agentura – Niepoprawne Radio PL http://niepoprawneradio.pl Tego nie usłyszysz nigdzie indziej Sun, 18 Oct 2015 16:13:52 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=5.8.4 AGENCI KREMLA WCZORAJ I DZISIAJ http://niepoprawneradio.pl/?p=13156 http://niepoprawneradio.pl/?p=13156#respond Sun, 18 Oct 2015 15:34:22 +0000 http://niepoprawneradio.pl/?p=13156 AGENCI KREMLA WCZORAJ I DZISIAJ

 

Świetnie uplasowane i zakamuflowane pokolenia postsowieckiej agentury działają w Polsce również obecnie, o czym za chwilę.

W jakim stopniu obce służby zinfiltrowały polski aparat państwowy i wojskowy? To pytanie szybko padło w ramach rozliczeń i poszukiwań winnych tzw. klęski wrześniowej w 1939 roku, a później i przegranej całej wojny. O ile udało się niemal w całości odtworzyć siatki niemieckie (i tak zresztą w znacznej mierze ujawnione), o tyle kierunek wschodni – z oczywistych powodów – pozostał „terra incognita”.

Dzieje się tak dlatego, że wobec niedostępności najważniejszych postsowieckich archiwów jesteśmy zdani w pierwszej kolejności na obszerną twórczość rosyjskich autorów. Co prawda, polskie wątki w ich pracach są zwykle przedstawiane marginalnie, ale zsumowane przynoszą wręcz zatrważający, choć na razie zaledwie naszkicowany obraz agentury, głęboko zakorzenionej w administracji państwowej i armii II RP, a potem i w polskich władzach w kraju i na uchodźstwie.

 

WYWIADOWCZE OSACZANIE

 

Polska, zapora w drodze na Zachód, stanowiła od momentu swego odrodzenia obszar ekspansji sowieckich agencji szpiegowskich, zarówno podległych Kominternowi, NKWD, jak i sztabowi Armii Czerwonej. Truizmem będzie twierdzenie, że od lat 20. XX wieku tworzyły one najskuteczniejszy i najsprawniejszy wywiad świata. Jego atutami były relatywnie wysokie środki finansowe, najbardziej brutalne, pozbawione jakichkolwiek hamulców metody działania oraz nieograniczone możliwości selekcji i zaciągu wśród zwolenników i sympatyków ruchu komunistycznego.

Dodatkowym ułatwieniem dla Sowietów była obecność na obszarze II RP stosunkowo licznej kolonii rosyjskiej, ukraińskiej i żydowskiej z oczywistych względów szczególnie podatnej na werbunek. Do współpracy z Sowietami skłonni byli także liczni przedstawiciele mniejszości narodowych, traktujący polską państwowość obojętnie lub wręcz wrogo.

Polska, uznawana początkowo (nie tylko w Berlinie, ale i w Moskwie) za państwo sezonowe, stanowiła nie tylko obiekt infiltracji wywiadowczej, ale także teren akcji dywersyjnych i terrorystycznych, podejmowanych na wielką skalę z pomocą agenturalnej Komunistycznej Partii Polski. Nie mniejszym zagrożeniem stała się koronkowa operacja dezinformacyjna „Trust”, mająca doprowadzić do opanowania rosyjskich organizacji emigracyjnych i zyskania przez nie wpływu na tajne służby głównych państw europejskich.

 

AGENTURA W MSZ I W MSW

 

Po maju 1926 r. sygnały uzyskane kanałami wywiadowczymi przekonały Stalina o stabilizacji wewnętrznej w Polsce, a radykalne posunięcia marszałka Piłsudskiego – które zneutralizowały na polskim gruncie działania „Trustu” – zmusiły sowiecki wywiad do zmiany metod działania. W efekcie zaczęto budować w II RP długofalową agenturę, której centra stanowiło kilka dobrze zakonspirowanych ośrodków w Wolnym Mieście Gdańsku, Krakowie i Warszawie. Gdy po dojściu Hitlera do władzy stosunki z Berlinem zaczęły się komplikować, a sowieckie kierownictwo zaniepokoiło się możliwością zbliżenia Rzeszy i Rzeczypospolitej, utworzono niezwykle sprawną siatkę wywiadowczą w niemieckiej ambasadzie w Warszawie. Dawała ona najlepszy wgląd w inicjatywy obu potencjalnych partnerów. Jakie rozeznanie w tych działaniach miały władze polskie i jak próbowały się im przeciwstawiać? Zgodnie z abecadłem kontrwywiadu, szpiegów starano się przede wszystkim rozpoznawać, a dopiero później – i to nie wszystkich – unieszkodliwiać.

