogdan Borusewicz, Jan Rulewski, czy też b. senatorowie jak Roman Giertych, skompromitowany prawnik skaczący na oczach tłumu z „hieną roku” Tomaszem Lisem.

Rodzice Ryszarda Petru byli osobami zaufanymi w jaczejce bolszewickiej. W latach 80 pilnie współpracowali naukowo z bolszewikami w Dubnej w dziedzinie badań jądrowych, w czasie zimnej wojny, gdy bolszewia przygotowywała się do otwartej III wojny światowej. Temu właśnie służyły badania jądrowe w Dubnej.

Owa działalność rodziców Ryszarda Petru jako żywo przypomina tzw. „Sprawę małżeństwa Rosenbergów”.

Ethel Greenglass Rosenberg (ur. 28 września 1915, zm. 19 czerwca 1953, w więzieniu Sing-Sing, USA) i Julius Rosenberg (12 maja 1918, zm. 19 czerwca 1953 r., w więzieniu Sing-Sing, USA) – amerykańskie małżeństwo, związane z Partią Komunistyczną USA, oskarżone, osądzone i skazane na śmierć za szpiegostwo na rzecz Związku Radzieckiego i przekazywanie radzieckim agentom tajemnic dotyczących broni jądrowej. Winę Rosenbergów potwierdziła dokumentacja ujawniona ostatnio(2015 rok) w Rosji.

Jakoś po synu nie widać inteligenta, nawet w wydaniu komunistycznym. Prostactwo Petru ujawnia się w sposobie bycia, wysławianiu się, braku elementarnej wiedzy historycznej, reakcjach w Sejmie, nie wyłączając „występów ulicznych”. Jego sposób zachowania zbieżny jest z łajdactwem Janusza Palikowa i kłamstwami kopaczki skompromitowanej „kłamstwem smoleńskim” „na metr w głąb”. Jego partia słusznie zwana „nowoczerską” ma w Sejmie 28 posłów w tym dwie rutynowe szczekaczki i jednego „szczykacza”. Reszta nawet szczekać nie potrafi. Takie barachło parlamentarne przynosi tylko wstyd polskiej racji stanu.

W KOD-ach niewielu uczestników tych manifestacji zdaje sobie sprawę z tego, o co tak naprawdę chodzi. Uczestniczą w tych pochodach również ludzie starzy, po 80 roku życia, a z wypowiedzi niektórych wynika ich całkowita niewiedza, a nawet głupota, granicząca z nieodpowiedzialnością społeczną i wręcz szkodliwością.

Owe wypowiedzi skrzętnie gromadzą kamerzyści TVN i ogłupiają telewidzów „patriotycznymi” wypowiedziami staruszków „broniących” demokracji i Konstytucji.

Kto nie podskakuje ten jest zwolennikiem PiS” – nawołują staruszków do harców. Mateusz Kijowski, Roman Giertych, czy Tomasz Lis, robią z siebie i z „podskakiewiczów” kompletnych idiotów.

Okazało się, że Mateusz Kijowski nie jest tylko liderem błaznów. Przez lata ciułał forsę nie płacąc alimentów, aż uciułał 80 tysięcy złotych. Na rozpęd koła zamachowego KOD-u wystarczyło, ale dalej już nie jest tak miło. Forsa się wyczerpała, alimenty nie zapłacone, a i Pietru, już jest Pietru, sponsorzy zaciskają pasa, a przecież trzeba podskakiwać, a diengów niet.

A więc ruszono, wzorem Owsiaka z puszkami do pajacowatej gawiedzi. Ile tam uciułano, tego się nie dowiemy. Ale czy to wystarczy na opłacenie podskakujących błaznów? Inteligentnych inaczej, którzy trzymają się kurczowo śladów po utraconej władzy.

AUTORYTET Z LISTY AGENTÓW?

 

W tym całym przekrętasie zaskoczyła Jadwiga Staniszkis. Z zadowoleniem oczywiście opisała to żydowska gazeta dla Polaków „Gazeta Wyborcza”. Sam Adam Michnik podskakiwał z nowoczerską radośnie. Jadwiga Staniszkis na przestrzeni ostatnich lat wyrażała rozmaite poglądy i opinie, ale raczej sprzyjała prawicy i popierała Jarosława Kaczyńskiego. Teraz babci coś się pokręciło i też zaczęła poskakiwać, tym razem nie w tą stronę i nie tylko w Polsce, ale również w mediach, co najgorsze niemieckich zaatakowała prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudę, rząd Prawa i Sprawiedliwości i Jarosława Kaczyńskiego. Gdzie znajduje się przyczyna takiej politycznej metamorfozy?