 

 

O działalność na rzecz sowieckiego wywiadu podejrzewano na przykład Eugenię Arciszewską, żonę ambasadora w Bukareszcie, tzw. białą Rosjankę. Spowodowało to nagły zwrot w karierze jej męża: odwołany z placówki w maju 1938 r., po złożeniu obietnicy rozwodu lub separacji (jak się miało później okazać gołosłownej), otrzymał nominację na nieformalnego podsekretarza stanu w MSZ, gdzie mógł byś poddany wnikliwszej kontroli. Innymi agentami w MSZ byli wyższy urzędnik Departamentu Administracyjnego Stanisław Próchnicki (zdemaskowany, w 1933 r. popełnił samobójstwo) i osławiony później dziennikarz i publicysta Stefan Litauer, podówczas zatrudniony w Wydziale Prasowym. Wedle nie sprawdzonych pogłosek, sowiecki wywiad miał się też starać o pozyskanie radcy Ambasady RP w Moskwie, a następnie kierownika Referatu Sowieckiego w Wydziale Wschodnim – Stanisława Zabiełły. Niedawno dzięki studiom rosyjskich historyków Aleksandra Papczinskiego i Michaiła Tumszysa wypłynęło nazwisko jeszcze jednego agenta z tego kręgu. Miałby nim byś ppłk dypl. Tadeusz Kobylański, polski attache wojskowy w Moskwie, a następnie radca ambasady w Bukareszcie, od 1935 r. naczelnik Wydziału Wschodniego i wicedyrektor Departamentu Politycznego. Zwabiono go – jak twierdzą obaj autorzy – wielkimi pieniędzmi i możliwością realizacji homoseksualnych skłonności. Stwierdzeniu temu prof. Pawła Wieczorkiewicza zaprzecza polski politolog Adam Danek na łamach portalu Fronda.

 

http://www.fronda.pl/blogi/w-okopach-swietej-trojcy/sprawa-tadeusza-kobylanskiego,10127.html

 

Rosyjski wywiad miał swego człowieka i w drugim newralgicznym organie państwa – w MSW. O kontakty z Sowietami podejrzewano długoletniego szefa policji politycznej, a następnie wiceministra spraw wewnętrznych Henryka Kaweckiego, odpowiedzialnego przez wiele lat m.in. za zwalczanie komunizmu i Komunistycznej Partii Polski jako sowieckiej agentury.

 

ROSYJSCY AGENCI W POLSCE

 

Tak jak najciemniej jest pod latarnią, a najlepsze ryby łowi się w mętnej wodzie, tak najciekawiej można mówić o aferze szpiegowskiej wtedy, gdy się o niej nic nie wie. Właśnie obserwujemy taki spektakl medialny, w którym dwie główne role przypisano zatrzymanym przez ABW: oficerowi wojska polskiego (podobno pułkownikowi) i jakiemuś prawnikowi.

Mieli ponoć pracować na rzecz rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU. Sensacyjność tego wydarzenia jest tym większa, że od lat zapewniano nas o dobrej współpracy struktur bezpieczeństwa Polski i Federacji Rosyjskiej. Ta współpraca sięga przecież czasów PRL-u, ale kontynuowana była owocnie także w III RP. Minister Marek Siwiec, szef BBN za czasów prezydenta Kwaśniewskiego, podpisał umowę o współpracy z Iwanem Rybkinem, szefem Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej w czasach, kiedy Polska nie była jeszcze w NATO.

Spotkania obecnego szefa BBN, gen. Stanisława Kozieja, z Nikołajem Patruszewem, byłym generałem KGB i przyjacielem Putina, także świadczyły o owocnej współpracy obu państw w zakresie narodowego bezpieczeństwa.

Po 10 kwietnia 2010 r. Polska zachowała się niezwykle lojalnie i delikatnie wobec Rosji, nie występując do NATO i innych europejskich struktur z prośbą o pomoc w wyjaśnieniu tragedii smoleńskiej. Przykłady współpracy opartej na wzajemnym zaufaniu można by mnożyć, a tu raptem, po tylu latach, aresztowanie rosyjskich szpiegów Polsce. Poza zdziwieniem nic tu mądrego nie da się powiedzieć.

 

 

Ale dlaczego tylko dwóch? A co z resztą agentów? Jest ich pewnie w Polsce cała siatka. A co słychać u ponad setki byłych dyplomatów naszego MSZ, szkolonych na rosyjskich uczelniach? No i u tych w Wojsku Polskim po kursach GRU w Moskwie?

W czasie gdy zatrzymywano szpiegów, prasę niezależną obiegła informacja o konsulu honorowym Rosji w Polsce, którego firma, dzięki zaufaniu, jakim Polska tradycyjnie obdarza Rosję i jej przedstawicieli, we wrześniu br. wygrała olbrzymi przetarg na obsługę systemów informatycznych KRUS-u.

Wcześniej rosyjski konsul honorowy Federacji Rosyjskiej z siedzibą w Szczecinie, dr Andrzej Bendig-Wielowiejski, miał już przyjemność informatyzować za nasze, podatników, pieniądze ZUS, Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, Rządowe Centrum Legislacji oraz Państwową Komisję Wyborczą.

PiS domaga się od premier Kopacz, aby na najbliższym posiedzeniu Sejmu przedstawiła dodatkowe informacje o osiągnięciach biznesowych honorowego konsula Rosji w Polsce. Co jeszcze informatyzował? Bo dzięki komu, to już wiemy – dzięki polskiemu państwu, otwartemu na wszechstronne kontakty z Federacją Rosyjską i jej przedstawicielami w Polsce.

Przekazanie prywatnej firmie możliwości pozyskiwania podstawowych danych dotyczących bezpieczeństwa Polski i jej obywateli, a także bezpieczeństwa zdrowotnego poszczególnych ludzi, szokuje i prowadzi do wniosku, że rzeczywiście rację miał minister Sienkiewicz, gdy mówił, że państwo polskie istnieje tylko teoretycznie.

Zakładając, że konsul honorowy Rosji w Polsce nie ma nic wspólnego z rosyjskim wywiadem – oczywiście poza ogólnym zaufaniem do konsula – możemy być pewni, że wszystko, co miało pozostać tajne, już tajne nie jest. Także informacje medyczne na temat naszych chorób, przebytych operacji i ogólnego stanu zdrowia. Naczelny lekarz Federacji Rosyjskiej może się teraz pochylić nad kondycją zdrowotną Polaków i szukać najlepszych środków pomocnych naszemu szybkiemu wyleczeniu się z wszelakich chorób.

Jeżeli zaś potwierdzą się informacje o tym, że firma konsula maczała palce przy informatyzacji obsługi systemu serwerów na potrzeby wyborów, to niewykluczone, że wyniki wyborów samorządowych, które odbyły się w listopadzie były już znane w Moskwie. Podejrzenie tym bardziej uzasadnione, że znany jest powszechnie fakt dwukrotnego wyjazdu na szkolenia do Moskwy delegacji Państwowej Komisji Wyborczej. Kompletną nieodpowiedzialność pseudoelit rządzących III RP wspierają zaprzyjaźnione z władzą media.

Czytając niektóre gazety, można odnieść wrażenie, że Rosja nie wycofała się z Polski w 1993 r. Jest wciąż tu obecna i ma swoich oddanych „polskich Rosjan”, którzy gdyby tylko mogli, wznosiliby w Polsce pomniki na jej część. Jak redaktor Paweł Wroński z „GW”, opowiadający się za postawieniem Rosjanom w Krakowie pomnika, który ma upamiętnić „zamordowanych” jeńców rosyjskich w „polskich obozach śmierci” w latach 1919-1920. Nie ma sensu bronić dobrego imienia Polski za wszelką cenę – przekonuje Wroński.

Jakże bliski jest polski neobolszewik choćby sprzątaczce na lotnisku w Moskwie, która na zwykłą uwagę polskiej stewardessy wypowiedzianą po angielsku, gdyż nie znała rosyjskiego, usłyszała, że wkrótce ona i inni Polacy nauczą się dobrze tego języka.

Dzisiaj MSZ zatrudnia na placówkach dyplomatycznych agentów sowieckich, nie zlustrowanych TW i sutenerów, zatrudnionych z decyzji „Radka” Sikorskiego i kontynuatora Szetyny (rzekomo Schetyny).

 

 

 

]]>
http://niepoprawneradio.pl/?feed=rss2&p=13156 0
Detektyw Ziemkiewicz na tropie Niepoprawnego Radia PL http://niepoprawneradio.pl/?p=8206 http://niepoprawneradio.pl/?p=8206#comments Fri, 11 Apr 2014 15:51:35 +0000 http://niepoprawneradio.pl/?p=8206 Pudło, panie Ziemkiewicz – działamy w jawnym, zarejestrowanym, wolontariackim stowarzyszeniu pod własnymi nazwiskami.Klub Ronina

Nieznany obiekt

I. O Smoleńsku w „Roninie”

W poniedziałek 07.04.2014 odbył się tradycyjny „Przegląd Tygodnia” w Klubie Ronina. Wydarzenia pod okiem Józefa Orła komentowali Rafał Ziemkiewicz, Stanisław Janecki oraz Łukasz Warzecha. Jednym z poruszonych wątków była sprawa smoleńskiego śledztwa – i tu, prócz obśmiania krętactw prokuratora Szeląga, dyskutanci zajęli się działalnością posła Macierewicza i jego Zespołu Parlamentarnego badającego przyczyny Tragedii Smoleńskiej. Komentatorzy, ze szczególnym uwzględnieniem Rafała Ziemkiewicza, przyjęli stanowisko, które da się streścić w słowach: „działalność Antoniego Macierewicza jest przeciwskuteczna”. Dlaczego? Wytknięto mianowicie, że skuteczniejszą taktyką byłoby, gdyby Macierewicz wypunktowywał skandale oficjalnego śledztwa i powstrzymał się od formułowania własnych teorii. Przy okazji, dyskutanci zadeklarowali swój sceptyczny stosunek do hipotezy zamachu na Siewiernym.