Przed wyborami w 2015 roku córka Jadwigi Staniszkis ogłosiła, że będzie startować z listy Nowoczesnej Ryszarda Petru. Córeczka nie została wybrana, a jednak wije sobie gniazdko polityczne w nowoczerskiej. Mamusia sprzyja córeczce i podobnym głosem jak spietrany Pietru, oczernia Polskę w niemieckich mediach. W międzyczasie wyszły powiązania mamusi z SB, ale być może była osobą inwigilowaną, co jest bardziej prawdopodobne. Jednak jest inaczej niż myślałem.

„Autorytet z listy agentów” – tytułuje tekst serwis Solidarni 2010.pl. I dowodzi, że krytykująca ostatnio PiS prof. Jadwiga Staniszkis w PRL była tajnym współpracownikiem SB.

„Kto wie, ostatecznie na liście agentów pani Staniszkis figuruje pod numerem IPN BU 00191/413. Tak, dwa zera wskazują, że była tajnym współpracownikiem. A układ postkomuny (trzymający krzepko władzę) dobiera sobie autorytety z takiej półki, to prawie żelazna reguła” – pisze w swoim tekście Marek Baterowicz, który na stronie Solidarni 2010.pl podpisany jest jako „poeta, prozaik i publicysta”.

 

http://polska.newsweek.pl/jadwiga-staniszkis-placi-za-krytyke-pis-prawicowy-serwis-oskarza-ja-o-wspolprace-z-sb,artykuly,376836,1.html

 

http://www.fakt.pl/politycy/oskarzaja-prof-jadwige-staniszkis-o-to-ze-byla-agentka-sb,artykuly,602503.html

 

BUZEK I BAROSSO NA KAWCE Z MASSONAMI

 

Przedstawiciele najwyższych władz Unii Europejskiej spotkali się z reprezentantami masonerii. Nastąpiło to w ramach corocznego spotkania szefów Komisji Europejskiej, Rady Europejskiej i Parlamentu Europejskiego z organizacjami filozoficznymi i ruchami niewyznaniowymi. Jose Barroso, Herman Van Rompuy i Jerzy Buzek rozmawiali z członkami tej największej na świecie i najbardziej zaciekłej organizacji antykatolickiej, aby – jak wyjaśniono – dyskutować na temat walki z biedą i wykluczeniem społecznym.

Przedstawiciele Brukseli spotkanie z masonami uzasadniali koniecznością dialogu między unijnymi instytucjami, a wspólnotami religijnymi, Kościołem, oraz stowarzyszeniami niewyznaniowymi. Jose Barroso jako szef Komisji Europejskiej od wielu już lat spotyka się z najwyższymi władzami masonerii. Za każdym razem, kiedy w Brukseli przyjmowana jest delegacja tego stowarzyszenia, towarzyszy temu niezwykłe zainteresowanie, grzeczność, a wręcz spolegliwość unijnych polityków wobec jej przedstawicieli. Wcześniej masoni przyjmowani byli zazwyczaj na prywatne zaproszenie któregoś z wysoko postawionych unijnych oficjeli, aż do roku 2008, kiedy już oficjalnie Barroso jako przewodniczący KE zaprosił do Brukseli władze Międzynarodowego Mieszanego Zakonu Wolnomularskiego „Le Droit Humain”.

 

EUROPEJSKA DEBATA NAD POLSKĄ

Europejska debata nad Polską odsłania istotę ustrojów demokratycznych, które można generalnie sprowadzić do „prawdziwych” i „fałszywych”.

Realną podstawą do niepokojów Polaków jest fakt, że to „przesłuchanie” Polski na forum Parlamentu Europejskiego odbyło się bez odpowiednich podstaw prawnych i – co więcej – bez uprzednich rzetelnych, dwustronnych rozmów, pomiędzy Komisją i Parlamentem Europejskim, a rządem RP, które mogłyby wyjaśnić obecne kierunki „myśli” polskiej, „woli” polskiej, „spostrzeżeń” polskich i żywej egzystencji nas, Polaków w naszym państwie, czy w strukturze UE. To oznacza, że najważniejsze instytucje Unii przystąpiły do rozprawy z Polską, nie szanując dobra wspólnego Polski, ani naszej godności na forum Europy i świata, nie pytając nas nawet o głos, lecz oceniając nas a priori negatywnie przez Komisję Europejską, co jest w istocie prawnym i moralnym skandalem. Jeżeli dodatkowo uwzględnimy kontekst Europy, w którym dochodzi do złamania prawa europejskiego w kwestii migrantów przez kanclerz Niemiec Angelę Merkel, to rozumiemy, że cała UE powinna była zająć się prawdziwym zagrożeniem dla praworządności w Europie, którego przyczyną stała się polityka naszego zachodniego sąsiada. Gros mediów polskojęzycznych, których właścicielami są podmioty niemieckie i niemieckojęzyczne (ponad 80 procent wszystkich mediów), wraz z niektórymi polskimi politykami zdradzającymi polską rację stanu przerzuciło podstępnie akcent polityki europejskiej na odbudowujące swój Naród i swoją Ojczyznę w oparciu o prawo naturalne państwo polskie.