I do tego momentu można by nie robić ze sprawy „tematu”. W końcu, opowiadanie się jako zwolennik Macierewicza czy hipotezy zamachowej nie jest obowiązkowe. Odrzucają przesłanki wskazujące na zamach – ich prawo, przy tak szczątkowych dowodach jakie mamy do dyspozycji trudno formułować jakiekolwiek pewniki. Pisałem zresztą o tym w notce „Papierek lakmusowy” (ów „papierek” to credo Powiedz mi jaki jest Twój stosunek do Smoleńska, a powiem Ci kim jesteś”), w której deklarując się jako zwolennik tezy zamachowej wykazywałem jednocześnie, że pozytywny wynik „testu papierka lakmusowego” powinien odnosić się do wszystkich, którzy sprawę Tragedii traktują priorytetowo, niezależnie od tego, czy uważają że był to zamach, czy też mógł zadziałać splot innych okoliczności. (…) Czynnikiem nadrzędnym powinna być bowiem wola dotarcia do prawdy, której na dzień dzisiejszy w pełni nie znamy, nie zaś bezkrytyczne hołdowanie konkretnemu przekonaniu na temat przyczyn Katastrofy.”

II. Ziemkiewicz na tropie radio-agentów

Publicyści w Roninie poszli jednak znacznie dalej. Ton ich komentarzy jednoznacznie wskazywał, że uważają Macierewicza za szkodnika, którego działalność jedynie gmatwa kwestię Tragedii, zaś stawiane przez niego radykalne wnioski generalnie rzecz ujmując – bardziej przeszkadzają sprawie wyjaśnienia Smoleńska niż jej pomagają. Innymi słowy, spozycjonowali się jako lustrzane odbicie tych, którzy z kolei odsądzają od czci i wiary wszystkich nie podzielających tezy o zamachu.

No i wtedy się zaczęło. Klub Ronina transmitowany był bowiem na żywo przez Niepoprawne Radio PL, a na radiowej stronie funkcjonuje czat za pomocą którego słuchacze i redaktorzy Radia komentowali na bieżąco transmisję. Opisane powyżej postawienie sprawy Tragedii Smoleńskiej i działalności Antoniego Macierewicza wywołało szereg nieprzychylnych i nierzadko ostrych wpisów pod adresem trójki dyskutantów, co pod koniec „Przeglądu Tygodnia” przekazał im do wiadomości Józef Orzeł, z refleksją, że „tradycyjnie przed wyborami prawica się dzieli”. Zareagował na to Rafał Ziemkiewicz, który zresztą zdaje się mieć do blogerów i komentatorów internetowych jakiś generalny uraz, twierdząc, że prawica nie tyle „się dzieli”, ile „jest dzielona”, następnie zaś zaczął się rozwodzić nad działalnością agentury w internecie, osobliwie „radykalnych blogerów”, insynuując że niekoniecznie może tu chodzić o „zwolenników prawicy”, ile o tych, którzy zwolennikami prawicy są „służbowo”. Przypomniał w tym kontekście działalność carskiej Ochrany, której agenci w polskich środowiskach niepodległościowych wykazywali się radykalizmem właśnie.

W ten oto zgrabny sposób, redakcja Niepoprawnego Radia PL oraz jego słuchacze zostali przedstawieni przez pana redaktora jako ruska agentura.

III. Wilki! Wilki!

Jestem przeciwnikiem szafowania oskarżeniami o agenturalność. Po pierwsze, zabijają one z miejsca jakąkolwiek dyskusję, bo z „agentami” się nie gada, przez co traktowane są jako wygodny unik zwalniający z merytorycznej polemiki. Po drugie, używane są często zamiast argumentów – nie zgadzasz się ze mną, znaczy, jesteś „agent”. Klasyczny, stygmatyzujący adwersarza przytyk ad personam. Po trzecie wreszcie i być może najważniejsze – nadużywanie tego typu oskarżeń deprecjonuje ciężar zarzutu. Tak jak w znanej historii o pastuszku, który tyle razy wykrzykiwał po próżnicy „wilki! wilki!”, że gdy w końcu wilki faktycznie przyszły, nikt mu nie uwierzył. Swojego czasu przedobrzyła z tą metodą „Wyborcza” obrzucająca przeciwników tak zapamiętale oskarżeniami o „faszyzm” i „antysemityzm”, aż koniec końców odebrała tym zarzutom jakąkolwiek wagę i powagę. Z oskarżeniami o agenturalność dzieje się podobnie. Stają się na naszych oczach pospolitą inwektywą.

Tymczasem, w omawianym przypadku tej polemicznej kłonicy użyli nie rozemocjonowani internauci, tylko stateczni dziennikarze, pragnący zapewne uchodzić za obliczalnych, rozsądnych i zrównoważonych. Wystarczyło kilka niepochlebnych komentarzy na czacie i puściły nerwy. Ziemkiewicz zaczął gadać o internetowych „zombich” podpisujących się jako „Pimpuś”, a Janecki dołożył swoje mówiąc o spec-służbach aktywnych w internecie. Generalnie, szczera prawda, tyle że w naszkicowanym tu kontekście wyszło dość obrzydliwie. Czyli co – wystarczy się nie zgadzać z Ziemkiewiczem, mieć bardziej radykalne niż on poglądy, by nagle zaczął węszyć agentów niczym jacyś internetowi „radykałowie”, którzy przy innych okazjach napawają go takim niesmakiem? Tym razem okazało się, że smrodkiem anonimowej agenturalności ma zalatywać z redakcji Niepoprawnego Radia PL i od jego słuchaczy?

Pudło, panie Ziemkiewicz, pudło jak cholera – działamy w jawnym, zarejestrowanym, wolontariackim stowarzyszeniu pod własnymi nazwiskami, realizując zresztą poniekąd Pański program sformułowany w „Myślach nowoczesnego endeka”, by poświęcić tygodniowo cztery godziny dla Polski – z tym, że my zaczęliśmy kilka lat wcześniej, nim wpadł Pan na ten znakomity pomysł. Otóż informujemy, że każde z nas poświęca tygodniowo dla Polski znacznie więcej czasu prowadząc to Radio, umożliwiające przy okazji Panu i kolegom dotarcie z popisami elokwencji do znacznie większej liczby słuchaczy i to na całym świecie, niż ta, która oklaskuje Pana w Roninie. Naprawdę, jestem ciekaw, czy Pan również byłby skłonny poświęcić tyle czasu robiąc niezależne medium za frajer i polegając jedynie na składkach oraz dobrowolnych wpłatach od słuchaczy. No więc jak – byłby Pan gotów, czy tylko wymaga Pan tego od innych, zaś Pańskie „cztery godziny dla Polski” sprowadzają się do celebryckich pogaduszek w Roninie i brylowaniu na konwencji Gowina, bądź stręczeniu się narodowcom na ideologa?

Mniej zadufania, a więcej szacunku i pokory by się przydało. Proszę przyjąć do wiadomości, że nie dla wszystkich jest pan polit-ideowym guru, no chyba, że w tym waszym dziennikarskim światku obracacie się w takim stężeniu środowiskowego samozachwytu i fanowskiej klaki, że podobna konstatacja nie ma już szans przebić się do świadomości – wypisz wymaluj, niczym w tak zwalczanej przez Pana „michnikowszyźnie”…

Gadający Grzyb

(Piotr Lewandowski, przewodniczący Komisji Rewizyjnej Stowarzyszenia Niepoprawne Radio PL, KRS: 0000421082)

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

]]>
http://niepoprawneradio.pl/?feed=rss2&p=8206 2
Knesset From the Depths http://niepoprawneradio.pl/?p=7481 http://niepoprawneradio.pl/?p=7481#comments Sat, 25 Jan 2014 19:25:18 +0000 http://niepoprawneradio.pl/?p=7481 Dlaczego organizatorem wizyty przedstawicieli władz izraelskich w Auschwitz jest jakaś zewnętrzna fundacja?

I. Wątpliwości i mgła tajemnicy

Domniemana sesja Knesetu w obozie w Auschwitz, przypadająca 27.01.2014, w 69 rocznicę zajęcia obozu przez sowietów, wywołała małą burzę – głównie za sprawą tajemniczej mgiełki, która towarzyszy temu wydarzeniu. Według jednych (Michalkiewicz) miało to być regularne posiedzenie izraelskiego parlamentu przy udziale połowy jego członków, wedle drugich (Terlikowski) – posiedzenie międzyparlamentarne. Jeszcze inni (Biuro Prasowe Sejmu, Jarosław Sellin) twierdzili z kolei, iż będzie to zwykła delegacja, tyle że bardziej rozbudowana, z okazji Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holocaustu podczas którego odbędzie się sesja międzyparlamentarna delegatów z kilkunastu krajów. Do zamętu przyczynił się niewątpliwie fakt podniesiony m.in. przez poseł Krystynę Pawłowicz, że nie podano do publicznej wiadomości jaki jest status prawnomiędzynarodowy wizyty izraelskich parlamentarzystów, kto jest organizatorem zebrania, ani z czyjej inicjatywy ma ono nastąpić – czy zaproszenie wystosował polski rząd lub parlament, czy też może to Kneset oznajmił, iż zamierza zebrać się Oświęcimiu, a nasze władze po prostu przyjęły to oświadczenie do wiadomości.

Kolejnym punktem zapalnym jest obecność izraelskich sił specjalnych – jak można domniemywać, w dość znacznej liczbie – które mają zabezpieczać wizytę, co zbiegło się z uchwaleniem przez Sejm ustawy legalizującej działania na terytorium Polski obcych formacji mundurowych. Według „GW” i TVN24.pl, zabezpieczenie wizyty ma być porównywalne z wizytą Putina w Polsce w 2009 roku – z czasowym zamykaniem przestrzeni powietrznej nad Oświęcimiem i Krakowem, blokadą ulic i snajperami na dachach włącznie. I znowu wątpliwości – kto tu będzie komu podlegał? Czy polska policja formalnie zawiadująca akcją będzie w rzeczywistości tylko wykonawcą zaleceń Mossadu?