To świadczy o procesie zafałszowywania zarówno demokracji w Europie, jak i prawdziwego oblicza naszego Narodu, jako prawego suwerena w Rzeczypospolitej, co pomnaża destrukcję, zamiast na fundamencie prawdziwej demokracji w konstruktywnej koegzystencji z państwami – sąsiadami budować dobro narodów i państw Unii.

Protesty opozycji parlamentarnej i poza parlamentarnej z pogróżkami zdrajców narodowych na przykładzie Grzegorza Schetyny i Ryszarda Petru, o „milionowych” protestach ulicznych i „reprezentowania” polskiej racji stanu w UE, świadczą wyłącznie o próbach odbicia utraconego świńsko – korupcyjnego koryta oraz o próbie zawłaszczenia państwem z „premierem” Ryszardem Petru w tle i upokorzenia Polski, Polaków i polskości na arenie międzynarodowej.

Ponadto jesteśmy świadkami postawy obecnej opozycji politycznej w Polsce, która po dokonaniu tak olbrzymich nadużyć, licznych afer, w tym FOZZ, Amber Gold, braku lustracji i dekomunizacji, wyprzedaży majątku narodowego, likwidacji stoczni, utraty przez Polskę dostępu do morza, forsowaniu ustaw niszczących Polskę, niszczenia polskiego przemysłu, okradania wykonawców i podwykonawców budowlanych, dróg, autostrad, mostów, stadionu narodowego etc. ma jeszcze „honor” występować na forum Sejmu, czy Senatu RP oraz instytucji unijnych w Europie jako „obrończyni” demokracji.

 

NIEMIECKA HIPOKRYZJA, OTWARTA NIENAWIŚĆ NIEMIECKA DO POLSKI

 

Nad bramą niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz symbolu martyrologii Narodu Polskiego, zamocowane jest hasło, które można przetłumaczyć: „Praca czyni wolnym”, a faktycznie, kogo ciężka praca nie zabiła mógł „zdobyć wolność” poprzez komorę gazową z cyklonem B, a następnie spopielić się w krematorium.

Przypomnienie tej odrażającej historii niemieckiego faszyzmu, nazizmu i hitleryzmu wywołał Martin Schulz przewodniczący Parlamentu UE przy okazji połajanek jakich nie szczędził Polsce w Parlamencie UE. Skąd sie znalazł taki „mędrzec”. Okazało się, że oprócz braku matury może „poszczycić się” tatusiem byłym esesmanem w niemieckim obozie koncentracyjnym Mauthausen. Tak oto żydowscy żołnierze Hitlera przysłużyli się hitlerowskiej eksterminacji narodów europejskich, w tym ludobójstwie 6 milionów obywateli polskich, Polaków i Żydów.

Teraz ktoś z takim rodowodem śmie pouczać nas, Polaków na czym polega demokracja i praworządność.

Ostatnie wydarzenia w Polsce związane ze zmianą rządu Rzeczypospolitej Polskiej i podjęte parlamentarne decyzje nazwał niemiecki Żyd Martin Schulz ze znaną od lat Narodowi Polskiemu niemiecką butą „zamachem stanu”. Podobnie do niego zachowywał się w latach 30. ub. wieku Adolf Hitler w „Mein Kampf”, gdzie zawarł podstawy swoich teorii antysemickich i narodowo-socjalistycznych. Stała się ona czołowym dziełem ideologii i propagandy nazistowskiej III Rzeszy. Powołując się na eugeniczne tezy rasistowskie, dowodził, że „rasą panów” są Aryjczycy, a wśród nich szczególna pozycja należy się Niemcom. Słowianie natomiast byli traktowani jako najniższa z warstw aryjskich, dobra wyłącznie do prac niewolniczych. Według Adolfa Hitlera najniższą rasą są Żydzi, których po przejęciu władzy w Europie za wszelką cenę pragnął zlikwidować.

Zachowanie Martina Schulza jako przewodniczącego Parlamentu Europejskiego w stosunku do Polski, Polaków i polskości stanowi analogię do „dzieła” Hitlera pisanego w więzieniu, gdzie Schulz powinien się znaleźć po przeprowadzeniu ataku zamachu stanu na suwerenną Rzeczpospolitą Polskę.

Opracował Aleksander Szumański

 

Źródła:

 

„Głos Polski” w Toronto nr 7; – 17 – 23. 02. 2016

„Nasz Dziennik” nr 36; 13 – 14 lutego 2016

„Gazeta Obywatelska” nr 107; 5 -18 lutego 20162016

 

 

]]>
http://niepoprawneradio.pl/?feed=rss2&p=16177 0