II. Quasi-konspiracja

Czytając różne doniesienia nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mamy tu do czynienia z jakąś groteskową quasi-konspiracją. Nawet polsko-izraelska grupa parlamentarna, która jak wynika z wypowiedzi jednego z jej wiceprzewodniczących, Jarosława Sellina, dla Fronda.pl, była jakoś tam poinformowana, plącze się w zeznaniach. Wspomniany wiceprzewodniczący Sellin mówi o 50 członkach Knesetu (ze 120) i 10 ministrach izraelskiego rządu. Z kolei przewodnicząca grupy parlamentarnej, poseł Beata Małecka-Libera, twierdzi na swojej stronie, iż parlamentarzystów z Izraela będzie 70, do tego 10 ministrów i 40 ocalonych. No to, ilu ich w końcu będzie? Bo Sellin uspokajał, że nawet jakby co, to nie będzie quorum…

Ze strony polskiej w uroczystościach weźmie udział m.in. polsko-izraelska grupa parlamentarna oraz marszałek (Ewa Kopacz) i wicemarszałek (Cezary Grabarczyk) Sejmu RP. Do tego delegaci z wielu innych krajów. Wynikałoby z tego, że nie będzie to formalnie sesja Knesetu, tylko spotkanie międzynarodowe parlamentarzystów przypadające w 70 rocznicę rozpoczęcia wywózki do Auschwitz węgierskich Żydów. Uroczystość z udziałem delegacji różnych krajów odbędzie się na terenie obozu, zaś spotkanie międzyparlamentarne o 17:30 w Krakowie. Patronat honorowy sprawuje prezydent RP Bronisław Komorowski.

Powyższe nie brzmi zbyt alarmująco – jednak, by ustalić te podstawowe dane, trzeba się przekopać przez „milion pincet” artykułów i mozolnie sobie to wszystko zrekonstruować – znów ta „konspiracja”… Zwróćmy uwagę – informacji o planach uroczystości nie mieli ani parlamentarzyści (na co zwróciła uwagę prof. Pawłowicz), ani dziennikarze, bo taki Terlikowski musiał zasłaniać się formułą z wszystkich informacji, jakie do mnie docierają(…)”, podkreślając zresztą skwapliwie, że nawet gdyby były to obrady Knesetu, to on oczywiście cały jest za i w ogóle – podobnie jak cały chór innych pożytecznych dialogistów.

Nie dziwi więc, że na wieść o tak licznej wizycie przedstawicieli Knesetu można było wysnuć wniosek, że oto parlament obcego kraju będzie sobie u nas, na uzurpatorskiej, eksterytorialnej zasadzie, obradował w asyście własnych sił zbrojnych, podejmując jakieś uchwały. Zresztą, o czym za chwilę, te podejrzenia mimo wszystko nie muszą być wcale tak dalekie od oficjalnej prawdy.

Co ciekawe, oliwy do ognia dolał tu portal gazeta.pl tytułując swój tekst „Obrady Knesetu w Auschwitz. Mobilizacja policji i Mosadu”. Tu mała uwaga – tekst „gazety” pochodzi z października 2013 – czyżby pierwotnie faktycznie miała odbyć się owa „sesja”, a dopiero później ktoś ochłonął z zachwytu i zdał sobie sprawę z potencjalnych reperkusji?

III. From the Depths

No dobrze, ale kto jest pomysłodawcą tego całego zamieszania? Oto okazuje się, że nie były to władze ani Polski, ani Izraela. Jak podaje portal oświęcimskiego muzeum, inicjatorem przyjazdu przedstawicieli Knesetu do Polski jest fundacja „From the Depths” („Z głębin”), którą kieruje niejaki Jonny Daniels.

Spójrzmy – do umówienia spotkania nie wystarczyła polska bilateralna grupa parlamentarna i jej odpowiednik w Knesecie (zakładając, że takowy istnieje), potrzebna do tego była jakaś zewnętrzna fundacja… No więc wszedłem sobie na stronę tej instytucji – stronę zresztą ubożuchną w konfrontacji z wpływami, które jak się okazuje, fundacja posiada. Zakładka „O nas” raczy na ogólnikami – ot, że organizacja została założona przez spadkobierców (charakterystyczne – właśnie „spadkobierców”, nie „potomków”) ocalonych z Holocaustu, że pielęgnuje pamięć, że współpracuje z żydowskimi społecznościami ze szczególnym uwzględnieniem Europy Wschodniej, a także, że organizuje „przełomowe wydarzenia i inicjatywy na całym świecie”.

Ciekawiej zaczyna się robić, gdy zerkniemy do działu „Nasz zespół” i przeczytamy zamieszczone tam biogramy głównych postaci fundacji „Z głębin”. Interesujące to figury.

Urodzony w 1986 r w Londynie założyciel i dyrektor wykonawczy Johny Daniels jest wziętym piarowcem („działa w obszarze Public Relations i doradztwa strategicznego”) z bogatą przeszłością. Najpierw studia w Londynie przerwane wyjazdem do Izraela, gdzie najpierw uczy się w szkole talmudycznej, by następnie wstąpić do izraelskiej armii. W wojsku jest komandosem („elitarny oddział spadochroniarzy”), służbę kończy jako sierżant sztabowy, po czym zostaje „strategicznym doradcą sztabu rzecznika armii izraelskiej, specjalizując się w kwestiach związanych z nowymi mediami”. Następnie pracuje „na stanowisku Starszego Doradcy Zastępcy Rzecznika rządu izraelskiego Danny’ego Dannona” , później współpracuje „z wieloma politykami z Izraela, Wielkiej Brytanii, Szwecji i Stanów Zjednoczonych” oraz doradza firmom zagranicznym i izraelskim w interesach.

Dalia Itzik – honorowa przewodnicząca – to była izraelska minister wielu resortów i przewodnicząca Knesetu, dwukrotnie pełniła tymczasowo obowiązki prezydenta Izraela. Dalej – Rada Honorowa – Szewach Weiss, przedstawiać nie trzeba, chyba „daje tu twarz” na lokalny rynek. Joe Tankel – dyrektor – makler i pracownik jednej z głównych agencji zajmujących się licencjonowaniem marek. Jennifer Sutton – była Dyrektor ds. Stosunków Zewnętrznych i Sekretarza ds. Społecznych przy Ambasadorze Izraela w Waszyngtonie, doradczyni izraelskich dyplomatów, wcześniej odpowiadała za kontakty z diasporą żydowską w sztabie wyborczym Johna McCain’a. Sam Nunberg – dyrektor na Amerykę Północną – prawnik, zajmuje się m.in. kwestiami terroryzmu, współpracownik różnych agend („pracował na stanowisku Zastępcy Dyrektora ds. Rządowych w Amerykańskim Centrum Prawa i Sprawiedliwości. Był także delegatem ONZ z ramienia Europejskiego Centrum Prawa i Sprawiedliwości na Manhattanie w Nowym Jorku. Pełniąc tę funkcję zajmował się działaniami prawnymi i politycznymi w odniesieniu do Izraela i Międzynarodowego Trybunału Karnego, opowiadając się za sankcjami przeciwko Iranowi (…) ”).

Dla ozdoby mają jeszcze jakiegoś rabina z odpowiednimi tytułami, żeby nie było, że to jacyś-tacy fajansiarze, tylko prawdziwie zaangażowani Żydzi organizują „Jan 27 Event”. Właśnie tak – „Event” – tak to jest nazwane w anglojęzycznej wersji portalu fundacji From the Depths. Korporacyjny slang jak się masz.

IV. Cukierek dla Polaków

Zadziwiające, ci byli komandosi-piarowcy, politycy, prawnicy, dyplomaci, specjaliści od finansów – wszyscy buszujący na styku armii, polityki i wielkiego biznesu – zapragnęli nagle „upamiętniać ofiary” i bez ich udziału nie była możliwa organizacja izraelskiej wizyty w Polsce. Nasi parlamentarzyści dyskretnie milczą na temat rozmów z przedstawicielami fundacji „Z głębin”, a przecież jakieś rozmowy musiały być, prawda? Jak dla mnie, to mamy do czynienia z organizacją lobbystyczną, możliwe że agenturalną, działającą pod płaszczykiem fundacji non-profit, którą władze Izraela wynajęły sobie do kontaktów z Polakami. Przypominam ten nagłówek portalu gazeta.pl z października 2013 o „obradach Knesetu w Auschwitz” – możliwe, że to nie był wcale dziennikarski lapsus, tylko realizowano wtedy „plan maksimum” i do takich obrad faktycznie miało dojść. Prawdopodobnie postanowiono jednak unikać zbędnej ostentacji – lepiej będzie wyglądało, jeśli treść wizyty ubierze się w niekontrowersyjną formułę „spotkania międzyparlamentarnego”.

Na marginesie – znów pojawiają się nieścisłości. Na stronie „From the Depths” podana jest liczba 60 parlamentarzystów z Izraela, każdemu ma towarzyszyć jeden ocalały, a prócz tego… „wysocy rangą przedstawiciele Sił Obronnych Izraela”. Przypomnę, że poseł Jarosław Sellin mówił o 50 knesetczykach i 10 ministrach, zaś posłanka Beata Małecka-Libera o 70 knesetczykach plus 10 ministrów. O przedstawicielach „Sił Obronnych Izraela” oboje nie raczyli się zająknąć… albo nie zostali poinformowani.

Wracając do tematu – zastanówmy się – jakaż może być treść spotkania połowy (plus-minus) Knesetu, dziesięciu ministrów, prócz tego jakichś prominentnych wojskowych – z przedstawicielami polskich władz? Szczególnie, tego popołudniowego spotkania w Krakowie, po oficjalnym „upamiętnieniu” pomordowanych? Nasze media nasładzają się informacją, że w okolicznościowej uchwale znajdzie się wezwanie, by nie używać terminu „polskie obozy śmierci”. Cóż, na stronie fundacji nie ma o tym ani słowa, jest za to cytat z przewodniczącego Knesetu Yuli Edelsteina gromiącego antysemityzm, który „zwłaszcza w Europie, osiągnął poziom niespotykany od czasów Holokaustu” i podkreślającego potrzebę „walki”, by „nic podobnego nie wydarzyło się w przyszłości w żadnym miejscu na świecie, szczególnie w odniesieniu do Żydów” (wobec innych nacji – mniej szczególnie?). Czyli standard, może tylko w bardziej wyrazistej formie.

Jeśli jednak delegacja będzie na tyle uprzejma, by ów passus ganiący termin „polskie obozy śmierci” jednak włączyć do uchwały, to powstaje pytanie – czy światowe media to odnotują, czy też potraktują tak, jak media niemieckie niedawny apel tamtejszego Związku Historyków? Przypomnę, że ów apel, postulujący by nie używać określenia „polskie obozy” (połączony „dla równowagi” z wezwaniem, by Polska zrezygnowała z penalizacji oszczerstw) został przez niemieckie media kompletnie zignorowany. Z rezonansem spotkał się jedynie w Polsce.

No i wreszcie – ile przyjdzie nam za ten cukierek zapłacić? Bo o odstąpieniu od roszczeń majątkowych oczywiście nie ma mowy, organizacja HEART stworzona przez izraelski rząd i Agencję Żydowską działa w najlepsze. I tu widzę faktyczną treść izraelskiej wizyty w Polsce, oraz główną przyczynę wynajęcia lobbystów z „From the Depths” oraz konspirację w jakiej toczyły się przygotowania – wraz z preselekcją kandydatów strony polskiej, którym dane będzie dostąpić spotkania z żydowskimi delegatami (zważmy, iż wyselekcjonowani parlamentarzyści „puścili parę” dopiero, gdy o sprawie zrobiło się głośno). Owa „treść”, to nacisk na przyśpieszenie „restytucji mienia”, najprawdopodobniej połączony z dogadaniem zakupów izraelskiego sprzętu bojowego (ci „wysocy rangą” wojskowi w delegacji!).

A poza tym, wychodzi na to, że mimo pozorów bilateralnej wzajemności, to jakaś fundacja działająca na zlecenie izraelskiego rządu miała głos decydujący w kwestii przebiegu wizyty. Innymi słowy – jeśli odrzucimy ładne formułki – to de facto władze Izraela będą gospodarzem wydarzenia na czas którego przestrzeń obozu w Auschwitz stanie się obszarem eksterytorialnym, niczym izraelska ambasada, zaś przedstawiciele innych państw, z Polską włącznie, będą gośćmi.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

]]>
http://niepoprawneradio.pl/?feed=rss2&p=7481 3
Audycja 9 http://niepoprawneradio.pl/?p=9 http://niepoprawneradio.pl/?p=9#respond Sun, 17 May 2009 13:18:58 +0000 http://audycja-ix-program 1. Pogadanka
2. Grzegorz Braun – Okrągły Stół a projekt Unii Europejskiej
3. Kuchnia Dixi – Smrodek
4. Łukaszek – Własność brzucha
5. Gadający Grzyb – Wałęsa parnasiarze Libertas
6. MarkD – 10 i 1 drogowskaz
7. Budyń78 – Pomóżmy artystom
8. Grzegorz Braun – Wrocław – matecznik agentur cz3.
9. Antoni Macierewicz – Pod Prąd Jerzego Zalewskiego


10. Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy – Wstęp cz3.

]]>
http://niepoprawneradio.pl/?feed=rss2&p=9 0
Audycja 8 http://niepoprawneradio.pl/?p=8 http://niepoprawneradio.pl/?p=8#comments Sun, 10 May 2009 13:18:28 +0000 http://audycja-viii-program 1. Pogadanka cz1.
2. Pogadanka cz2.
3. Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy – Wstęp cz2.
4. Gadający Grzyb – Strzeż tajemnicy państwowej
5. Łukaszek – Koguci koklusz
6. Kuchnia – Dixi – Jaja
7. Budyń78 – W Lublinie
8. Łukaszek – Weekend majowy
9. MarkD – Transformacja czyli łagodna zmiana
10. Grzegorz Braun – Wrocław – matecznik agentur cz1.
11. Grzegorz Braun – WiP i SW w oczach służb specjalnych PRL
12. Grzegorz Braun – Wrocław w szonach obcych służb
13. Grzegorz Braun – Wrocław – matecznik agentur cz2.
14. Korpus Ekspedycyjny Madalinskiego – The Great Escape

]]>
http://niepoprawneradio.pl/?feed=rss2&p=8 139